Jean-Claude Juncker powiedział wczoraj, że rynki finansowe mogły nie zrozumieć we właściwy sposób ostatniego przesłania ministrów finansów państw z grupy G-7. W ten sposób handlujący walutami przestraszyli się skoordynowanej interwencji banków centralnych, które miałyby pomóc dolarowi i osłabić euro.
Jednak zdaniem większości analityków taka interwencja jest mało prawdopodobna, chociaż wraz ze wzrostem wartości europejski waluty nasilają się naciski na Europejski Bank Centralny, aby ten pomógł eksporterom ze strefy euro. W tego typu żądaniach celowali jak dotąd politycy z Francji i Włoch, którzy najwyraźniej nie do końca zrozumieli rolę EBC, którego podstawowym zadaniem jest utrzymanie stabilności cen w Eurolandzie.
Tymczasem na rynku walutowym pojawiły się spekulacje, że z powodu rosnącej inflacji EBC będzie zmuszony w tym roku podwyższyć stopy procentowe, chociaż przez ostatnie miesiące ekonomiści spodziewali się raczej ich obniżenia. Sen z oczu członkom rady EBC spędza nie tyle bieżący wskaźnik CPI (w marcu 3,6% - najwięcej od 12 lat), lecz rosnąca presja na wzrost płac odczuwalna w prawie całej Europie.
Na fali obaw o inflację w strefie euro wczoraj kurs EUR/USD ustanowił nowy rekord na poziomie 1,5983$, a w piątek o godzinie 10:00 europejska waluta była wyceniana na 1,5947 dolara, po wzroście o 0,35%. Tyle samo euro zyskało względem jena, osiągając cenę 163,42 jenów.
Pozytywnie nastawieni do euro są też analitycy z Barclays Capital, czyli piątego co do wielkości brokera na rynku walutowym. Według nich dolar osłabnie jeszcze o 2,5%, a kurs EUR/USD osiągnie wartość 1,63$.
K.K.


























































