Indeksy PMI dla przemysłu przygotowywane przez Markit Economics wraz z HSBC, w przeważającej większości postulowały za poprawą kondycji przemysłowej w wielu gospodarkach świata. W Chinach indeks wzrósł z 48,7 do 48,8 p., w Polsce z 48,8 do 52,15 p., w Niemczech z 48,4 do 51 p., w całej Strefie Euro z 46,9 do 48,8 p., a w Wielkiej Brytanii z 49,7 do 52,1 p. Indeks spadł jedynie w Szwajcarii, która na własnej skórze odczuwa skutki zbyt silnej waluty.
Euforia wywołana korzystnymi odczytami produkcji przemysłowej przenosiła się na parkiety w Europie. Około godziny 14:00 niemiecki DAX zyskiwał juz 2,25 proc., francuski CAC40 1,55 proc., a brytyjski FTSE100 1,37 proc. Ponad 2-procentowe wzrosty odnotowywano także na parkiecie w Mediolanie.
Tymczasem kontrakty terminowe na główne amerykańskie indeksy zyskiwały wówczas 0,7 proc. Niestety już o godzinie 14:15 napłynęły ze Stanów Zjednoczonych niepokojące dane z rynku pracy. Jak wynika ze styczniowego raportu ADP, w ubiegłym miesiącu w sektorze prywatnym przybyło jedynie 170 tys. nowych miejsc pracy, wobec oczekiwań na poziomie 185 tys. Wynik jest słaby zwłaszcza na tle zmiany zatrudnienia w grudniu, która wyniosła wtedy 325 tys., a po rewizji tylko 292 tys.
Wygląda na to, że strach Amerykanów wobec rynku pracy nie jest bezpodstawny. Gorszy odczyt dynamiki PKB za IV kwartał 2011 roku i obniżka zaufania konsumentów mogą generować obawy o stabilność amerykańskiej gospodarki. Taka sytuacja nieuchronnie przywraca pomysły na kolejną rundę ilościowego luzowania polityki monetarnej USA (tzw. QE3). Około godziny 14:30 nowojorskie złoto drożało o 0,40 proc. i jedna uncja kosztowała 1 748$.
Kolejnym testem dla Wall Street będzie publikacja indeksu ISM dla przemysłu z godziny 16:00. Ekonomiści szacują, że indeks wzrośnie z 53,1 do 54,4 punktów. Jeśli amerykański przemysł zawiedzie, Wall Street drugi dzień z rzędu nie dorówna Europie.
Krzysztof Gołdy
Bankier.pl






























































