Dow Jones, S&P500 i Nasdaq we wtorek poprawiły rekordy wszech czasów, choć skala wzrostów była niewielka. Niedawnej fali wzrostów na Wall Street jak na razie „nie kupił” rynek długu, gdzie rentowności obligacji pozostały na bardzo niskich poziomach.


Po dość spokojnej sesji średnia przemysłowa Dow Jonesa odnotowała wzrost o 0,20% i ustanowiła nowy rekord zamknięcia na poziomie 28 121,68 punktów. S&P500 zyskał 0,22% finiszując z wynikiem 3 140,50 pkt. Nasdaq Composite po wzroście o 0,18% osiągnął wysokość 8 647,93 pkt. W obu przypadkach były to najwyższe kursy zamknięcia w historii, a w trakcie dnia poprawione zostały śródsesyjne maksima.
Jak zwykle wzrosty giełdowych indeksów tłumaczono „handlowym optymizmem”. Medialne doniesienia lub wypowiedzi polityków w kwestii negocjacji handlowych z Chinami od ponad miesiąca służą za dogodny pretekst do podciągania wycen akcji na nowe szczyty. W całkowitym oderwaniu od recesji w wynikach spółek oraz postępującego spowolnienia wzrostu gospodarczego.
Tym razem paliwa do wzrostów dolał sam prezydent Donald Trump, który powiedział, że USA i Chiny są „bardzo bliskie” zamknięcia pierwszej fazy porozumienia. Tyle że tego typu wypowiedzi słyszymy już od tygodni i jak na razie nic z nich nie wynika.

Być może dlatego znacznie większy i płynniejszy rynek długu reaguje bardziej sceptycznie od nieco impulsywnego rynku akcji. We wtorek rentowności amerykańskich obligacji skarbowych znów poszły lekko w dół. Papiery rządu USA notowane są przy rentownościach rzędu 1,6-1,7% (od bonów skarbowych po obligacje 10-letnie), czyli blisko historycznie niskich poziomów. Rentowność obligacji porusza się w przeciwnym kierunku do ceny rynkowej obligacji.
Zatem mamy do czynienia z bardzo wysokimi wycenami amerykańskich Treasuries, w potocznej opinii uchodzących za jeden z najpewniejsze aktywa finansowych świata. To trochę dziwna sytuacja w kontekście silnej hossy na rynku akcji. Zwykle gdy ceny akcji idą w górę, to ceny obligacji maleją (czyli rentowności rosną). Tak się dzieje, gdy inwestorzy oczekują poprawy koniunktury gospodarczej i wyższych zysków spółek. Tymczasem teraz mamy do czynienia z równoczesną hossą zarówno w amerykańskich akcjach jak i obligacjach.
W obu hossach palce maczała Rezerwa Federalna, która w tym roku trzy razy obniżyła stopy procentowe i wznowiła program skupu aktywów. W poniedziałek wieczorem szef Fedu Jerome Powell powiedział, że polityka monetarna jest „właściwie pozycjonowana”, aby wesprzeć silny rynek pracy. To potwierdzenie spekulacji, że kolejnych cięć stopy funduszy federalnych w najbliższej przyszłości raczej nie będzie.
Wśród poszczególnych spółek wyróżniły się walory Walta Disneya, które podrożały o 1,3%, ustanawiając nowy szczyt. Od początku listopada akcje filmowej spółki podrożały o ponad 16%. Odmienne nastroje mieli akcjonariusze Hewlett Packard Enterprise, którego notowania zanurkowały o przeszło 8% po rozczarowujących wynikach kwartalnych.
Krzysztof Kolany






























































