Tuż po otwarciu poniedziałkowej sesji S&P500 ustanowił nowy rekord wszech czasów. Inwestorzy kupowali akcje spółek technologicznych po tym, jak Donald Trump ustąpił Pekinowi. Ale reszta sesji przyniosła osuwanie się giełdowych indeksów.


Początkowa reakcja na wyniki szczytu G20 była jednoznacznie pozytywna. Prezydent Donald Trump poszedł na istotne ustępstwa wobec Chin, nie dostając praktycznie nic w zamian. Trump zadeklarował, że nie ocli reszty chińskiego importu, odpuści (przynajmniej na razie Huaiweiowi) oraz wróci do zerwanych w maju rozmów handlowych.
Dla amerykańskiego biznesu to dobre wiadomości. Zwłaszcza dla branży technologicznej, dla której współpraca z chińskimi koncernami ma kluczowe znaczenie. Stąd też wynikał fakt, że na początku sesji Nasdaq wystrzelił w górę o blisko 1,8%. Dzięki temu S&P500 kilkanaście minut po otwarciu ustanowił nowy historyczny rekord na poziomie 2 977,93 punktów. Z tego miejsca osiągnięcie psychologicznej bariery 3000 punktów nie wydaje się trudne. Przypomnijmy tylko, że w dniu wyboru Donalda Trumpa na prezydenta USA (jesienią 2016) S&P500 ledwo przekraczał 2000 pkt., a dekadę temu sięgał 1000 pkt.
Lecz giełdowym bykom szybko zabrakło animuszu i do głosu doszli sprzedający. Nowojorskie indeksy osuwały się przez resztę dnia, ze słabą podbitką w końcówce handlu. Ostatecznie S&P500 zyskał 0,77% i zakończył dzień na poziomie 2 964,33 pkt. Nasdaq oddał prawie połowę zysków z otwarcia i zyskał 1,06%, nie poprawiając przy tym rekordu. Dow Jones poprawił się tylko o 0,44%.
Być może tym, co powstrzymało wzrosty, była rzeczywistość gospodarcza, która rysuje się w coraz ciemniejszych barwach. Poniedziałek był dniem publikacji finalnych odczytów PMI dla sektorze przemysłowego. W Chinach, Japonii, Australii, Polsce, Hiszpanii, Szwajcarii, Czechach, we Włoszech i Niemczech wskaźnik ten znalazł się poniżej 50 punktów, sygnalizując regres aktywności ekonomicznej. Globalny "przemysłowy" PMI drugi miesiąc z rzędu znalazł się w terytorium recesyjnym (tj. poniżej 50 pkt.), w czerwcu osiągając najniższą wartość od 7 lat!

Póki co ponad limitem 50 pkt. utrzymały się wskaźniki dla amerykańskiego sektora wytwórczego. Zarówno PMI jak i jego starszy brat ISM okazały się lepsze od oczekiwań, osiągając wartości odpowiednio 50,6 pkt. oraz 51,7 pkt. To wskazania sygnalizujące jednak już bardzo powolny wzrost aktywności w przemyśle.
Inwestorzy mają więc świadomość, że z globalną gospodarką nie jest najlepiej i że od kilku miesięcy świat balansuje na krawędzi recesji. Owszem, Wall Street może liczyć na wsparcie Rezerwy Federalnej, EBC i całej reszty (w postaci niższych stóp procentowych i QE), ale nie wiadomo, czy to wystarczy, aby przedłużyć żywot mocno już wiekowej (liczącej sobie 10 lat) ekspansji gospodarczej w Stanach Zjednoczonych.
Tym bardziej, że model prognostyczny Fedu z Atlanty wskazuje, że w drugim kwartale amerykański PKB rósł w tempie zaledwie 1,5% (w ujęciu zannualizowanym). Z kolei bazujący na nachyleniu krzywej terminowej model nowojorskiego oddziału Rezerwy Federalnej szacuje prawdopodobieństwo recesji w USA w ciągu następnych 12 miesięcy na blisko 30%. Dodajmy, że w ciągu ostatnich 58 lat tylko raz zdarzyło się, aby tak wysoki odczyt tego modelu nie poprzedził recesji.
Mamy więc do czynienia z mocno niecodzienną sytuacją: światu i USA grozi pierwsza recesja od dekady, a S&P500 radośnie bije rekordy wszech czasów, rosnąc o 18% od początku roku. Wszystko to tylko dzięki wierze, że poluzowanie polityki monetarnej doprowadzi do jeszcze jednej odsłony reflacji aktywów finansowych. Powodzenia!
Krzysztof Kolany































































