W trakcie weekendu ogłoszono nacjonalizację drugiego z trzech największych banków w Wielkiej Brytanii. W zamian za ubezpieczenie toksycznych aktywów przejętego banku HBOS (operacja odbywała się pod patronatem brytyjskich władz) Lloyds Banking Group przeszedł pod kontrolę rządu Jej Królewskiej Mości – udział państwa w akcjonariacie wzrósł z 43% do 75%. Wcześniej państwo stało się większościowym udziałowcem w Royal Bank of Scotland i w ubiegłym tygodniu objęło gwarancją 325 mld funtów aktywów tej instytucji. Jednak o ile koszt ubezpieczenia w przypadku RBS wyniósł 2%, to premia w przypadku Lloydsa wyniosła aż 5,2%, a brytyjscy podatnicy wzięli na siebie odpowiedzialność za straty do kwoty 200 mld funtów.
Przed nacjonalizacją jak na razie zdołał umknąć Barclays. Ale kłopoty może mieć bank HSBC, który w do tej pory uniknął poważnych strat. Dzisiaj zarząd HSBC poprosił inwestorów o 12,5 mld funtów potrzebnych na pokrycie strat amerykańskiej spółki zależnej.
Być może to właśnie ze względu na problemy instytucji finansowych Bank Anglii w czwartek zdecydował się na dodruk funtów. Brytyjski bank centralny za 75 mld funtów skupi obligacje skarbowe – rentowność papierów 10-letnich po raz pierwszy od 1989 roku spadła poniżej 3%.
Sytuacja brytyjskiego systemu finansowego budzi jednak coraz większy niepokój inwestorów. W efekcie kurs funta wobec dolara spadł dziś o ponad cztery centy, zbliżając się styczniowych minimów. Wówczas kurs GBP/USD znalazł się na poziomie 1,35$ i był najniższy od sierpnia 1986 roku. Tymczasem o godzinie 15:40 za jednego funta płacono 1,3781 dolara, a więc o ponad 2% mniej niż przed weekendem. Względem euro brytyjska waluta słabła o 2%, zaś wobec jena traciła 1,7%.
K.K.





























































