„Żeby zarobić trzeba zaryzykować” - mówi znane powiedzenie. Oczywiście pewne inwestycje, jak np. w papiery dłużne (obligacje) czy lokaty terminowe postrzegane są jako bezpieczne, podczas gdy akcje czy instrumenty pochodne uznawane są za bardziej ryzykowne. Stopień ryzyka zależy nie tylko od instrumentu finansowego, który ma być przedmiotem inwestycji, ale przede wszystkim od sposobu zarządzania kapitałem inwestycyjnym. Ma to szczególne znaczenie na rynkach, na których korzystać można z dźwigni finansowej, jak np. na rynku forex.
Co ma wspólnego rynek z autem?
Prawidłowe zarządzanie pieniędzmi powinno być fundamentem każdego programu inwestycyjnego, ponieważ odpowiednia alokacja kapitału pozwala na maksymalizację potencjalnych zysków, przy jednoczesnej minimalizacji niekorzystnych, aczkolwiek nieuniknionych, obsunięć kapitału w trakcie trwania inwestycji. Na wszystkie składowe, które wpływają na powodzenie procesu inwestycyjnego, powinniśmy patrzeć całościowo. Każdą inwestycję można obrazowo porównać do jazdy samochodem - rynek, na którym inwestujemy, jest jak nadwozie samochodu, stosowana metoda inwestycyjna to silnik, zasady zarządzania kapitałem spełniają podobną rolę co skrzynia biegów, a kapitał oraz ilość czasu i pracy, które poświęcimy na zaplanowanie i prowadzenie inwestycji, są jak paliwo napędzające pojazd. Kiedy wszystkie te elementy są ze sobą zgrane, zdecydowanie zwiększa się prawdopodobieństwo, że dana inwestycja zakończy się sukcesem. W obiegowej opinii krąży wiele powiedzeń dotyczących relacji potencjalnego zarobku i ryzyka: aby zarobić więcej trzeba więcej zaryzykować, większe ryzyko - większy zysk, im więcej zaryzykujesz - tym więcej zarobisz itp, itd. Czy aby na pewno zasada, że im więcej zaryzykujemy, tym więcej zarobimy jest zawsze prawdziwa?
Większe ryzyko = mniejszy zysk
Załóżmy, że mamy strategię inwestycyjną z reinwestowaniem zysków, w której średnio połowa transakcji jest zyskowna, a połowa stratna oraz angażujemy się tylko w takie inwestycje, w których potencjalny zysk jest średnio dwa razy większy niż podejmowane ryzyko. Krótko mówiąc trafność inwestycji jest równa 50 proc., a relacja średniego zysku do ryzyka wynosi 2. Załóżmy więc, że postanawiamy ryzykować 15 proc. posiadanych funduszy, czyli spodziewamy się, że średnia zyskowna transakcja będzie wynosić 30 proc. Mamy kapitał początkowy równy np. 100 000 zł, wówczas po dziesięciu transakcjach, przy zastosowaniu naszej strategii
kapitał wyniesie:
100 000 zł*1,3*1,3*1,3*1,3*1,3*0,85*0,85*0,85*0,85*0,85 = 164 744,68 zł.
Daje to wzrost o prawie 65 proc. (kolejność, w jakiej występowały zyski i straty nie ma znaczenia).
Załóżmy, że zwiększamy poziom ryzyka do 25 proc. (potencjalna średnia transakcja zyskowna 50 proc.), aby zgodnie zasadą „większe ryzyko - większy zysk”, zarobić więcej. Wówczas, przy takim samym kapitale początkowym, po dziesięciu zawartych transakcjach stan rachunku średnio będzie wynosił:
100 000 zł*1,5*1,5* 1 , 5 * 1 , 5 * 1 , 5 * 0 , 7 5 * 0 , 7 5 * 0 , 7 5*0,75*0,75 = 180 203,25 zł,
czyli daje to nam wzrost o ponad 80 proc. Jak dotąd zasada się sprawdza: więcej zaryzykowaliśmy - więcej zarobiliśmy. Należy jednak zwrócić uwagę, że wzrost zysków był mniejszy niż wzrost podejmowanego ryzyka. Przy 15-proc. ryzyku zarobiliśmy około 65 proc., przy ryzyku 25-proc. nasz zarobek wyniósł około 80 proc. Wynika z tego, że ryzyko wzrosło o około 66 proc. (z 15 do 25 proc.), podczas gdy zysk jedynie o około 23 proc. (z 65 do 80 proc.). Oznacza to, że tempo wzrostu potencjalnych zysków w stosunku do ryzyka znacząco spadło.
Załóżmy, że niezrażeni spadkiem tempa przyrostu kapitału zamierzamy po raz kolejny zwiększyć zaangażowanie na rynku o 20 proc. - czyli poziom ryzyka 45 proc. (średnia spodziewana transakcja zyskowna 90 proc.). Wówczas po dziesięciu transakcjach kapitał będzie średnio wynosił:
100 000 zł*1,9*1,9*1,9*1,9*1,9*0,55*0,55*0,55*0,55*0,55 = 124 618,20 zł.
Oznacza to przyrost kapitału na rachunku inwestycyjnym o zaledwie 24 proc. i to mimo znacznego zwiększenia poziomu ryzyka do aż 45 proc. Zarobiliśmy dużo mniej, niż w dwóch poprzednich przypadkach. Można bardzo łatwo udowodnić, że przy ryzyku np. na poziomie 60 proc., po dziesięciu transakcjach, kapitał zmalałby ze 100 000 zł do 52 773,20 zł - czyli de facto oznaczałoby to stratę, mimo że obrana metoda z założenia powinna gwarantować dodatnią skuteczność.
Ostrożne zyski
Przedstawiony przykład dowodzi, że zasada „większe ryzyko większy zysk” nie zawsze się sprawdza. Wynika to z faktu, że przy reinwestowaniu zysków, zależność między ryzykiem a potencjalnym zyskiem nie jest liniowa. Dla każdej strategii inwestycyjnej istnieje granica, po przekroczeniu której dalsze zwiększanie poziomu ryzyka po prostu nie ma sensu. Nic nie zyskujemy, a poważnie ryzykujemy bolesne obsunięcia kapitału, czy w skrajnym przypadku wręcz jego utratę. Większe ryzyko wcale nie musi prowadzić do większego zysku, wręcz przeciwnie - czasami może przynieść więcej szkód niż pożytku. Z kolei mniejszy, ale odpowiednio dobrany poziom podejmowanego ryzyka, może okazać się bardziej efektywny i w ogólnym bilansie przynieść większe zyski z zainwestowanego kapitału. Innymi słowy - czasami mniej znaczy więcej.
Marek Lewandowski
WGI Dom Maklerski



























































