REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Oszczędzania dopiero się uczymy

2010-01-18 06:00
publikacja
2010-01-18 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Rozmowa z prof. dr. hab. Tomaszem Pankiem

Co myśli Polak, kiedy mówi: „bank”?

– Z prowadzonej przez nas „Diagnozy społecznej”, czyli badania Polaków, ich majątku oraz pewnych przyzwyczajeń, wynika, że kiedy statystyczny Kowalski chce gdzieś ulokować swoje oszczędności, to przede wszystkim myśli o banku. Takie skojarzenie z roku na rok staje się coraz powszechniejsze. Uprzedzę może przedwczesną radość niektórych menedżerów, najprawdopodobniej wynika to jednak nie z oferty banków, ale z tego, że praktycznie nie mają one żadnej konkurencji.

Są jeszcze „wyroby bankopodobne” – choćby SKOK-i.

– Tyle że są to instytucje działające niemal tak samo jak banki. Nie jestem pewien, czy respondenci w ogóle je odróżniają. Dla nich jest to instytucja, która może różni się od banku pewnymi opłatami, ale pewnie sądzą, że w sumie i tak jest to bank, tyle że działający na trochę innych zasadach.

W „Diagnozie 2009” można przeczytać takie zdanie: „zmniejszeniu uległo (...) zaufanie do instytucji finansowych. Oznacza to, że Polacy uwierzyli w marcu/kwietniu, pół roku po upadku banku Lehman Brothers, że jest kryzys na poziomie instytucjonalnym”. Rzeczywiście przestajemy ufać bankom?

– Nie sądzę. Jeśli spada zaufanie, to jest to efekt nie kryzysu, a raczej zagubienia części klientów.

A czym ono jest spowodowane?

– Nie najlepszym wykształceniem oraz stopniem skomplikowania umów proponowanych przez banki. Są to wielostronicowe dokumenty, pisane hermetycznym językiem. Nie wszyscy zatem są w stanie przeczytać całość. A jeśli nawet im się to uda, to i tak zazwyczaj nie do końca rozumieją o co chodzi. Zresztą mam wrażenie, że nawet osoby formułujące te umowy nie zawsze wiedzą, co chciały napisać. Pewną nieufność powodują także kruczki prawne zawarte w umowach. Jest ich naprawdę sporo i często ludzie mają przez nie problemy. Czują się oszukani, więc je nagłaśniają. A to może spowodować, że inni stracą zaufanie do banków. Ale to nie wszystko

Cóż zatem jeszcze?

– Istotny jest także nawet nie tyle brak zaufania do banków, co do techniki. Wiele osób korzysta z bankowości internetowej, ale cały czas mają wątpliwości, czy zabezpieczenia stosowane przez instytucje finansowe są dostateczne. Zdaję sobie sprawę, że nasze banki stosują rozwiązania sprawdzone na całym świecie. Jednak skądinąd wiem, że te standardy są absolutnie niewystarczające.

Nie jest to więc wyłącznie problem psychologiczny, tylko realne zagrożenie?

– Tak. Sam bardzo chętnie korzystam np. z możliwości płacenia kartą kredytową przez internet, ale nigdy nie zdecyduję się na prowadzenie rachunku bankowego przez sieć.

To wygląda na fobię.

– Absolutnie nie. Uczestniczyłem ostatnio w obronie pracy doktorskiej, której autor był wojskowym i długo współpracował z ekspertami ze Stanów Zjednoczonych w sprawie zabezpieczeń związanych z wszelkiego rodzajami falami emitowanymi przez sprzęt elektroniczny. W swojej pracy wykazał, że mając odpowiedni sprzęt, a tego typu rozwiązania techniczne będą za rok albo dwa dostępne za tysiąc złotych, każdy student informatyki bez żadnego kłopotu ściągnie wszystkie informacje z pomieszczenia, w którym pracuje komputer. Jedynym zabezpieczeniem będzie dokładna izolacja wszystkich sal, tak żeby żadne fale nie wydostawały się z miejsc, gdzie stoją te urządzenia. Mówię o możliwości pozyskania nawet takich danych, jaki klawisz został właśnie naciśnięty. Zdobycie tego będzie możliwe na podstawie emitowanych fal elektromagnetycznych (tak zwanej ujawniającej emisji elektromagnetycznej). Dziś mało kto zdaje sobie sprawę z tego zagrożenia.

Czyli nie lubimy banków internetowych.

– Nawet nie, jedynie nie mamy do nich zaufania. Ludzie jednak korzystają z tej formy i będą to robili coraz częściej. Dlatego że jest wygodna. Decydujące znaczenie mają także koszty: w okienku kasowym za każdy przelew trzeba płacić, a w internecie nie. No i czas. Nie trzeba stać w kolejce ani nawet wychodzić z domu.

Po co statystyczny Kowalski kontaktuje się z bankami? Wolimy oszczędzać czy pożyczać pieniądze?

– To akurat zależy od sytuacji finansowej Kowalskiego. Zazwyczaj jednak idziemy do banku po pożyczkę lub kredyt. W marcu 2009 r. prawie 68 proc. gospodarstw domowych nie miało oszczędności!

Jest źle?

– Żeby oszczędzać, trzeba mieć wolne środki, a na to stać relatywnie niewielką grupę ludzi. Należy jednak zaznaczyć, że gdy porównamy marzec 2007 i marzec 2009 r., to dostrzeżemy znaczący wzrost odsetka gospodarstw domowych posiadających oszczędności.

Zaprenumeruj miesięcznik finansowy BANK
Jaki był ten wzrost?

– Trzyprocentowy.

To naprawdę tak dużo?

– Owszem, jednakże w porównaniu z Unią Europejską nasz poziom zamożności nadal jest bardzo niski.

Dlatego Kowalski, według badania, ma na koncie nie więcej niż równowartość trzech swoich pensji?

– Z tego powodu też. Aczkolwiek należy wziąć pod uwagę, że w tym badaniu, jak i w zasadzie każdym badaniu ankietowym, nie zostały uwzględnione dwie grupy osób, które unikają odpowiedzi na tego typu pytania.

A kogo brakuje?

– Z ankieterami nie rozmawiają ludzie z marginesu. Jednak oni akurat nie są w tym wypadku interesujący dla nas, bo ani nie mają pieniędzy, które mogliby oszczędzać, a i z bankami też raczej nie mają zbyt wielkiego doświadczenia. Drugą grupą są najbogatsi – ludzie, którzy świetnie znają różne produkty bankowe i bardzo często z nich korzystają. Tacy jednak nie wpuszczają ankieterów za próg swojego domu. Szkoda, bo tych osób z roku na rok przybywa i warto byłoby poznać ich zwyczaje.

Zostańmy więc przy „średniakach”. Z jakich form oszczędzania korzysta nasz Kowalski?

– Z najprostszych, bo jeżeli ktoś odkłada 100 czy 200 złotych miesięcznie, to nie będzie korzystał z funduszów inwestycyjnych.

A co wybiera?

Lokaty. To jest ulubiona forma oszczędzania zdecydowanej większości Polaków. Według naszych badań w marcu 2009 r. aż 70 proc. z tych, którzy deklarowali, że mają oszczędności w bankach, trzymali pieniądze na lokatach.

To dość dziwna forma oszczędzania.

– Dlaczego?

Zysk tak naprawdę jest niewiele większy niż inflacja.

– Owszem, ale nie możemy zapominać, że bardzo dużo osób nie ma jeszcze świadomości, jak funkcjonują instytucje finansowe. Na co dzień i czytelnicy miesięcznika „BANK”, i pan, i ja, obracamy się w gronie osób, które mają pewne wykształcenie i wiedzę. Ale poza wielkimi aglomeracjami: Warszawą, Poznaniem, Krakowem, Gdańskiem czy Wrocławiem, także istnieje świat. I to nieco inny. Nie wszędzie ludzie mają jednakową i wystarczającą wiedzę, doświadczenie i obycie w świecie finansów. Proszę pamiętać, że 38 proc. Polaków mieszka na wsi. A tam jest zupełnie inna sytuacja. Choć i ona na szczęście się zmienia. Duża w tym zasługa banków spółdzielczych. Wystarczy jednak pojechać do Niemiec czy Austrii, by zobaczyć, że tam sieć tego typu placówek jest o wiele gęstsza. Właśnie dlatego wielu z nas wciąż jeszcze nie korzysta z kart płatniczych i ma raczej marne pojęcie o systemie bankowym.

Chyba powinienem teraz bronić osób, które sam zaatakowałem. Badania były przecież prowadzone pod koniec wojny depozytowej. Może stąd wzięło się takie zainteresowanie lokatami?

– Możliwe. Gdybym jednak miał wymieniać główny powód, to mimo wszystko wskazałbym mentalność i wiedzę, a właściwie jej brak. Zdecydowana większość Polaków nie wie, co to są fundusze, nie rozumie ich działania i w jakiś sposób im nie ufa. Z naszych badań wynika, że w ciągu ostatnich dwóch lat zmniejszył się odsetek gospodarstw domowych posiadających oszczędności w funduszach inwestycyjnych i akcjach notowanych na giełdzie papierów wartościowych. To trochę niepokojące informacje.

Dlaczego?

– Tymi produktami finansowymi interesują się zazwyczaj osoby bogatsze, które mają już sporo pieniędzy. Większość ludzi jednak, jeśli już zdecyduje się na oszczędzanie, to przynosi pieniądze do banków i zakłada lokaty. Ten sposób jest dla nich bezpieczniejszy, bo są w stanie policzyć, ile dostaną w chwili wypłaty. Wszystko jest oczywiste i nic nieprzewidzianego nie może się wydarzyć. Natomiast wszelkiego rodzaju fundusze, zwłaszcza akcyjne, są dla Kowalskiego czymś na pograniczu wiedzy tajemnej czy wręcz czarnej magii.

Czy preferujemy jeszcze jakiś inny sposób oszczędzania?

– Sporo osób wpłaca po prostu pieniądze na ROR i tam je trzyma.

Po co – przecież te konta są praktycznie nieoprocentowane?!

Bo to najprostszy sposób. A jakby tego było mało, w trakcie naszego badania 42 proc. osób deklarujących, że oszczędza, przyznało, że zapas gotówki trzyma także w domu.

W przysłowiowej skarpecie?

– Tak. To osoby, które nie ufają systemowi bankowemu. Są to przede wszystkim przedstawiciele gospodarstw zamieszkujących wieś i najmniejsze miasta.

Zakładam, że nie chodzi o odległość do placówki, bo mamy kilka tysięcy oddziałów banków spółdzielczych. Czyżbyśmy aż tak nie wierzyli bankom?

– Powodem jest raczej brak tradycji oszczędzania. Choć, jak już wspomniałem, liczba osób odkładających pieniądze rośnie.

A na co oszczędzamy w bankach?

– Powód oszczędności jest zróżnicowany. Najwięcej osób traktuje odkładane pieniądze jako rezerwę na „bieżące wydatki”. To jest podstawowy cel. Tak postępuje aż 66 proc. oszczędzających. Drugim najchętniej wskazywanym powodem oszczędzania jest chęć „zabezpieczenia się na starość”. Kolejna rzecz to gromadzenie środków na leczenie, a następnie odkładanie pieniędzy na wypoczynek oraz jako rezerwę na bieżące wydatki konsumpcyjne.

Domu za to nie zbudujemy?

– A skąd. Zazwyczaj nawet na samochód nie wystarczy. Na takie zakupy musimy pożyczać pieniądze od banków.

No właśnie. Polacy lubią się zadłużać?

– Nie, ale robimy to chętniej, bo kredyty stały się dostępniejsze. Z naszego badania wynika, że prawie 41 proc. badanych gospodarstw domowych w marcu 2009 r. korzystało z pożyczek i kredytów. Zadłużenie, podobnie jak oszczędności, wynosiło od miesięcznych do trzymiesięcznych dochodów badanych gospodarstw. W roku 2009 wielkość oszczędności w porównaniu do dochodu wzrosła o mniej niż 10 proc., zaś wielkość posiadanych przez polskie gospodarstwa zobowiązań w relacji do dochodu wzrosła przeciętnie o około 50 proc. Pogłębiła się zatem dysproporcja między skłonnością do zaciągania zobowiązań i skłonnością do oszczędzania.

Gdzie się zapożyczamy?

– Z naszych badań wynika, że prawie 90 proc. zadłużonych gospodarstw domowych pożyczało w bankach, 16 proc. w innych instytucjach, a zaledwie 5 proc. u osób prywatnych. Wyjaśniam od razu, że przekracza to 100 proc., a powodem jest to, że część osób miała więcej niż jeden kredyt. A pożyczamy, bo kiedyś oprocentowanie wynosiło 20–30 proc. rocznie i człowiek korzystał z oferty banku tylko wtedy, kiedy był pod ścianą. Teraz odsetki wynoszą dosłownie kilka procent.

Na rynku świetnie sobie radzą firmy proponujące horrendalne odsetki sięgające kilkudziesięciu procent, choćby PROVIDENT.

– Owszem, ale z takich ofert korzystają tylko kompletni desperaci.

Wróćmy zatem do banków. Na co przede wszystkim się zapożyczamy?

– Jak wynika z badania, prawie 43 proc. gospodarstw kredyty oraz pożyczki wykorzystało na sfinansowanie zakupu dóbr trwałego użytku. Z kolei 35 proc. pożyczone pieniądze przeznaczyło na remont domu lub mieszkania. A teraz pewnie pana zaskoczę. Aż 8 proc. badanych respondentów deklaruje, że pożycza pieniądze w bankach po to, żeby spłacić wcześniejsze kredyty.

To duży odsetek.

– Bardzo duży. Sam byłem zaskoczony tym wynikiem. Czytałem niedawno pracę doktorską poświęconą oszczędzaniu i temu, jak ono wygląda w innych krajach. Jesteśmy na razie mocno w tyle. Przed bankami jest jeszcze dużo możliwości.

Coś jeszcze wiemy o ludziach, którzy korzystają z kredytów?

– Możemy wyróżnić kilka typów gospodarstw domowych, które się „zapożyczają”. Najliczniejszą grupę stanowią te, które zaciągnęły kredyty na sfinansowanie bieżącej konsumpcji (18 proc. ogółu posiadających zobowiązania). Duży jest również odsetek tych, którzy mają kredyt z przeznaczeniem na zakup domu lub mieszkania (15 proc.). Kredyt na leczenie zaciągnęło 8 proc. gospodarstw domowych. Najmniej liczna jest grupa posiadających zobowiązanie związane z prowadzeniem własnej działalności gospodarczej, wypoczynkiem oraz kształceniem – w roku 2009 było to po około 4 proc. badanych.

W wynikach zastanowiła mnie jeszcze jedna rzecz. Mam wrażenie, że zadłużają się coraz młodsze osoby. Można przeczytać – „w gospodarstwach domowych, które mają kredyt zaciągnięty na zakup mieszkania, głowy gospodarstw są w młodszym wieku. Średni wiek głowy gospodarstw posiadających zadłużenie na ten cel wynosi 42,8 lat i jest około 10 lat niższy niż średnia wieku głów gospodarstw domowych ogółem”.

– To jest akurat proste do wytłumaczenia. Po pierwsze – młodsze osoby świetnie poruszają się po systemie bankowym i potrafią korzystać z oferowanych im produktów. Po drugie – jeśli ktoś ma, załóżmy, ponad 50 lat i mieszka w mniejszej miejscowości, to z reguły jest już przyzwyczajony do pewnego stylu życia i warunków, w jakich przyszło mu żyć. Takie osoby nie będą kupowały większych mieszkań. Natomiast młode osoby skorzystają z ofert banków. I nie ma się czemu dziwić – skoro mają możliwość od razu mieć mieszkanie czy samochód, a przy okazji wiedzą, lub choćby sądzą, że będą w stanie spłacać raty, to nie będą czekały powiedzmy 30 lat, żeby zebrać odpowiednie środki i kupić za gotówkę to, co mogą zyskać już teraz na kredyt.

Zaczęliśmy naszą rozmowę od tego, że klienci tracą zaufanie do banków. Tymczasem z badania wynika, że i tak „największym zaufaniem cieszą się nadal banki (63 proc. odpowiedzi pozytywnych wśród respondentów mających zdanie)”? Nie ma tu sprzeczności?

– Wśród badanych instytucji właśnie banki były obdarzone najwyższym zaufaniem. W przypadku pozostałych zaufanie to było o wiele niższe. I tak w 2009 r. otwartym funduszom emerytalnym ufało 18 proc. respondentów, ZUS – 28 proc., a funduszom inwestycyjnym – 13 proc. Jednocześnie jednak – jak sądzę ze względu na kryzys finansowy – zaufanie to w ostatnich dwóch latach spadło.

Więcej w miesięczniku finansowym BANK


Zaprenumeruj BANK


Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Dominika Kulczyk wzywa na Polenergię, OFE odmawiają. „Cena nie odzwierciedla wartości godziwej"
Tematy

Komentarze (5)

dodaj komentarz
~tapir
jak czlek madry, to sobie mimo wszzystko da spokojnie rade z bankami. ja sie ciesze z lokat, ktore mialem i mam w noble i nie mam powodow do narzekan. glowka jest od myslenia, a nie od parady..
~Inflacja
Mniam, mniam, mniam WASZE OSZCZĘDNOŚCI W DŁUŻSZYM TERMINIE :) Wasz kochana inflacja (oficjalnie 3,5% rocznie, nieoficjalnie 8-10% /żywność, media, paliwa - to co najważniejsze dla życia!/).
~Miroo
1) Banki są po to aby zarabiać pieniądze a nie spełniać jakąś misję społeczną - od czasu transformacji ustrojowej w 1989 roku, kiedy zdecydowana większość społeczeństwa potwierdziła, że woli system w którym niemal wszystkie instytucje działające na rynku działają w konkurencji do innych, są prywatne i celem ich jest zarabianie jak 1) Banki są po to aby zarabiać pieniądze a nie spełniać jakąś misję społeczną - od czasu transformacji ustrojowej w 1989 roku, kiedy zdecydowana większość społeczeństwa potwierdziła, że woli system w którym niemal wszystkie instytucje działające na rynku działają w konkurencji do innych, są prywatne i celem ich jest zarabianie jak najwyższe przy jak najniższych kosztach działania - powodem tego wyboru jest przekonanie, że taki bardziej niż inne systemy gwarantuje dobrobyt dla społeczeństwa,
2) konkurencja dla banków? dla branży bankowej? Bezsens...
To tak jakbyście napisali: producenci samochodów nie mają innej konkurencji w produkcji samochodów... branża bankowa zajmuje się obrotem wartościami pieniężnymi i pieniądzem tak jak branża motoryzacyjna (producenci i sprzedawcy + warsztaty) zajmuje się wszystkim co związane z samochodami... banki są od deponowania i od pożyczania pieniędzy tak jak producenci samochodów do produkcji samochodów...
Wśród banków jest duża konkurencja...nie ma sensu wymyślać jakiś innych organizacji itp ponieważ to w istocie i tak będą banki i będą spełniały rolę banków tylko inaczej będą się nazywały...

Co innego mieszanie w bankowej branży różnych branż - np sprzedaż ubezpieczeń... od ubezpieczeń są ubezpieczyciele... i to mi się nie podoba...
~asdasd
ufajmy bankom i wpłacajmy tam kase za procent który nawet w połowie nie pokrywa inflacji.
~lis
Banki w Polsce sa po to by doić z kasy klientó .Tak bylo jest i bedzie.

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki