Wydawałoby się, że po niedzielnych zapewnieniach Henry’ego Paulsona poniedziałek powinien przynieść solidne odreagowanie po ostatnich spadkach. Jednak nawet rządowe gwarancje dla Fannie Mae i Freddie Mac oraz wsparcie ze strony Fed-u nie dały zbyt silnego wsparcia całemu rynkowi. Akcje Fannie Mae drożeją o 18,6%, zaś kurs Freddie Mac idzie w gorę o 14,6%, co jednak jest niewielkim pocieszeniem dla akcjonariuszy tych spółek, którzy w ciągu ostatniego roku stracili przeszło 80%.
Być może na nastrojach na Wall Street zaważyły wypowiedzi znanego inwestora Jima Rogresa, według którego rządowa akcja ratunkowa dla Fannie Mae i Freddie Mac to „prawdziwa katastrofa”. Również nie grzeszący ostatnio optymizmem analitycy z Goldman Sachs uznali, że notowania obu spółek nadal będą spadać.
Faktem pozostaje jednak pewna zadyszka nowojorskich indeksów: po niecałej godzinie handlu indeks S&P500 rośnie o zaledwie 0,4%, osiągając wartość 1.245 pkt. Dow Jones zyskuje 0,3%, notując wynik 11.140 pkt., chociaż na sesję rozpoczął na poziomie o 50 pkt. wyższym. Najsłabiej radzi sobie Nasdaq, który pozostaje na poziomie piątkowego zamknięcia.
Do kupowania spółek technologicznych nie zachęciły inwestorów nawet dobre wieści z Apple Inc., który tylko w ciągu ostatniego weekendu sprzedał milion Iphone-ów, czyli dwa razy więcej od prognoz analityków. Akcje Apple drożeją o 2,5%.
K.K.





























































