W sukurs rodzimemu rynkowi motoryzacyjnemu poszedł również minister infrastruktury, który wydał rozporządzenie, na mocy którego koszt wydania karty dla samochodu używanego przy pierwszej rejestracji w Polsce wyniesie 500 zł, a dla auta nie dopuszczonego do ruchu albo posiadającego dopuszczenie czasowe lub warunkowe – 1 tys. zł.
Opisane zmiany wchodzą w życie 10 marca 2002 r. Zdaniem przedstawicieli rządu, ich wprowadzenie pomoże chronić polski rynek motoryzacyjny, na którym od ponad 2 lat obserwujemy spadek sprzedaży nowych aut. Ma się to także przyczynić do redukcji bezrobocia – w branży motoryzacyjnej zatrudnionych jest ponad 200 tys. osób, a napływ używanych samochodów powoduje tu drastyczną redukcję zatrudnienia. Kolejnym argumentem za wprowadzeniem tych rozporządzeń ma być dążenie do uczynienia polskich dróg bardziej bezpiecznymi.
Czy znając afekt Polaków do przywożonych zza Odry samochodów, decyzji tej nie należy traktować jedynie jako zaciśnięcia fiskalnej pętli w celu podreperowania budżetu? Zdaniem Wojciecha Drzewieckiego, specjalisty z firmy konsultingowej “Samar”, intencje rządu są zbieżne z deklarowanymi: - Zabiegi te mają na celu poprawę sytuacji na rynku motoryzacyjnym, a w szczególności zintensyfikowanie sprzedaży nowych samochodów – przekonuje i dodaje, że obecnie mamy do czynienia z galopującym procesem starzenia polskiego parku samochodowego. W lutym tego roku aż połowę importu stanowiły auta starsze niż 10 lat.
Oczywiście jest też druga strona medalu. - Efektem ubocznym będzie tu pozbawienie możliwości zakupu samochodu osób niezamożnych, których nie stać na nowy pojazd – zauważa Wojciech Drzewiecki.
Grzegorz Rutke






























































