Analitycy oczekują, że w ubiegłym tygodniu komercyjne zapasy ropy w USA wzrosły o 700 tysięcy baryłek. Konkurencyjny, ale uważany za mniej wiarygodny od danych rządowych, raport American Petroleum Institute pokazał przyrost o 1,2 mln baryłek.
Podczas gdy zużycie ropy w Stanach Zjednoczonych jest o blisko 10% mniejsze niż przed recesja, to napędzana rządowymi kredytami gospodarka Chin pochłania rekordowe ilości „czarnego złota”. W październiku rafinerie z Państwa Środka przetworzyły 33,3 mln ton surowca, czyli ok. 7,8 mln baryłek dziennie – to o 10% więcej niż przed rokiem. Import netto wyniósł 4,5 mln baryłek dziennie. Według danych BP USA i Chiny odpowiadają za jedną trzecią światowego zużycia ropy naftowej, a popyt w tych dwóch krajach ma decydujący wpływ na ceny surowca.
Tymczasem o godzinie 12:30 za baryłkę ropy Brent płacono 77,60$, czyli o 0,3% mniej niż w środę. Amerykańskim surowcem gatunku Light Crude handlowano po cenie 78,83$, a więc o pół procent niższej niż wczoraj.
„To jest rynek, który naprawdę chce iść wyżej. Jeśli ropa przełamie poziom 80$, to wkrótce możemy zobaczyć przebicie 85$” – powiedział w wywiadzie dla Bloomberg Television Jonathan Barratt z Commodity Broking Services. Równocześnie wielu ekspertów sądzi, że ceny ropy oderwały się od fundamentów i w większym stopniu zależą od działań spekulantów niż od bilansu realnego popytu i podaży „czarnego złota”.
K.K.




























































