W ciągu ostatnich czterech tygodni popyt na paliwa w USA był o 3,2% mniejszy niż rok wcześniej. Do tego dane za ostatni tydzień pokazały 10-procentowy spadek importu ropy a wykorzystanie mocy produkcyjnych w rafineriach spadło o 1,2 pkt. proc., do poziomu 83,8%. Tylko dzięki mniejszemu importowi wzrost zapasów ropy wyniósł zaledwie 133 tys. baryłek, czyli znacznie mniej od oczekiwań analityków.
Jednak mniejszy popyt na paliwa w Stanach Zjednoczonych musiał w końcu przełożyć się na spadek cen ropy. Według wielu ekspertów od początku roku inwestorzy na rynku ropy ignorowali sygnały świadczące o spadku popytu w USA, a ceny i tak szły w górę pompowane przez strumień świeżej gotówki wycofywanej z giełd akcji.
W rezultacie w czwartek o godzinie 9:20 baryłka ropy gatunku Light Crude kosztowała 102,47 dolarów, czyli o prawie 7 dolarów mniej niż na rozpoczęciu wczorajszych notowań. Baryłka ropy marki Brent była wyceniana na 99$, czyli o 1,45 dolara niżej niż jeszcze wczoraj. W ten sposób notowania ropy w Europie po raz pierwszy od 5. marca zeszły poniżej granicy 100$.
Do spadków na rynku ropy przyczyniło się także umocnienie dolara - kurs EUR/USD zszedł do poziomu 1,5560$ i był najniższy od piątku. Mocniejszy dolar sprawia, że ropa i inne surowce stają się droższe dla inwestorów dysponujących inną walutą.
K.K.





























































