„Złoto Niemiec i rezerwy walutowe, którymi zarządza Bundesbank, w żadnym momencie nie były przedmiotem dyskusji na szczycie G20 w Cannes” – ogłosił rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert. Jego słowa potwierdził w poniedziałek minister gospodarki RFN Philipp Rösler. „Niemieckie rezerwy złota muszą pozostać nienaruszone” – powiedział Rösler w wywiadzie udzielonym telewizji ARD.
W ten sposób Seibert przeciął medialne spekulacje, jakoby niemieckie złoto lub rezerwy walutowe miałyby stanowić zabezpieczenie dla pożyczek udzielanych przez Europejski Fundusz Stabilności Finansowej. O takich planach napisały dwie niemieckie gazety: „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” oraz „Welt am Sonntag”.
Europejscy politycy pospiesznie poszukują pół biliona euro. O taką kwotę w październiku zobowiązali się zwiększyć siłę pożyczkową EFSF, który z kolei finansuje faktycznie niewypłacalne kraje strefy euro: Grecję, Irlandię i Portugalię.
Seibert wyraźnie zaznaczył sprzeciw Niemiec wobec pomysłów, aby dodatkowe środki dla EFSF pochodziły z rezerw europejskich banków centralnych bądź ze Specjalnych Praw Ciągnienia (SDR) – czyli jednostki rozrachunkowej w ramach Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Kwot rzędu 50-60 mld euro pochodzących z europejskich rezerw walutowych mieli się domagać szefowie rządów Francji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych.
Cała sytuacja z jednej strony pokazuje desperację polityków, którzy nie zawahają się użyć rezerw walutowych do pokrycia długów euro-bankrutów . Planom tym ostro sprzeciwia się Bundesbank, który mówi jasno: naszego złota nie oddamy. To pokazuje rosnącą rolę kruszcu, który jeszcze niedawno był określany mianem „barbarzyńskiego reliktu”. Według oficjalnych statystyk Bundesbank posiada 3.401 ton złota. Większą ilością żółtego metalu (8.133,5 ton) dysponują jedynie Stany Zjednoczone.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl



























































