„Nie wszystkie nasze metody wspierania płynności będą potrzebne w takiej samej ilości, co w przeszłości. Wszystkie niestandardowe działania, których kontynuacja zagroziłaby osiągnięciu stabilności cen, muszą zostać wycofane bezzwłocznie i jednoznacznie” – powiedział w piątek Jean-Claude Trichet.
Taka wypowiedź sygnalizuje, że wraz z początkiem nowego roku Europejski Bank Centralny na dobre zabierze się za tzw. strategię wyjścia, czyli zacznie odcinać banki od awaryjnych źródeł taniej gotówki. To oznaczałoby zatrzymanie ekspansji monetarnej i zmniejszałoby obawy przed inflacją. Taka interpretacja rzeczywiście byłaby szkodliwa dla złota, które uważane jest za najlepsze zabezpieczenie przed spadkiem siły nabywczej papierowego pieniądza.
Ale z drugiej strony niemal pewne jest, że Fed nie pójdzie w ślady EBC i nadal zamierza zasypywać rynki finansowe świeżo drukowanymi dolarami. To oznaczałoby postępujące umocnienie euro względem „zielonego”, a zwyżkujący kurs EUR/USD sprzyjałby wzrostom notowań złota.
Tyle że Trichet dołożył jeszcze jedno zdanie, które zaniepokoiło inwestorów. „Jest za wcześnie, by ogłaszać koniec kryzysu” – powiedział szef EBC, sugerując że obecna poprawa koniunktury w sektorze finansowym jest tylko i wyłącznie efektem wsparcia ze strony rządów i banków centralnych.
Ta wypowiedź zdaniem komentatorów przyczyniła się do umocnienia dolara, co przełożyło się na spadek notowań złota. O godzinie 15:00 uncja kruszcu była wyceniana na 1.139,11$, czyli o 0,5% mniej niż w czwartek. Mimo to posiadacze złotych sztabek wciąż mogą mieć powody do zadowolenia: od początku tygodnia kurs złota wzrósł o 1,8%, po drodze ustalając nominalny rekord na poziomie 1.152$ za uncję.
K.K.



























































