Zarabiaj z nami | Logowanie | Newsletter | Forum | Blogi | Konkurs

Znajdź profil

podaj symbol, ticker lub nazwę waloru

szukaj

Księgarnia


Giełda. Podstawy inwestowania. Wydanie II rozszerzone

Cena: 39,90 zł
więcej narzędzi... 

Moje spółki

TPS16.08-0.74%
PKN34.932.28%
KGH122.501.32%
PEO137.804.16%

Statystyka sesji

Statystyka sesji 2012-05-29 17:34:59
Wolumen: 199 031 550 akcji
Obrót: 1 367 907 032 zł

Akcje: 194 wzrosło, 146 spadło, 60 bez zmian.

Największe wzrosty:
O2O0.6124.5%
MNC15.5511.1%
CCE0.2210.0%
QNT8.2610.0%
TEL10.189.5%
Największe spadki:
NWN25.07-15.3%
BOW5.20-9.6%
EEF1.53-9.5%
RHD0.93-8.8%
AWB1.37-8.7%
Najwyższe wolumeny:
MDS0.529417410
PXM1.237450537
TPS16.083909513
BRS0.603593329
BIO0.082961714
Najwyższe obroty:
KGH122.50223830746
TPS16.08125352828
PZU302.0098152606
PEO137.8094362584
PKO32.0089414092


2009-01-07 06:00 Źródło: Jarosław Ryba - Bankier.pl

Jarosław Ryba - Bankier.pl

Rynek akcji 2009: wzrosty na rynku niedźwiedzia


Czekają nas wzrosty i to od samego początku roku, a w drugim półroczu pierwsze oznaki rynkowej odwilży po najgorszej bessie w historii naszej giełdy. Przynajmniej za tym przemawiają przesłanki, które pozwalają analitykom na umiarkowany optymizm. Po fatalnym 2008 trudno o gorszy 2009. Czy w takim razie warto już kupować akcje?

Podsumowując 2008 rok na polskiej giełdzie w zasadzie można by napisać, że był to rok w którym indeksy WIG i WIG20 straciły połowę swojej wartości. Wystarczyłoby to, za obraz smutku i rozpaczy. Na tym jednak nie skończymy podsumowania 2008 r. ponieważ z wielu innych względów był to rok wyjątkowy, a rok 2009 zapowiada się równie emocjonująco.

Rok 2008 zakończył, trwającą od 6 lat, największą w historii naszej giełdy hossę. Był tym samym pierwszym rokiem od 2002, w którym WIG20 zakończył notowania na poziomie niższym, niż poziom na jakim je rozpoczął.

Styczeń przyniósł oczekiwania na kontynuację wzrostów zapoczątkowanych przez „rajd św. Mikołaja“. Na nieszczęście inwestorów pozytywny „efekt stycznia“ w 2008 r. nie miał miejsca. Rok zaczął się od gwałtownych spadków, a ich kulminacja miała miejsce w Dzień Babci, 21 stycznia, który przez prasę został okrzyknięty „czarnym poniedziałkiem“.

Wszystkie prognozy na 2009 rok w jednym miejscu.
Sprawdź serwis specjalny Bankier.pl „Prognozy 2009”



Następnego dnia w „Dzienniku“ ukazał się artykuł na podstawie analizy Marka Rogalskiego z First International Traders zatytułowany „Apokalipsa na światowych rynkach“. To właśnie jego autorów prezes giełdy traktować chciał „napalmem“. Faktyczną konsekwencją tego i innych wieszczących krach artykułów było powołanie przez Zarząd Giełdy, Rady Etyki i Ładu Informacyjnego. Z perspektywy czasu widać, że kasandryczne przepowiednie były w pełni uzasadnione.

Od tego czasu do końca czerwca WIG20 poruszał się w wąskim przedziale wahań pomiędzy 2700 a 3100 pkt. Uspokojenie, które przyszło sprawiło, że zaczęły pojawiać się pierwsze głosy mówiące, że najgorsze już za nami i koniec bessy jest bliski. Jak niefortunne były to opinie przekonaliśmy się już pod koniec czerwca, kiedy nastąpiło wybicie dołem ze spadkowego kanału, w którym poruszał się WIG20. Było to preludium do drugiej w tamtym roku fali wyprzedaży.

Gdyby przyrównać sytuację blue chipów do tonącego okrętu, to to co działo się w tym samym czasie wśród spółek o małej i średniej kapitalizacji nazwać można tylko niekontrolowanym zanurzeniem głębinowym. Przez cały 2008 rok małe i średnie spółki straciły ostatecznie odpowiednio po 57 i 62 proc.

Ciekawie przy tym wyglądała sytuacja MWIG40, który na początku września przełamał na wykresie w skali arytmetycznej trend spadkowy, jednak kupującym nie wystarczyło zapału, aby oderwać go bardziej niż na 150 pkt. od linii długoterminowego trendu spadkowego.

„Misiom“ i całemu szerokiemu rynkowi nie pomagały informacje napływające w tym czasie z Węgier i innych państw regionu, które skutecznie sprowadzały indeksy w dół po każdym mocniejszym ataku popytu. W dużej mierze przez to, że w świadomości przeciętnego zarządzającego globalnym funduszem inwestycyjnym o kapitalizacji liczonej w miliardach dolarów, Polska, Węgry i Czechy nie funkcjonują jako samodzielne rynki, a raczej jako pozycja East European Emerging Markets. W rezultacie polscy inwestorzy musieli solidarnie "płacić węgierskie rachunki".

Innym zewnętrznym czynnikiem, który hamował wzrosty na rodzimej giełdzie była spekulacyjna bańka na rynku ropy naftowej, której pękniecie nastąpiło w połowie lipca. Okazało się jednak, że był to tylko pretekst do utrzymywania indeksów na niskich poziomach, ponieważ nawet spadek ceny ropy naftowej o 70 proc. w ciągu następnych pięciu miesięcy nie poprawił kondycji warszawskiej giełdy, mimo że obniżki cen paliw na stacjach są już wyraźnie widoczne.

Ostatecznie kulminacyjna fala zeszłorocznych spadków przyszła do nas w październiku spychając główne indeksy do najniższych poziomów tej bessy. Dalsze miesiące to trend boczny, który na wykresie WIG20 zawiera się w przedziale 1550 – 1900 pkt. Pokonanie tego oporu w połączeniu z istniejącą już formacją podwójnego dna mogłoby dać techniczne podstawy do kontynuacji wzrostów w nowym roku.

Nie należy się jednak spodziewać tego o czym mówiła część analityków na przełomie 2007 i 2008 r. Polskiej giełdzie nie grozi scenariusz oderwania się od trendów panujących na dominujących globalnych rynkach, a co za tym idzie, wzrostów wbrew szalejącej globalnej bessie. Z tego punktu widzenia, jak zawsze pozostaje trywialna rada, obserwowania zachodnich giełd, szczególnie w Stanach, ponieważ stamtąd napływają przesłanki kierujące nastrojami inwestorów na całym globie.

Wspólna dla wielu analiz konkluzja mówi, że w czasie tak ogromnych zawirowań na rynkach nie da się z dużą dozą pewności przewidzieć przyszłych ruchów indeksów. Istnieją jednak siły, które będą oddziaływać na nasz parkiet, a ich poznanie może pomóc przewidzieć kierunek przyszłych trendów.

Po pierwsze, o czym była mowa już wcześniej, nasza giełda posiada potencjał do korekcyjnego wzrostu w pierwszych tygodniach nowego roku. Opinię tę podziela Piotr Kuczyński, który na łamach Bankiera mówił niedawno, że od początku roku może zacząć się "budowa wzrostów bazujących na nadziei“.

Po drugie analitycy, w tym Marek Zuber, spodziewają się pod koniec bieżącego roku poprawy tzw. „twardych danych“ z gospodarki Stanów Zjednoczonych. Oznaczałoby to, że zgodnie z giełdową teorią dyskontowania przyszłości, początek pierwszej poważnej fali wzrostowej moglibyśmy zobaczyć już w połowie roku.

Wydaje się, że scenariusz korekcyjnego wzrostu na początku roku i poważniejszej fali zakupów w III kwartale wspiera harmonogram posiedzeń amerykańskiego Fed-u i polskiej RPP. W tej chwili rynek amerykańskich obligacji skarbowych przechodzi prawdziwy boom, jednak wobec braku możliwości dalszego cięcia stóp przez Fed, spodziewać się można odwrotu kapitału spekulacyjnego od papierów dłużnych. Być może część tych pieniędzy trafi na amerykańską giełdę, która pociągnie inne rynki.

Dodatkowym, być może większym atutem inwestorów giełdowych, może się okazać polityka nowych władz USA, które wydają się nie zważać na koszta i długookresowe skutki decydując się na uchwalanie coraz to nowych planów pomocowych dla gospodarki. Takie interwencje ze wsparciem Fed-u mogą zapewnić gospodarce i rynkom ogromne strumienie gotówki, co przełożyć się może na ocieplenie klimatu inwestycyjnego.

W Polsce analitycy nie mają wątpliwości, że pierwsze półrocze będzie należało do rynku obligacji. Jednak prognozy dalszych ruchów RPP wskazują, że od drugiej połowy roku pieniądze inwestorów ponownie mogą zacząć wędrować z rynku papierów dłużnych na giełdę. Jeżeli ruch ten uzyska wsparcie ze strony dobrego zagranicznego otoczenia makroekonomicznego, w szczególności pierwszych oznak końca kryzysu w Stanach, może być znaczący.

Na korzyść warszawskiej giełdy przemawia jeszcze inny czynnik: bardzo słaba złotówka. W tej chwili w oczach zagranicznych inwestorów polskie papiery nie dość, że przecenione mocniej niż akcje z rynków rozwiniętych, uzyskały premię wynikającą z różnicy kursowej. Z drugiej strony zagraniczny popyt paradoksalnie może ograniczać kondycja polskiej gospodarki, która zgodnie z prognozami rozpowszechnionymi na zachodzie, najgorsze i najbardziej dramatyczne spowolnienie ma dopiero przed sobą.

Jeżeli jednak zagraniczne agencje ratingowe i analityczne nie mają racji i Polski nie czeka recesja, a jedynie łagodne wyhamowanie jak prognozuje rząd, może się okazać, że na parkiecie pojawią się prawdziwe okazje inwestycyjne w ujęciu fundamentalnym. Gdy część firm uzna, że nie odnotowała znaczącego spadku zysków, może zdecydować się na wypłaty dywidend, lub co bardziej prawdopodobne przeprowadzenie bay-backu, co przy obecnych wskaźnikach powinno skusić do nabycia akcji niejednego inwestora.

Ponadto rok 2009 będzie też końcem bankowego wyścigu o depozyty. Spadające oprocentowanie lokat usunie w cień tę formę oszczędzania, co może przełożyć się na ponowny wzrost zainteresowania giełdą. Byłoby to zbieżne z planami wzmocnienia akcji promocyjnej Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych. I mimo, że nikt nie spodziewa się zmasowanego napływu środków do TFI jeszcze w tym roku, to tworzy to dobry grunt pod dopływ kapitału na giełdę w latach kolejnych.

Z drugiej strony za kontynuacją spadków przemawiają coraz gorsze dane ekonomiczne. Wiara w ich poprawę w najbliższej przyszłości przybiera najczęściej jedynie formę życzeniową. Z punktu widzenia analizy technicznej nadal tkwimy głęboko w długoterminowym trendzie spadkowym i nie ma podstaw do oczekiwania jego odwrócenia. W tej chwili optymiści mówią jedynie o korekcyjnych wzrostach, lub zatrzymaniu spadków i wejściu w konsolidację. Jest to dużo bardziej prawdopodobny scenariusz niż wyjście z bessy w kształcie formacji litery V.

Rynki pierwszy raz stanęły wobec tego rodzaju kryzysu stąd nie należy się dziwić, że wielu uczestników gry, w tym profesjonaliści zajmujący się prognozowaniem przyszłych ruchów cen czują się zdezorientowani. Mimo, że perspektywy roku 2009 nie wyglądają czarno, nie można wykluczyć, że rację mają pesymiści wróżący dalsze gwałtowne spadki.

Część inwestorów uważa, że po bolesnym upadku z wysokości czas się pozbierać i znów spogląda w górę. Inni po dotkliwych stratach czują awersję do ryzyka i spodziewają się dalszego pogłębiania dna. Kto miał rację zweryfikuje już za rok sam rynek.

Jarosław Ryba / Bankier.pl
04.01.2009 r.

Zobacz też:
» Podsumowanie roku 2009 i perspektywy 2010
» Wzrost czynszów o 40 proc. w Londynie do 2012 r.
» Lepiej być nie może




Komentarze do artykułu
Re: Rynek akcji 2009: wzrosty na rynku niedźwiedzia Autor: ~gosc   2009-02-04 22:25
Nie kupowac przy tych cenach to jakby przejsc obojetnie przy ogłoszeniu sprzedazy mieszkania w W-wie za 3000zl m2. Ja kupiłem i cały czas małymi partiami podkupuję uśredniając cenę, nie mam w perspek (..)
Re: Rynek akcji 2009: wzrosty na rynku niedźwiedzia Autor: ~greg   2009-01-20 18:19
Jestem nowy na giełdzie. Kupiłem już conieco i nie zamierzam przestawać. Kieruję się prostą logiką. Chyba nikt ze sprzedających nie zarabia już przy tych cenach, chyba że rekiny grające na 1-3%, ale n (..)
Re: Rynek akcji 2009: wzrosty na rynku niedźwiedzia Autor: ~XXL   2009-01-07 15:40
Dla uściślenia - fundusze obligacji dadzą zarobić w pierwszych miesiącach 2009r. Powód - prawie pewne cięcia stóp procentowych w Polsce przez RPP w styczniu, lutym i marcu. W styczniu może być cięcie (..)
Rynek akcji 2009: wzrosty na rynku niedźwiedzia Autor: ~prezes   2009-01-07 15:27
Fundusze obligacji - to będzie metoda zarabiania w 2009.
Re: Bzdur jest zbyt wiele, żeby wszystkie komentować Autor: ~ala   2009-01-07 13:14
tych rad i porad to ogromny wysyp,najlepiej zarobic mozna na ich publikacji,tego pana Zubera to wszedzie pełno szczególnie w CNBS( ciekawe ile im za jeden wystep płaca??)
Bzdur jest zbyt wiele, żeby wszystkie komentować Autor: ~lepiej_poinformowany   2009-01-07 10:25
Ale wiem jedno, ten Pan zna GPW chyba tylko z artykułów innych mu podobnych Panów. No niestety, ale autor minął się z prawdą w zbyt wielu miejscach. I nie chodzi mi o prognozy, ale o komentarz do zdar (..)
Rynek akcji 2009: wzrosty na rynku niedźwiedzia Autor: ~na_otrzeźwienie   2009-01-07 10:17
drobna uwaga: hossa skonczyła się w połowie 2007 roku i trwała niecałe 5 lat więc prosze nie rozciągać do 6. wydłużac to sobie można penisy podobno a i to też chyba jest szukanie frajerów. druga drobn (..)