W ostatnich dniach ciężarem dla nowojorskich indeksów giełdowych były przede wszystkim spółki finansowe, które albo podawały słabe wyniki kwartalne (Morgan Stanley), albo wieszczyły pogłębienie kryzysu na rynku kredytowym (Goldman Sachs), albo też zwracały się do inwestorów po świeży kapitał (regionalny bank Fifth Third Bancorp).
Natomiast ostatnio trochę mniej powodów do niepokoju dostarcza kondycja amerykańskiej gospodarki. Inwestorzy pogodzili się już z mizernym wzrostem gospodarczym (ekonomiści prognozują zaledwie 0,2% r/r w drugim kwartale) oraz kryzysem w budownictwie mieszkaniowym i spadkiem produkcji przemysłowej.
Strach może budzić jednak coraz wyższa inflacja, która w maju napędzana przez szybko drożejące paliwa osiągnęła poziom 4,2% r/r. Jednak większość ekonomistów (z Benem Bernanke) na czele uspokaja, że Stanom Zjednoczonym nie grozi powtórka stagflacji z lat 70-tych XX wieku.
Niemniej jednak dzisiaj giełdowi inwestorzy będą zapewne czekać na publikację czerwcowego wskaźnika koniunktury sporządzanego przez oddział Fed-u z Filadelfii. Analitycy spodziewają się jego wzrostu z –15,6 pkt. do –12,0 pkt. Pewne znaczenie może mieć też publikacja danych o liczbie nowych bezrobotnych, która w ubiegłym tygodniu zdecydowanie wzrosła.
Tymczasem o godzinie 13:20 kontrakty terminowe na indeks S&P500 zyskiwały 0,2%, osiągając poziom 1.340,8 pkt. Futures na Nasdaq pozostawały bez zmian względem wczorajszego zamknięcia notowań.
K.K.



























































