Przekroczyć, czy nie przekroczyć – oto jest zadanie. S&P500 w czwartek go nie wykonał. Kolejna próba ataku na historyczny szczyt nie przyniosła powodzenia. Na rynku pojawiło się nieco konsternacji po środowej decyzji Rezerwy Federalnej.


Drugi raz w tym miesiącu S&P500 przymierzał się do szturmu na lipcowy rekord wszech czasów (3027,98 pkt.). W pierwszej części czwartkowej sesji dotarł do 3021,95 pkt. i potem zaczął opadać, finiszując praktycznie na poziomie z środowego zamknięcia. Bez większych zmian dzień zakończył także Nasdaq (+0,07%). Dow Jones stracił 0,20%.
Wsparciem dla giełdowych indeksów były drożejące o 1,8% akcje Microsoftu. Informatyczny gigant ogłosił gigantyczny program skupu akcji własnych (ang. buyback), opiewający na 40 mld dolarów. 5 mld USD na własne akcje zamierza wydać sieć detaliczna Target, której walory podrożały o 0,8%.
Po więcej informacji o „buybackach” zapraszam do artykułu Adama Hajdamowicza.
Typowo to właśnie dzień po Wall Street „trawi” komunikaty FOMC. Ten wrześniowy był dość niejednoznaczny. Z jednej strony rynek dostał to, czego oczekiwał – czyli drugą z rzędu obniżkę stopy funduszy federalnych. Ale podziały w łonie FOMC mogą uniemożliwić kolejne cięcia. Drobnym upominkiem dla giełdowych byków była sugestia Jerome’a Powella, że Fed może wrócić do QE.
Po więcej informacji na temat wniosków z posiedzenia FOMC zapraszam to tekstu zatytułowanego: "Co wiemy i czego nie wiemy po wrześniowym Fedzie".
Bez przekonania reagował rynek długu. Rentowności amerykańskich obligacji skarbowych pozostały bez większych zmian przy praktycznie płaskiej krzywej terminowej, na której 3-miesięczne bony skarbowe wciąż płacą więcej niż 10-letnie obligacje rządu USA.
Za to niepokojąco wciąż wygląda sytuacja w systemie bankowym, w którym wyraźnie brakuje „płynności”. Nowojorski Fed trzeci dzień z rzędu przeprowadził operacje repo, w ramach której wpompował w system finansowy 75 mld dolarów. Ale to nie wystarczyło! Banki zgłosiły się po 9 mld USD więcej, więc Fed zaplanował kolejną aukcję na piątek. To poważny sygnał ostrzegawczy, że coś jest nie tak na rynku krótkoterminowych pożyczek dolarowych.
Natomiast wciąż nieźle prezentują się dane napływające z gospodarki Stanów Zjednoczonych. Liczba nowo rejestrowanych bezrobotnych utrzymała się blisko 50-letniego minimum. Nieco lepiej od oczekiwań (12 pkt.), ale słabiej niż w sierpniu (16,8 pkt.) zaprezentował się indeks koniunktury przemysłowej w regionie Filadelfii (12 pkt.). Nieoczekiwanie wzrosły też obroty na wtórnym rynku nieruchomości mieszkaniowych: do 5,49 mln sprzedanych domów w ujęciu annualizowanym wobec oczekiwanych 5,37 mln i 5,42 mln odnotowanych w lipcu.
Wciąż nie ma przełomu na froncie handlowym. W czwartek negocjatorzy z Chin i USA po dwóch miesiącach przerwy znów zasiedli do rozmów, aby przygotować grunt pod negocjacje na wyższym szczeblu przewidziane na październik. Do Waszyngtonu przyjechała 30-osobowa delegacja pod przewodnictwem wiceministra finansów Liao Mina. O postęp nie będzie łatwo, bo Amerykanie nie odpuszczają. Jeden z nieformalnych doradców Donalda Trumpa powiedział, że w razie braku porozumienia cła na chińskie towary mogłyby nawet wzrosnąć do 50% lub 100%.
- Czy prezydent ma opcje eskalacji wojny handlowej. Tak, cła mogą zostać podniesione. Teraz są na niskich poziomach (15-30% - przyp. red.) i mogą pójść w górę do 50% lub 100% - powiedział Michael Pillsbury, określony przez Trumpa jako „wiodący autorytet w kwestii Chin”.
Krzysztof Kolany






























































