REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Polski rząd gna na oślep ku strefie euro

2009-03-03 13:00
publikacja
2009-03-03 13:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Na fali najnowszej odsłony kryzysu z załamaniem złotego w tle rząd nie ustaje w parciu na oślep ku strefie euro. Rozgorzała walka o wejście do korytarza ERM 2 w najbardziej niestabilnym otoczeniu makroekonomicznym od wielu lat. Kwitną dziennikarskie spekulacje o partyzanckich rozmowach w Brukseli. Sztywny rygor pasma kursowego każe jednak w obecnych okolicznościach solidnie wątpić w zasadność tej operacji.

Przypomnijmy pokrótce rys historyczny korytarza ERM. W 1972 r. zrodził się system tzw. „węża walutowego”, w ramach którego odchylenia kursów walutowych partycypujących państw ograniczono do 2,25 proc. Następnie w 1979 r. powstał Europejski System Walutowy opierający się na koncepcji stabilnych kursów walutowych. Jednym z jego składników był właśnie korytarz, czyli Mechanizm Kursów Walutowych (ang. ERM - Exchange Rate Mechanism), ustalający kurs do ECU (którego obecnym wcieleniem jest euro). 

Niewiele się mówi, dlaczego w 1993 r. widełki poszerzono do +/-15  proc. Otóż mechanizm w ówczesnej wersji nie zdał egzaminu w przypadku niemałej liczby krajów. Funt brytyjski, włoski lir jesienią 1992 r. opuściły korytarz w wyniku ataku spekulacyjnego (pamiętna zagrywka George'a Sorosa), dewaluacji uległy również waluty Hiszpanii i Portugalii. 

Jednym z postanowień przyjętego w 1997 r. Paktu na Rzecz Stabilizacji i Wzrostu była, oprócz zobowiązania państw członkowskich do kontroli deficytu budżetowego poniżej 3 proc. PKB,  nowa wersja korytarza, czyli ERM 2. 15-procentowe widełki pozostawiono, a walutą odniesienia stało się wprowadzane od 1999 r. euro. Uczestnictwo w ERM 2 państw spoza unii gospodarczo-walutowej oraz krajów kandydujących było dobrowolne. 

Po rozszerzeniu UE w maju 2004 r. jej nowe kraje członkowskie przyjęły różne strategie. Litwa, Estonia, Łotwa, Słowenia, Cypr, Malta i Słowacja ogłosiły przystąpienie do korytarza, przy czym pierwsze dwa kraje zastosowały silniejszy reżim praktycznie sztywnego powiązania swych walut z pieniądzem unijnym. Słowenia i Słowacja już się znajdują w strefie euro. Polska, Czechy i Węgry po dziś dzień nie weszły do mechanizmu ERM 2. 

Jeśli decyzji nie podjęto w bardziej sprzyjających warunkach makroekonomicznych, to dziś takie wejście byłoby tym bardziej ryzykowne. Zwłaszcza, że casus republik nadbałtyckich dowodzi istnienia zagrożeń dla stabilności gospodarek nawet podczas przebywania w korytarzu. Sztywne powiązanie z euro wywołało tam boom kredytowy (stopy w euro były z punktu widzenia tych państw za niskie), gwałtowny skok inflacji i ostatecznie silne przegrzanie, które doprowadziło do obecnej recesji. Nie obyło się bez działań stabilizacyjnych. Rachunkiem wystawionym za zbyt szybki rozwój napędzany tanim kredytem jest późniejsza bardziej dramatyczna dekoniunktura. Swoją drogą, umocnienie litewskiego lita czy estońskiej korony wobec złotego w takim samym stopniu jak aprecjacja euro (z racji wspomnianego usztywnienia kursów) nijak się ma do spadających o 5 lub więcej proc. gospodarek tych państw. Doszło do kompletnego wypaczenia godziwej wartości walut nadbałtyckich, podczas gdy kraje te ocierają się wręcz o bankructwo. 

Przejdźmy do konkretnej argumentacji i zobaczmy na przykładzie złotego, jak korytarz ERM 2 działałby w praktyce przez ostatnie lata. Przeanalizujmy zachowanie kursu EURPLN począwszy od naszego wejścia do Unii Europejskiej na tle 15-procentowego pasma w mechanizmie. Jako zbiór danych wzięto dzienne kursy NBP tej pary (fixing) za okres od maja 2004 r. do chwili obecnej. Dla każdego roboczego dnia od naszej akcesji do końca lutego 2007 policzono maksymalne procentowe odchylenie kursu w dół i w górę na przestrzeni następujących po tym dniu 2 lat (czas trwania korytarza). W ten sposób możemy dokonać historycznej analizy stabilności kursu wymiany EURPLN. 

Na poniższym rysunku przedstawiono wyniki takiego stress testu, prezentując trajektorię maksymalnych dolnych (kolor czerwony) oraz górnych (niebieski) procentowych odchyleń kursu euro. Uwzględniając długość korytarza zakres czasowy testu rozciąga się od maja 2004 do lutego 2007. 



Rys.1. Analiza stabilności odchyleń kursu EURPLN na tle korytarza ERM 2
(opracowanie własne na podstawie danych NBP)

Niskie położenie czerwonej linii prawie do końca okresu świadczy o długotrwałym trendzie umacniania się złotego względem euro. Pamiętamy, że tendencja ta uległa gwałtownemu odwróceniu latem 2008 r., co obrazuje nagły skok maksymalnych odchyleń górnych. Jak widać, na przestrzeni niespełna 3 lat konieczne byłyby trzy interwencje walutowe celu obrony korytarza. W każdym z tych przypadków trwałyby one zapewne przez szereg dni, wywołując wahanie stanu naszych rezerw. Dwukrotnie byłyby to działania osłabiające złotego (skup euro w sytuacji gdybyśmy weszli do korytarza w okresach oznaczonych na różowo) i raz wymagane było jego wzmocnienie - ta ostatnia operacja wiązałaby się z drenażem rezerw walutowych (zielony zakres z początku 2007 r.). 

Powyższy obraz należy traktować poglądowo, gdyż interwencje wpłynęłyby w jakimś stopniu na trajektorię kursu, zmieniając również położenie ekstremalnych odchyleń. Jednakże walka z trendami na rynku walutowym zazwyczaj kończy się klęską, czego dowodzą liczne nieudane obrony walut (funta w 1992 r., rubla w 1998 r. i obecnie). 

Obecnie panuje olbrzymia zmienność na rynku walutowym. Kurs złotego potrafi się wahać o 4-5 proc. w ciągu zaledwie jednej doby, więc pasmo 15 proc. jest bardzo wąskie. Dość wymownie panującą ruletkę obrazuje zaprezentowany poniżej wykres 2. Dla każdego miesiąca z osobna (od maja 2004 do lutego 2009) policzono średnią bezwzględną dzienną (procentową) zmianę kursu EURPLN.



Rys.2. Dzienna zmienność notowań EURLN dla poszczególnych miesięcy (maj 2004 - luty 2009)
(opracowanie własne na podstawie danych NBP)

We wrześniu 2008 r. zaistniała czytelna zmiana jakościowa dynamiki rynku, stanowiąca odpowiedź na nasilenie się kryzysu w USA i Europie Zachodniej. Za ostatnie pół roku średnie bezwzględne wahnięcie dochodzi do 1,5 proc. dziennie licząc po kursach fixingu NBP. Skala wahań mniej więcej potroiła się i żaden korytarz niewiele tu pomoże. 

Wzmożona chwiejność złotego jest pochodną dzikiej spekulacji, prowadzącej do oderwania jego wartości w dół względem gospodarczych fundamentów Polski. Zrodziło to paradoksalne i ekonomicznie nieuzasadnione sytuacje, w których np. węgierski forint czy rosyjski rubel zyskały w ciągu pół roku do złotego kilkanaście proc., a ostatnio w ujęciu złotowym drożała nawet ukraińska hrywna. Tymczasem kondycja gospodarcza Węgier, Rosji czy Ukrainy jest dalece bardziej opłakana od naszej, co dowodzi istnienia dywergencji w wycenach lokalnych walut. 

Przy obecnym kursie 4,7 za euro korytarz zafiksowałby dolną barierę EURPLN w okolicach 4 zł. Dlaczego kurs ten nie miałby spaść mocniej, jeśli nasz wzrost gospodarczy konsekwentnie przebijałby wynik Eurolandu? Z drugiej strony przeszkadza nam jeden czynnik, mianowicie wirtualny charakter tegorocznego budżetu. W zapisany tam 3,7-proc. wzrost PKB nie wierzy chyba już nawet sam wybitny brytyjski ekonomista, a obecnie polski minister finansów Jacek Vincent Rostowski. Rynek wykazując niechęć do złotego wkalkulowuje ryzyko powtórki z dziury Bauca (2001 r.), dlatego brak cięcia chirurgicznego w postaci nowelizacji budżetu może utrzymać nerwowość na dłużej. 

W każdym razie, dzisiejszy kurs złotego na tle forinta lub hrywny zdyskontował katastrofę gospodarczą na miarę bodaj 3- lub 5-proc. spadku naszego PKB w br. Nawet zakładając, że dynamika naszego produktu będzie bliska zeru, pola do dalszego osłabienia złotego już dawno nie ma. Po minięciu kryzysu zarządzający kapitałem zagranicznym (głównie amerykańskim) uświadomią sobie, że koszykowe myślenie przejawiające się w równym traktowaniu środkowoeuropejskich gospodarek to nieefektywne podejście wypaczające wyceny. Kapitał ten i tak powróci do regionu środkowoeuropejskiego, wzmacniając kursy tutejszych walut, a złoty powinien zyskiwać najmocniej, adekwatnie do relatywnie najlepszej kondycji naszej gospodarki. To nasiliłoby ryzyko przebicia dolnej bariery korytarza. 

W obliczu powyższej argumentacji miejmy więc nadzieję, że owczy pęd ku korytarzowi ERM 2 zostanie przystopowany, a strojenie piórek przed Brukselą ustąpi miejsca racjonalnej ocenie sytuacji. Pomimo sztywnego rygoru kursowego kilka tłustych lat Litwy, Łotwy oraz Estonii i tak ustąpiło pola przewlekłej makroekonomicznej dysfunkcji. Niech to będzie zimnym prysznicem na głowy tych, którzy bez oglądania się na nasz interes narodowy zdradzają chorobliwą słabość do zbyt silnego parcia na unijne salony. 

Bartosz Stawiarski, Wealth Solutions

/ Wealth Solutions
Źródło:
Tematy

Komentarze (31)

dodaj komentarz
~morph
odpowiem ci na twoim zerowym albo ujemnym poziomie prymitywie. trep to cię strugał i to pewnie gdzieś na moskiewskim dworcu a własciwie dwa trepy z hivem i syfem, cudowny niedoróbku dwóch bezdomnych pedałów. i zanim kogoś miernoto obrazisz to sie dwa razy spojrz w lustro, wyrzygaj, jeszcze raz puknij z bani w ściane i idź spać.
~arturn
Przyjecie euro jest ekonomicznie nieracjonalne, ale takze praktycznie niemozliwe w obecnej chwili jest nasze wejscie do korytarza ERM 2. To jest po prostu prostu czcza propaganda majaca pokazac, ze rzad ma jakikolwiek pomysl na gospodarke, podczas gdy takiego pomyslu nie ma.

Kluczem propagandy jest dobre haslo, np. wejscie
Przyjecie euro jest ekonomicznie nieracjonalne, ale takze praktycznie niemozliwe w obecnej chwili jest nasze wejscie do korytarza ERM 2. To jest po prostu prostu czcza propaganda majaca pokazac, ze rzad ma jakikolwiek pomysl na gospodarke, podczas gdy takiego pomyslu nie ma.

Kluczem propagandy jest dobre haslo, np. wejscie do euro, przeksztalcenie szpitali w spolki, tak aby 1) bylo nieskomplikowane i zapadalo dobrze w pamiec laikom oraz 2) przynajmniej z pozoru wydawalo sie sensowne.
~Bacz
Zasada jest taka że jeśli przeprowadza się interwencje właściwie to nie można przegrać, szczególnie jeśli korytarz jest szeroki. Przede wszystkim trzeba zauważyć że interwencje przynoszą korzyści bankowi bo polegają one na kupowaniu waluty kiedy jest tania a sprzedawanie kiedy jest droga.

NBP może wykreować dowolną ilość złotówek
Zasada jest taka że jeśli przeprowadza się interwencje właściwie to nie można przegrać, szczególnie jeśli korytarz jest szeroki. Przede wszystkim trzeba zauważyć że interwencje przynoszą korzyści bankowi bo polegają one na kupowaniu waluty kiedy jest tania a sprzedawanie kiedy jest droga.

NBP może wykreować dowolną ilość złotówek aby skupić nadmiar walut powodujący ich niską cenę. Kłopot może być w drugą stronę, bo NBP nie ma możliwości kreowania euro, ale raz że NBP może mieć rezerwy euro, a jak te rezerwy nie wystarczą to musi mieć umowę z EBC że każdą potrzebną ilość euro NBP bezodsetkowo pożyczy.

~jurek35
Artykuł na zamówienie PIS RYDZYKA i Bliżniaków .
~romankrakus
Przeczytałem artykuł z zainteresowaniem, ciekawe tezy.
Przeczytałem też komentarze i widzę że powoli choroba forum "gosp i polityka" ogarnia i to forum. Nie można już mieć innej od komentującego opinii żeby nie być obrażanym przez idiotów piszących na zlecenie a to PO a to PiS-u
~Piotr
to w naszym interesie jest aby została złotówka. Mimo tego, ze może czasem siwiejemy patrząc na jej wahania. Jednak zwróćcie uwagę na fakt, ze najgorzej radzą sobie kraje które mają Euro lub ich waluta jest z nim sztywno powiązana. Wyjątkiem są Wlk. Brytania oraz Węgry ale tam ma to inne podłoże. Moim zdaniem wprowadzenie Euro w to w naszym interesie jest aby została złotówka. Mimo tego, ze może czasem siwiejemy patrząc na jej wahania. Jednak zwróćcie uwagę na fakt, ze najgorzej radzą sobie kraje które mają Euro lub ich waluta jest z nim sztywno powiązana. Wyjątkiem są Wlk. Brytania oraz Węgry ale tam ma to inne podłoże. Moim zdaniem wprowadzenie Euro w Polsce będzie błędem a nie jakimś lekarstwem na kryzys. W dobie kryzysu najlepiej mieć jak najmniej wspólnych cech z krajami, które borykają się z kryzysem im trzymamy się ich dalej i im mniej jesteśmy z nimi powiązani tym bardziej jesteśmy bezpieczni.
~michal84
gnają tam bo jak nei wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniadze
rzad i politycy zyskaja

zwykli ludzie jak wszedzie stracą po tym euro
~olo odpowiada ~michal84
dlaczego Anglicy nie mają euro ?
~adi
Nie ma to niestety prostego związku przyczynowo-skutowego.
~bax
a moze dlatego tak do tego erm2 sie pchamy ????????????????????????????????/ to TAK EKONOMICZNIE OCENCIE haaaaaaaaaaaaaaaaaaa:::::::::::::::::::::::::::::::::Podwyżki w Parlamencie Europejskim. Od początku nowej kadencji każdy europoseł będzie zarabiać ponad 7,6 tysiąca euro, czyli około 35 tysięcy złotych - informuje "Rzeczpospolita".a moze dlatego tak do tego erm2 sie pchamy ????????????????????????????????/ to TAK EKONOMICZNIE OCENCIE haaaaaaaaaaaaaaaaaaa:::::::::::::::::::::::::::::::::Podwyżki w Parlamencie Europejskim. Od początku nowej kadencji każdy europoseł będzie zarabiać ponad 7,6 tysiąca euro, czyli około 35 tysięcy złotych - informuje "Rzeczpospolita". Dla parlamentarzystów z Polski oznacza to kolosalną podwyżkę.

Teraz eurodeputowani zarabiają tyle, ile wynosi podstawowe wynagrodzenie posła z kraju, z którego został wybrany. Polscy deputowani otrzymywali zatem dotąd 10,3 tysiąca złotych, czyli około 2200 euro. Od czerwca nowy polski parlamentarzysta zarobi więc ponad trzy razy więcej niż jego poprzednik.

Inni stracą, lub pozostaną - jak np. Niemcy - na obecnym poziomie wynagrodzeń. Najbardziej poszkodowani będą Włosi, którzy otrzymywali dotychczas 13 tysięcy euro miesięcznie, czyli około 60 tysięcy złotych.

Powiązane: Waluty

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki