Rynek amerykański
Inwestorzy amerykańscy nie sprawili mi zawodu – indeksy wzrosły drugi tydzień z rzędu. Chęć do kupna akcji zwiększyła się po następnej serii dużo lepszych od oczekiwań danych makro. Szczególnie dobre były raporty ISM o ożywieniu w sektorze usług, zamówienia fabryczne, a przede wszystkim wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym i spadek bezrobocia. Jeśli chodzi o ten ostatni parametr to analitycy prognozowali wzrost bezrobocia, co od początku wydawało mi się co najmniej dziwne, jeśli się weźmie pod uwagę to, że wszystkie dane makro z tego okresu pokazywały ożywienie gospodarki.Jak można było oczekiwać natychmiast pojawili się analitycy podnoszący ratingi i prognozy. Np. Merrill Lynch podniósł swoje oczekiwania zysków spółek wchodzących w indeks S&P 500 i zalecił kupowanie spółek sektora TMT, a J.P. Morgan podniósł rating dla General Motors. Ale to tylko dodatki, bo i tak zbyt dużo pieniędzy leżało odłogiem i czekało na okazję. „Przełącznik rodzaju pracy” został zdecydowanie przestawiony na hossę.
Mimo zmiany tonu na zdecydowanie bardziej optymistyczny nie pomógł rynkom A.Greenspan (AG). Całkowicie nie zgadzam się z komentarzami twierdzącymi, że AG „niespodziewanie” zmienił treść wystąpienia. Oczywiście, że wszyscy oczekiwali, że zmieni i zmienić musiał w świetle nowych danych makro. Nawet ja zaczynam mieć pewne wątpliwości (aczkolwiek niewielkie), a z pewnością jestem dużo większym pesymistą, jeśli chodzi o dalsze losy świata niż prezes Fed.
Generalnie można streścić to wystąpienie tak: ożywienie już trwa, ale nie będzie takie silne, jak niektórzy oczekują, a po drodze są liczne problemy. Co mogli z tego zrozumieć inwestorzy? Myślę, że po pierwsze: ożywienie zaczyna się, ale droga jest ciernista, a wzrost (przy założeniu, że czynniki ryzyka nie zadziałają) nie będzie taki, żeby znacznie zwiększyć zyski spółek, czyli ceny obecnie płacone za akcje są za wysokie. Inwestorzy czekali (bezzasadnie) na coś dużo bardziej optymistycznego.
Komentarze twierdzące, że inwestorzy już przestraszyli się podwyżki stóp są nieporozumieniem. Wiadomo, że w trakcie roku podwyżka musi nastąpić, jeśli będzie trwało ożywienie, ale wiadomo również, że AG widzi zbyt dużo zagrożeń, żeby w tym miesiącu podnosić stopy. Podwyżki stóp w 19. marca nie będzie, ale z całą pewnością będzie zmiana nastawienia - na razie na neutralne. Tym narzędziem Fed posługuje się po mistrzowsku - nie tak jak nasza RPP, która ma chyba szablon komunikatu, w którym nastawienie jest nie zmienialnym punktem.
Warto spojrzeć na niektóre, mniej omawiane fragmenty wypowiedzi AG. Kilka omówię, bo potwierdzają moje obawy o rozwój sytuacji. Posłużę się cytatami, ponieważ w większości przypadków nie wymagają tłumaczenia z „greenspeaku” na polski.
O nośnikach energii: ”Znaczny spadek cen gazu, oleju opałowego i benzyny w sposób oczywisty zwiększyły realne przychody i wydatki konsumentów. Aby wpływ tego czynnika na wzrost wydatków konsumpcyjnych był bardziej trwały ceny energii musiałyby nadal spadać.”. I tutaj mamy problem. Analitycy rynków towarowych lekceważą wzrosty cen ropy naftowej, ale uważam, że robią błąd. Owszem sytuacja na Bliskim Wschodzie jest już w cenach, bo konflikt trwa za długo. Jednak to założenie jest prawdziwe tylko do momentu opowiedzenia się świata arabskiego za Palestyńczykami, co zwiększyłoby obawy o dostawy ropy. Administracja Busha czując nadchodzące problemy już zaczyna krytykować władze Izraela. Na razie może to robić – gorzej, jeśli zostanie postawiona w sytuacji, kiedy będzie musiała wybierać: Izrael (i wyborcy żydowscy w USA) czy Arabowie (i ropa). Wiadomo (praktycznie premier T.Blair to potwierdził), że pewny jest atak na Irak. To musi podnieść ceny ropy, a nie wiadomo jak zachowają się inne kraje arabskie. Ożywienie gospodarki, a nawet oczekiwanie na ożywienie będzie podnosiło popyt na ropę i inne towary, a przez to i ceny. Coraz lepiej widać to na wykresie indeksu towarów CRB. Na wykresie cen ropy widać wyraźnie podwójne dno. Zakres wzrostu to 25,50 $ (możliwy jest ruch powrotny do 21, 50) - wtedy okaże się czy wykres nie opuści kanału trendu spadkowego. Nie można oczekiwać, że problem postawiony przez AG zostanie rozwiązany w sposób dobry dla gospodarki. Poza tym wzrosty cen towarów będą podnosiły inflację, co przyśpieszy podwyżki stóp i ograniczy konsumpcję oraz przyhamuje aktywność gospodarczą.
Prezes Fed powiedział również, że podstawową przyczyną ożywienia jest zmniejszanie zapasów przez spółki. To z kolei wywoła wzrost produkcji, żeby napełnić magazyny i przez to zwiększy dochody i wydatki gospodarstw domowych. I teraz ważny cytat: „Impet wzrostu aktywności gospodarczej będzie krótkotrwały, jeśli zwiększanie się popytu konsumpcyjnego nie utrzyma się, kiedy zaniknie efekt likwidacji nadmiernych zapasów.”. Dokładnie o tym piszę już od dłuższego czasu w swoich komentarzach.
Podstawą gospodarki amerykańskiej są wydatki indywidualnych konsumentów. Tutaj AG również widzi problemy: „Podczas spowolnienia gospodarki w ostatnim roku wydatki gospodarstw domowych nie były znacznie ograniczane i okazały się być główną siłą stabilizującą gospodarkę. W konsekwencji, chociaż wydatki powinny rosnąć to potencjał przyśpieszenia aktywności w tym sektorze prawdopodobnie będzie bardziej ograniczony niż w poprzednich cyklach gospodarczych”. I dalej: „Zmiany (na gorsze – przyp. mój) sytuacji finansowej gospodarstw domowych w ostatnich latach w pewnym stopniu ograniczają wydatki konsumpcyjne. Dodatkowo, całkowite zadłużenie ... wzrosło znacznie w ostatnich latach powracając do poprzedniego cyklicznego maksimum w połowie lat osiemdziesiątych”.
Reasumując można zaryzykować stwierdzenie, że szef Fed zapowiedział to, o czym pisałem w ostatnią sobotę – zaczyna się wyścig między ożywieniem (zyskami spółek), inflacją, stopami i popytem konsumpcyjnym. Powtarzam: meta w końcu czerwca.
W zeszłym tygodniu, szczególnie w piątek, można było zauważyć, że doskonałe dane makro już nie wzbudzają entuzjazmu. Inwestorzy uważają, że ożywienie jest już w cenach, a teraz chcieliby zobaczyć wyniki spółek i móc ocenić jak szybko Fed będzie podnosił stopy. Dlatego też nawet dobre dane makro w tym tygodniu nie muszą powodować wzrostów, za to złe z pewnością wywołałyby spadki. We środę zostanie podana sprzedaż detaliczna w lutym (powinno być dobrze), we czwartek to tygodniowa zmiana w ilości bezrobotnych, ale najważniejszy jest piątek. Wtedy dowiemy się, jaka jest inflacja na poziomie producentów (PPI). Rynek oczekuje bardzo niewielkiej zwyżki, ale ja mam wątpliwości – skoro jest ożywienie to powinien wystąpić większy wzrost inflacji, a to inwestorów wystraszy, ponieważ już czekają na posiedzenie Fed w przyszłym tygodniu. Poza tym dostaniemy informacje o wykorzystaniu potencjału produkcyjnego i dynamice produkcji – oczekiwałbym bardzo dobrych danych. Końcowym uderzeniem jest wstępna wartość indeksu nastroju Uniwersytetu Michigan za marzec. Ten indeks musi wzrosnąć i to sporo: uspokoiło się (na razie) na froncie „twórczej księgowości”, indeksy rosły, a dane makro były znakomite.
Rynki zachowują się wręcz książkowo, jeśli spojrzy się przez pryzmat międzyrynkowej analizy technicznej (MAT). Wpierw mieliśmy hossę na rynkach obligacji (rentowność spadała od stycznia 2000), potem w hossę weszły akcje (koniec września 2001), a w końcu dołączyły towary (listopad 2001). Teraz mamy ruch odwrotny: obligacji rozpoczęły bessę (pokonana w końcu lutego linia trendu), towary nadal rosną i kolej na bessę na akcjach – pytanie tylko kiedy, ale na to MAT nie daje odpowiedzi. Według mnie najpóźniej latem.
Tradycyjna analiza techniczna pokazuje, że indeksy są w momencie przełomowym. DJIA stanął przy 10.600 pkt. i zaczął mieć poważne problemy. Teraz sytuacja jest taka, że pokonanie 10.600 będzie potraktowane jako wyjście z proporca i wzrost nawet do 11.100 pkt. (myślę, że jednak nie przekroczy 10.800). Przełamanie 10.420 pkt. wygeneruje podwójny szczyt ze spadkiem przynajmniej do 10.260 pkt. Podobnie wygląda S&P 500: przełamanie oporu na 1175 otwiera drogę do 1230 pkt. Tutaj nie widać zagrożenie podwójnym szczytem, a wsparcie jest na 1142 pkt. Pokonanie 1080 pkt. (daleko do tego) dałoby olbrzymi spadek . TRIN nie daje sygnału sprzedaży. NASDAQ ugrzązł na oporze będącym linią szyi podwójnego szczytu z przełomu roku. Przełamanie będzie zmuszało do ataku na 2050, odbicie będzie fatalnym sygnałem – wsparcie jest na 1830 pkt.
Nastroje inwestorów i dane makro są doskonałe, jednak uważam, że nadszedł czas oczekiwania na efekty ożywienia i decyzje (przede wszystkim komunikat po decyzji) Fed. O ile nie zajdą jakieś wydarzenia ze sfery polityczne bądź nowe fakty „twórczej księgowości” to nie spodziewam się w tym tygodniu większych spadków, ale przypuszczam, że potencjał wzrostowy jest już mocno ograniczony. Najbardziej prawdopodobne jest uspokojenie na poziomach zbliżonych do obecnych.































































