Nowy tydzień inwestorzy z Wall Street rozpoczęli od wyniesienia Dow Jonesa i S&P500 na nowe historyczne maksima. Po raz pierwszy od września 2001 roku relacja cen akcji do uśrednionych zysków z ostatnich 10 lat przekroczyła astronomiczną wartość 30.


Hossa na amerykańskim rynku akcji trwa w najlepsze, mimo że wyceny są już kosmiczne. W poniedziałek Dow Jones zyskał 0,68%, S&P500 urósł o 0,83% i oba indeksy ustanowiły najwyższe w swej historii kursy zamknięcia.
Jeszcze mocniej – bo o 1,43% - wzrósł Nasdaq Composite napędzany drożejącymi spółkami technologicznymi. Ale akurat słynne „Fangi” (Facebook, Amazon, Netflix i Google) jeszcze nie odrobiły strat z jednodniowej „korekty” sprzed kilku sesji. Akcje Apple – największej giełdowej spółki świata – podrożały w poniedziałek o niemal 3%, dając potężnego „kopa” nowojorskim indeksom.
„Wyceny spółek technologicznych nie są niskie, ale to zdaje się nie zniechęcać kupujących” - bardzo eufemistycznie skomentował sytuację Mark Luschini, główny strateg inwestycyjny w filadelfijskiej firmie Janney Montgomery Scott.
Dla porządku przypomnijmy: Alphabet (dawny Google) jest dziś wyceniany na 32-krotność zysków za ostatnie cztery kwartały, Facebook na ponad 40-krotność, Amazon na 187-krotność (!), Netflix na niemal 202-krotność (tak, serio). To już nie są wyceny „wysokie”, tylko szaleńczo wysokie.

Zresztą niemiłosiernie drogo jest na całym amerykańskim rynku. Wskaźnik CAPE (cyclical adjusted price to earnigns ratio - czyli wartość indeksu podzielona przez uśrednione i skorygowane o inflację zyski spółek przypadające na ten indeks) dla indeksu S&P500 po raz pierwszy od września 2001 roku przekroczył pułap 30. To więcej niż w szczycie giełdowego szaleństwa lat 20-tych zakończonych krachem w 1929. Wyżej wskaźnik ten znajdował się TYLKO od czerwca 1997 do września 2001, czyli podczas bańki internetowej i tuż po niej.
W poniedziałek za pretekst do wzrostów posłużyły też wypowiedzi Williama Dudleya. Szef nowojorskiego oddziału Rezerwy Federalnej powiedział, że inflacja jest nieco niska, ale wzrośnie wraz z płacami i że najnowsze słabsze dane napływające z gospodarki USA raczej nie zniechęcą Fed do podnoszenia stóp procentowych. Wypowiedź Dudleya pomogła akcjom banków – bankowy subindeks S&P zyskał 1,3%.
Krzysztof Kolany



























































