Dzisiaj najwięcej zamieszania wzbudziła profesor Laura Tyson – jedna z doradców prezydenta Obamy – która powiedziała, że rząd powinien rozważyć wprowadzenie kolejnego pakietu stymulującego gospodarkę, ponieważ ten pierwszy (uchwalony w lutym i kosztujący podatników 787 mld $) może okazać się niewystarczający. Problem jednak w tym, że Stanów Zjednoczonych nie stać na nowe wydatki: tegoroczny deficyt budżetowy sięgnie 13,2% PKB, a połowa wydatków federalnych będzie finansowana z emisji obligacji.
W ten pesymistyczny ton świetnie wpisał się raport bankowców, z którego wynika, że w pierwszym kwartale liczba nieterminowo spłacanych kredytów wyraźnie wzrosła. Już 6,6% długu na kartach kredytowych (wobec 5,52% na koniec 2008 roku) nie jest obsługiwana terminowo. Problem ten dotyczy też 3,52% wartości portfela kredytów mieszkaniowych. W sumie wiadomość, że rosnące bezrobocie i malejące dochody Amerykanów wywołują kłopoty w sektorze bankowym nie powinna zaskakiwać. Tyle że od marca analitycy i bankowcy zapewniali, że najgorsza część kryzysu finansowego „jest już za nami”. A inwestorzy im uwierzyli – akcje banków były jednymi z najlepszych walorów w okresie marzec-maj.
Na te wszystkie obawy nakładał się też strach przed publikacją wyników kwartalnych spółek. Już jutro sezon publikacji za drugi kwartał rozpocznie koncern Alcoa Inc. Analitycy nie mają złudzeń – szacują, że zyski były o 34% niższe niż przed rokiem. Ale liczyć się też będą prognozy zarządów – w końcu powszechnie oczekuje się skokowej poprawy wyników w czwartym kwartale.
Efektem była sesja kontrolowana przez obóz niedźwiedzi przy zupełnym braku odpowiedzi ze strony popytowej. Tak więc giełdowe indeksy jednostajnie poruszały się na południe. Ostatecznie S&P500 stracił 1,97% i zakończył dzień wynikiem 881,02 pkt. – najniższym od początku maja. Nasdaq spadł o 2,31% i zameldował się z rezultatem 1.745,17 pkt. Dow Jones po spadku o 1,94% znalazł się na poziomie 8.163,07 pkt.
W gronie blue chipów najwięcej straciły dziś spółki przemysłowe: akcje Caterpillara oraz DuPont przeceniono po przeszło 4%. Indeksom szkodziły też koncerny naftowe – ropa potaniała dziś o kolejne 3% a baryłkę surowca wyceniano na nieco ponad 62$ - a więc najniżej od końcówki maja.
Krzysztof Kolany
































































