Choć pierwszy pełny tydzień 2009 roku powitał nowojorskich inwestorów kosmetycznymi spadkami, to na rynku wciąż panuje optymizm. Wielu wiąże ogromne nadzieje z nową administracją, która zamierza obniżyć podatki (mówi się o kwocie 310 mld $) i zwiększyć wydatki publiczne. W sumie ten „pakiet stymulujący” ma kosztować Amerykanów prawie 800 mld dolarów (ponad 5% PKB Stanów Zjednoczonych).
Ale giełdowym indeksom zaszkodziły dzisiaj opinie analityków z biura maklerskiego Sanford C. Bernstein, którzy obniżyli rekomendacje dla dwóch największych spółek telekomunikacyjnych w USA. W efekcie akcje AT&T przeceniono o 3,4%, zaś kurs Verizon Communications spadł o 6,2%.
Inwestorów przestraszyły też prognozy analityków z Deutsche Banku, którzy wieszczą stratę kwartalną w banku JP Morgan Chase. Nowojorska giełda dzisiaj aż huczała od plotek o ujemnych wynikach Morgana. Walory tego największego obecnie banku w USA straciły na wartości prawie 7%. Cały subindeks S&P dla sektora finansowego spadł o 2,5%.
Po przeciwnej stronie rynku stały akcje firm deweloperskich, których indeks poszedł w górę o 6,7%. Katalizatorem tych wzrostów były rządowe dane o wydatkach na inwestycje budowlane. W listopadzie wskaźnik ten spadł o 0,6% m/m, choć mediana prognoz ekonomistów mówiła o redukcji rzędu 1,2%.
Pomimo fatalnych danych o sprzedaży samochodów w górę poszły wyceny amerykańskich koncernów motoryzacyjnych. Akcje General Motors zdrożały o 1,6%, a notowania Forda wzrosły o 4,9%. W grudniu sprzedaż samochodów wyprodukowanych przez GM spadła o 31%, a w przypadku Forda o 32%. Wyniki sprzedaży w obu spółkach były najgorsze od prawie 50 lat.
Na całym rynku przy umiarkowanych obrotach minimalne zwycięstwo odniósł jednak obóz niedźwiedzi. Dow Jones stracił 0,91%, kończąc dzień wynikiem 8.952,89 pkt. Indeks S&P500 spadł o 0,47%, schodząc do poziomu 927,45 pkt. Nasdaq obniżył się o 0,26%, osiągając na zamknięciu wartość 1.628,03 pkt.
K.K.































































