22. maja ceny ropy osiągnęły swój historyczny rekord na wysokości 135$ za baryłkę, po czym notowania „czarnego złota” zaczęły marsz na południe. Do sprzedaży kontraktów na ropę zachęcały obawy o siłę popytu na paliwa, mocniejszy dolar oraz brak nowych informacji o przerwach w dostawach.
Ponadto z Dalekiego Wschodu zaczęły napływać informacje, że rządy państw znoszą lub rozważają zniesienia dopłat do paliwa, które do tej pory wypaczały mechanizm dostosowania się popytu do coraz wyższych cen. Swoją kontrolę nad cenami na stacjach benzynowych poluzowały m.in. Indonezja, Tajwan i Malezja.
Tymczasem wczoraj raport firmy MasterCard – czyli drugiego w USA wystawcy kart kredytowych – pokazał spadek sprzedaży benzyny w USA. Według tych danych w ubiegłym tygodniu, który rozpoczynał sezon wakacyjnych wyjazdów, Amerykanie kupili o 4,7% mniej paliwa niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. W tym samym czasie cena galona benzyny biła kolejne rekordy, zbliżając się do poziomu 4$.
W rezultacie w środę o godzinie 9:10 baryłka ropy marki Brent na londyńskiej giełdzie ICE Futures kosztowała 124,07 dolary i była o 48 centów tańsza niż wczoraj. Za taką samą ilość surowca gatunku Light Crude trzeba było zapłacić 124,33$, a więc mniej więcej tyle samo co na zamknięciu wtorkowych notowań.
Dzisiaj decydujące znaczenie dla handlujących ropą mogą mieć rządowe dane o zapasach paliw w Stanach Zjednoczonych. Według prognoz analityków w ubiegłym tygodniu zapasy ropy wzrosły o 1,5 mln baryłek, zaś rezerwy benzyny miały się zwiększyć o 825 tys. baryłek.
K.K.



























































