„W rzeczywistości dla inwestorów krótkoterminowych, którzy chcą szybko osiągnąć zysk, najlepsze jest zainwestowanie w małe i średnie przedsiębiorstwa” - twierdzi Tomasz Jerzyk z Domu Maklerskiego BZ WBK. Duże debiuty ciągną natomiast całą giełdę i podwyższają jej ogólny kapitał.
Polacy wciąż jeszcze pamiętają niecodzienną przebitkę z roku 1992, kiedy to na parkiecie debiutował Bank Śląski. Jednak ta sytuacja już się nie powtórzy, choć szum wokół prywatyzacji największego polskiego banku, PKO BP, stwarza wrażenie, że jest to możliwe. Stąd tłumy szturmujące biura maklerskie.
Przy okazji wychodzi na jaw, jak niska jest świadomość giełdowa Polaków, nieznajomość procedur i możliwości finansowania takich inwestycji. Może dlatego minister Skarbu Państwa Jacek Socha, który jest wielkim zwolennikiem jak największej liczby prywatnych inwestorów na giełdzie, postanowił ułatwić im dostęp do akcji banku poprzez bankowe lokaty prywatyzacyjne.
W przypadku lokaty prywatyzacyjnej resort Skarbu Państwa zaproponował, a rząd tę propozycję przyjął, aby kwota lokaty prywatyzacyjnej mieściła się w przedziale od 500 zł do 20 tys. zł (poprzednio proponowano przedział od 500 zł do 50 tys. zł). Skarb Państwa szacuje, że liczba osób chcących skorzystać z tej formy zapisów na akcje przekroczy 36 tys. Osoby te otrzymają akcje banku bez żadnej redukcji.
„Spodziewamy się, że będzie spory popyt. Być może nawet większy niż pula przeznaczona dla inwestorów indywidualnych, warta mniej więcej 720 mln zł” - powiedział Socha.<br><br>
Zdaniem Tomasza Jerzyka z DM BZ WBK, mimo wszystko inwestycja w akcje PKO BP to inwestycja pewna, właściwie bez ryzyka. Zresztą podobnie jak w przypadku wszystkich dużych emisji państwowych spółek. Z drugiej jednak strony akcje kolosów nie przynoszą dużych zysków.
„Trudno się spodziewać, by PKO BP, Orlen lub KGHM podwoiły swoją wartość w przeciągu roku, a to jest jak najbardziej możliwe w przypadku spółek startujących w MID- WIG-u” - oceniają analitycy Domu Maklerskiego BOŚ.
Z drugiej strony w zeszłym roku można było zawieść się na tak dobrze zapowiadających się emisjach, które jednak przyniosły inwestorom znaczne straty, jak Impel czy Hoop. Właśnie przy okazji tych spółek wyszła na jaw trywialność i zarazem nieprawdziwość powszechnie promowanego zdania, że podstawą dla potencjalnego inwestora jest dokładne zapoznanie się z prospektem emisyjnym spółki. Prospekty w obu ww. przypadkach były imponujące, dziś akcje nie są warte połowy ceny emisji. Doświadczony gracz giełdowy wie, że podstawą rozpoznania możliwości zarobienia na spółce są raczej specjalistyczne analizy giełdowe, a jeszcze lepiej branżowe. Z tymi jednak nie poradzi sobie raczej przeciętny zjadacz chleba, choćby z powodu braku czasu, ale przede wszystkim informacji.
Z tego prostego powodu o wiele korzystniej jest zaufać biuru maklerskiemu.
Kto chce inwestować na własną rękę, musi brać pod uwagę przede wszystkim ceny akcji. Coraz więcej spółek, korzystając ze zwiększonego zainteresowania giełdą, maksymalnie podnosi ceny akcji. Przy tak wysokich cenach emisji trudno liczyć na duży zysk. Przy poprzedniej emisji akcji TVN-u wysoka cena spowodowała, że świadomi inwestorzy nie są nimi w ogóle zainteresowani. TVN, który w najbliższym czasie zamierza ponownie wystąpić z emisją, jest uznawany za bardzo obiecującą inwestycję, ale pod warunkiem, że nie powtórzy się sytuacja sprzed 2 lat.
Wśród ciekawych nowych propozycji giełdowych analitycy wymieniają Zelmer, Ciech i Torfarm, a wśród spółek średnich i już notowanych na parkiecie - Netię i Orbis.
W Beskidzkim Domu Maklerskim panuje przekonanie, że zainteresowanie drobnych inwestorów giełdą powinno utrzymać się co najmniej przez najbliższy rok - przynajmniej tak długo, jak długo niskie stopy procentowe nie zapewnią godziwych zysków z lokat.
Michał Chmielewski




























































