Początek handlu przyniósł zdecydowane, ale spokojne spadki głównych indeksów – po godzinie skala przeceny przekraczała 1%. Ale na rynku nie działo się nic dramatycznego, a indeksy leniwie poruszały się w strefie spadkowej. Taniały akcje linii lotniczych, ponieważ IATA skorygowała swoje prognozy dla branży: straty przewoźników mają w tym roku sięgnąć 9 mld dolarów – to blisko dwa razy więcej niż wcześniej zakładano.
Pozbywano się też walorów McDonald’s Corp., ponieważ spółka zaprezentowała bardzo mizerny wzrost sprzedaży w USA. Wygląda, jakby Amerykanów nie było już stać na więcej hamburgerów. Akcje McDonald’s, które traciły nawet 3,5%, zakończyły dzień spadkiem o niespełna 2%.
Ale na godzinę przed końcem sesji wszystkie te informacje nagle straciły na znaczeniu. Pretekstem do podbicia ten akcji była wypowiedź Paula Krugmana, który odkąd otrzymał nagrodę nobla z ekonomii cieszy się rosnącym uznaniem na Wall Street. „Nie byłbym zdziwiony, gdyby oficjalny koniec recesji w USA nastąpił tego lata. (...) Gospodarka wydaje się stabilizować” – powiedział Krugman podczas wykładu na London School of Economics. Inwestorzy nie chcieli słuchać dalszej części depeszy, w której noblista mówi, że mimo ożywienia bezrobocie wciąż będzie rosło, zaś cała gospodarka pozostanie „osłabiona” (ang. depressed) przez dłuższy okres czasu.
Po tej wypowiedzi nowojorskie indeksy skoczyły w górę i już po kwadransie znalazły się nad kreską. Warto odnotować, że S&P500 odbił się od oporu na wysokości 946 punktów i zakończył dzień wynikiem 939,14 pkt. – o 0,10% poniżej piątkowego zamknięcia. Nasdaq spadł o 0,4%, zaś Dow Jones pozostał praktycznie bez zmian na poziomie 8.764,49 pkt.
Równocześnie na rynku długu ceny obligacji skarbowych znów spadły. Rentowność papierów 10-letnich wyniosła 3,90%, co oznacza, iż inwestorzy dyskontują już przyszłe podwyżki stóp procentowych. W średnim terminie może to być czynnik stanowiący poważne dla wzrostów cen akcji.
K.K.




























































