REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Podsumowanie roku 2009 na rynku mieszkaniowym

2009-12-17 12:28
publikacja
2009-12-17 12:28
Dodaj Bankier.pl w Google
W 2009 rok weszliśmy pełni obaw i złych przeczuć, a w najlepszym razie niepewności co do tego, co może nam przynieść. Jednak w swoich publicznych wypowiedziach na przełomie 2008 i 2009 roku starałem się podkreślać znaczenie czynników o fundamentalnym charakterze, które powinny pozwolić na umiarkowany optymizm. Przypomnę, że były to następujące myśli:
„Po pierwszym szoku powinien wrócić realizm ocen:
Mieszkania są zapewne nieco przewartościowane, ale nadal mają swoją wartość użytkową,
Relatywna nadwyżka podaży zlokalizowana jest w dobrych lub akceptowalnych lokalizacjach, w miastach o największych potrzebach mieszkaniowych
Nie mamy miliona nikomu niepotrzebnych pustostanów
Skala „życia na kredyt” była w Polsce mniejsza niż gdzie indziej, a konsumpcja w dużym stopniu związana z rzeczywistymi potrzebami”

Nie ulega jednak wątpliwości, że rok 2009 okazał się rokiem poważnego kryzysu na rynku mieszkaniowym. Sytuację na rynku mieszkaniowym kształtowały przede wszystkim:
spadek skali finansowania hipotecznego dla nabywców indywidualnych na poziomie ok. 40% (ostateczny rezultat może być nieco bardziej korzystny, gdyż wyniki IV kwartału 2009 mogą okazać się podobne jak analogicznego kwartału ubiegłego roku),
załamanie sprzedaży w I kwartale roku (o ok.70% w porównaniu z I kw. 2007), a następnie poprawa w II kwartale i stabilizacja w kolejnym okresie,
bezprecedensowe wyhamowanie na niektórych rynkach nowych inwestycji, sięgające np. na rynku warszawskim 70% w porównaniu z rokiem poprzednim (w skali trzech pierwszych kwartałów roku).

Żadna branża nie jest w stanie bezboleśnie przetrwać długotrwałego spadku sprzedaży i sytuacja płynnościowa większości firm deweloperskich jest trudna. Wprawdzie w latach boomu wypracowały one spore zyski, ale pamiętać trzeba, ze na rynku jest spora grupa nowych przedsiębiorstw, które kryzys zaskoczył w trakcie realizowania swojej pierwszej lub drugiej inwestycji i które nie miały jeszcze czasu na zakumulowanie kapitału. Zresztą także firmy obecne na rynku od dawna najczęściej zamroziły kapitał w terenach inwestycyjnych, w pewnej części kupowanych w okresie szczytowych cen gruntów.

Jednak – w porównaniu z obawami i przewidywaniami niektórych analityków – kryzys przebiega względnie spokojnie. Nie było fali bankructw, przeciwnie, wydaje się, że większość firm najgorszy okres ma już za sobą. Jest w tym z pewnością zasługa spokojnej reakcji banków, renegocjujących trudne kredyty i unikających doprowadzania klienta do upadłości. Obniżenie cen o kilkanaście procent w przypadku większości inwestycji pozwoliło na uruchomienie sprzedaży na niezłym poziomie. Ponieważ większość inwestycji miała zróżnicowaną strukturę mieszkań, po takiej obniżce mieszkania mniejsze i średnie zaczęły się sprzedawać coraz lepiej, zwłaszcza, że w drugiej połowie roku wyraźnie zaczęło przybywać kredytów hipotecznych. Nadal nie jest łatwo sprzedać duże i drogie mieszkania. Ci deweloperzy, którzy mają inwestycje głównie z takimi mieszkaniami, mają nadal problemy.

Generalnie kryzys urealnił możliwości i aspiracje polskich nabywców. Kryzys uprzytomnił nam, że model w którym każdą rodzinę miało być stać na własne mieszkanie za kredyt - był iluzją. Pewnej części Polaków nigdy nie będzie na to stać, a skoro tak, to ktoś inny musi zapłacić za wybudowanie im mieszkań i dopłacić co miesiąc do ich utrzymania.

Kryzys zmusił nas do zastanowienia się na nowo nad wielkością i jakością mieszkań jakich potrzebujemy – i na jakie nas stać. Najbardziej poszukiwane stały się znów nieduże, dwu- i trzypokojowe mieszkania, o funkcjonalnym układzie. Absolwent kupujący penthouse dla trzyosobowej rodziny znów stał się wyjątkiem, a nie poważnie poszukiwanym klientem.

W okresie boomu rynek pierwotny w całym kraju osiągnął poziom około 80 tysięcy transakcji sprzedaży mieszkań i domów. Przy tak dużej skali jego przyszłość zależy głównie nie od mniej lub bardziej trafnych decyzji uczestników rynku, ale od potężnych sił leżących poza nim: od stanu polskiej gospodarki i związanych z nim – sytuacją na rynku pracy i dochodami ludności a także – przede wszystkim – od realnych możliwości kredytowania sektora i gotowości potencjalnych nabywców do zadłużania się. Jeśli w tych sprawach nie będą nam sprzyjać zarówno działania rządu jak i globalna koniunktura, wówczas rynek pierwotny, który w 2009 roku skurczył się do skali około 45-50 tysięcy transakcji, pozostanie także w 2010 roku na niewiele wyższym poziomie.

Gdy myślimy o kolejnym roku - nie widać podstaw do dużego niepokoju. Wielkość oferty – czyli liczba mieszkań w sprzedaży - się ustabilizowała, w niektórych miastach nawet wyraźnie spadła w porównaniu z najwyższym poziomem z ubiegłego roku. Jest ona tylko nieco większa od długoterminowej rocznej produkcji w sześciu największych aglomeracjach kraju.

W tym roku kończona jest jednak rekordowa liczba inwestycji – i mieszkań. Udział gotowych niesprzedanych lokali osiągnie zapewne w najbliższym czasie najwyższy poziom w czasie obecnej dekoniunktury. Trudno przewidywać, że w tej sytuacji ceny w noworozpoczynanych projektach mogłyby być wyższe niż ceny mieszkań gotowych czy prawie gotowych do zasiedlenia. Przeciwnie - można w nowo wprowadzanych na rynek inwestycjach spodziewać się cen niższych. A to będzie sprzyjało stabilizacji lub nawet niewielkiemu spadkowi cen w pierwszym półroczu.

Wyraźnego impulsu wzrostowego można spodziewać się wówczas, gdy oferta zacznie wyraźnie maleć, zaś sytuacja w gospodarce i na rynku pracy – poprawiać. Trudno dziś kategorycznie prognozować kiedy ten moment nastąpi, ale najprawdopodobniej będzie to pod koniec przyszłego roku.

Bilans tego kryzysu będzie w sumie negatywny – jak zawsze wtedy, gdy rynek kurczy się w sposób dramatyczny i nieoczekiwany. Z pewnością łagodny, ale stabilny wzrost byłby bardziej korzystnym rozwiązaniem. Ale kryzys dobitnie przypomniał nam, że cykliczność na rynku nieruchomości jest silniejsza od najpotężniejszych gospodarek

Kazimierz Kirejczyk
Prezes Zarządu REAS
Źródło:
Tematy

Komentarze (3)

dodaj komentarz
~Residenzpalast
tak..z tym ,ze klient moze ale nie musi kupic..a Panstwo Posrednicy / Wlasciciele/Developerzy z czegos musicie zyc...
Całkiem realny jest scenariusz gdzie po mimo szczerej woli po stronie sprzedających i checi postronnie kupujacych rynek bedzie stał w miejscu i jakiekolwiek ruchy cen- podwyżki cen po prostu nie przejdą z braku
tak..z tym ,ze klient moze ale nie musi kupic..a Panstwo Posrednicy / Wlasciciele/Developerzy z czegos musicie zyc...
Całkiem realny jest scenariusz gdzie po mimo szczerej woli po stronie sprzedających i checi postronnie kupujacych rynek bedzie stał w miejscu i jakiekolwiek ruchy cen- podwyżki cen po prostu nie przejdą z braku pieniedzy u potencjalnych klientów.
Wasze m.in. opowieści o brakuajcych 1,2 mln mieszkań ,2 mln mieszkąń 3 mln mieszkań powtarzane jak mantra itp mozna w tym miejscu sobie włozyć w buty bo niech i brakuje 10 milionów mieszkań .
Dla rynku nie bedzie to mialo znaczenia jesli na mieszkanie nie bedzie stąc nikogo poza wąska grupa bardzo dobrze zarabijacych a tacy to chyba wybuduja sobie sami .
Nie wiemy poza tym ilu kredytbiorców wyłoży się w najbliższych miesiacach ilu ludzi straci prace,ilu bedzie się bało jej utraty,nie znamy kondycji budzetu pąnstwa a co za tym idzie wielkosci sum które może ono włozyć w inwestycje budowlane

Trzeba też pamiętać o naciągaczach i pseudodoradcach i wyciągać wnioski na przyszłość. Trzeba też pamiętać że cena mieszkania to nie wysokość raty miesięcznej rozłożonej do dożywocia i to że banki to lichwa. Trzeba pamiętać, że jak się podpisuje umowy to trzeba je czytać i nie akceptować ślepo zmiennego oprocentowania kredytu ( w USA kredyty są oprocentowane na stały %). Trzeba pamiętać, że jak sąsiad kupił mieszkanie w 100% na kredyt to nie jest on bogaczem który nagle otrzymał set tysięcy złotych a jest biedakiem z debetem na minus set tysięcy i niewolnikiem banku często do końca życia...morał mógłby być długi ale resztę sami sobie dopowiedzci

To nie kupno kielbasy czy chleba ktore trzeba kupic
~manta
zobaczymy, jaki piekny bedzie rok przyszly, bo jak na razie banki strasznie krzycza, ze akcja kredytowa ruszy z depo, ktore nachapaly, wiec czekamy
~Przypominacz
http://gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,85951,7355508,_Polska_norma___czyli_mieszkaniowy_dobrobyt_na_wstecznym.html

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki