Po ostatniej fali umocnienia dolara dziś amerykańska waluta traci względem euro, lecz zyskuje względem japońskiego jena. Taka kombinacja świadczy o wzroście apetytu na ryzyko wśród globalnych spekulantów. Wzrasta więc popyt na takie aktywa jak ropa naftowa, która dodatkowo za sprawą mocniejszego euro staje się tańsza dla inwestorów z Europy.
Poprawiły się też nastroje na giełdowych parkietach – inwestorzy oczekują choćby korekcyjnego odbicia na Wall Street, co również zachęca do zajmowania długich pozycji na rynkach surowcowych.
W rezultacie o godzinie 14:30 za baryłkę ropy marki Brent płacono 70,95$, czyli o 1,5% więcej niż w poniedziałek. Niemniej jednak od styczniowego szczytu ceny „czarnego złota” obniżyły się o 14%, znajdując lokalne minimum (67,86$) w zeszły piątek.
Tymczasem realne zapotrzebowanie na ropę nadal pozostaje bardzo słabe. W Stanach Zjednoczonych wykorzystanie mocy produkcyjnych w rafineriach sięga rekordowo niskich poziomów. Z agencja Bloomberga donosi o czterech irańskich supertankowcach zakotwiczonych w Zatoce Perskiej i wypełnionych niesprzedaną ropą. W zbiornikach tych statków może się znajdować nawet 6 mln baryłek surowca, co stanowi równowartość 19% zawartości magazynów w Cushing, gdzie przechowywana jest ropa będąca zabezpieczeniem kontraktów notowanych na nowojorskiej giełdzie.
K.K.



























































