„Imperatywem jest promowanie wzrostu i tworzenia miejsc pracy” – głosi komunikat wydany po szczycie G8 w Camp David. „Trzeba eliminować deficyty budżetowe, ale cięcia wydatków powinny brać pod uwagę zmieniające się warunki ekonomiczne w poszczególnych krajach i wzmacniać wiarę w odzyskiwanie sił przez gospodarkę" – czytamy dalej.
„Promowanie wzrostu” w wydaniu europejskim będzie oznaczać nową falę wzrostu (i tak już nadmiernych) wydatków publicznych, finansowanych rzecz jasna na kredyt – czyli poprzez emisję obligacji i zwiększanie długu publicznego. O ostrym cięciu rozdętych deficytów budżetowych w Europie można na razie zapomnieć.
„Stymulowanie wzrostu gospodarczego” poprzez zadłużanie społeczeństwa było jedną z przyczyn obecnego kryzysu w strefie euro. Więcej długu to więcej kryzysu i jeszcze większy problem za kilka lat lub kwartałów. Po drugie, brakujące miliardy euro zawsze można dodrukować, w czym powinien pomóc Europejski Bank Centralny, który pod rządami Włocha wydaje się bardziej skłonny do kooperacji z rozrzutnymi politykami.
Kryzys zmierza więc w nową fazę. Słabnie i tak wątpliwa determinacja do równoważenia wydatków publicznych, a w siłę rośnie frakcja „drukarzy”. Proponują oni użycie EBC do skupowania obligacji (albo wręcz „euroobligacji”), co faktycznie sprowadza się do kreacji setek miliardów pustego pieniądza. Pieniądza, który prędzej czy później wywoła ogromną inflację nie tylko w Europie.
Czeka nas więc kolejna fala „ilościowego luzowania monetarnego”, czyli QE pod inną nazwą. Po kilku kwartałach iluzji wzrostu gospodarczego otrzymamy wysoką inflację i jeszcze wyższe bezrobocie. To idealna kombinacja sprzyjająca wzrostowi cen złota, traktowanego zarówno jako surowcowe zabezpieczenie antyinflacyjne jak i bezpieczna lokata kapitału na trudne czasy.
Źródło: Bankier.pl
Oświadczenie G8 nie mogło nadejść w lepszym momencie. W środę i czwartek kurs złota odbił się od ważnego wsparcia, na którym zatrzymywały się spadki z września i grudnia 2011 roku. Silnie wyprzedany rynek szybko dotarł w rejon 1.600 USD/oz., gdzie kurs złota czeka pierwsza poważna bariera. O godzinie 14:00 za uncję królewskiego metalu płacono 1.592,31 USD, czyli o 0,1% więcej niż w piątek.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl






























































