Rano zgodnie z powszechnymi oczekiwaniami SNB pozostawił główną stopę procentową bez zmian na poziomie 0,25% - tyle wynosi pożądana przez szwajcarski bank centralny stawka trzymiesięcznego Liboru dla franka. Władze monetarne Szwajcarii potwierdziły też swoje zobowiązanie do prowadzenia skrajnie ekspansywnej polityki monetarnej polegającej na pompowaniu gotówki do systemu finansowego. Ponadto SNB potwierdził, że wciąż będzie interweniował na rynku walutowym zaniżając wartość franka wobec euro.
Równo o godzinie 14:35 SNB najprawdopodobniej przeszedł od słów do czynów – ktoś zarzucił rynek zleceniami kupna euro w zamian za franki szwajcarskie. Efekt był piorunujący. W przeciągu następnych 30 minut za euro płacono już 1,5136 franków, czyli o 120 pispów więcej niż przed domniemaną interwencją. Skutki interwencji były odczuwalne także w Polsce, gdzie w ciągu dnia cena franka spadła z 3,0456 do 2,9969 złotego.
„Wygląda, że ci sami co zwykle podejrzani ze Szwajcarii wrócili na rynek i kupują euro” – komentował dla Bloomberga Jeremy Stretch, strateg walutowy z londyńskiego oddziału Rabobank International.
Zdziwienie handlujących walutami było tym większe, że na kilka godzin przed interwencją jeden z przedstawicieli SNB oficjalnie powiedział, że bank nie ma określonego poziomu, przy którym będzie interweniował. Rynek potraktował to jako zachętę do przetestowania poziomu 1,50 CHF. Spekulanci zostali więc boleśnie skarceni i to mógł być główny cel dzisiejszej interwencji.
Należy jednak pamiętać, że jak na razie fakt domniemanej interwencji walutowej nie został oficjalnie potwierdzony ani zdementowany.
K.K.






























































