Sesja zaczęła się na plusie, ale niedźwiedzie szybko przykręciły śrubę i po niespełna godzinie handlu indeksy wylądowały w strefie spadkowej. Wkrótce później S&P500 zaliczył dzienne minimum tuż ponad pułapem 888 pkt. i powrócił do poziomu z poniedziałkowego zamknięcia. Ostatecznie kapitalizacja 500 największych korporacji zwiększyła się o 0,23%, osiągając poziom 895,10 pkt. Dow Jones jednak stracił 0,19%, a Nasdaq obniżył się o 0,07%.
Początkowo negatywne emocje wywołał majowy raport z wtórnego rynku mieszkaniowego. Liczba transakcji wzrosła o 2,4% m/m osiągając zannualizowaną wartość 4,77 mln. To mniej niż konsensus rynkowy, który zakładał wynik rzędu 4,83 mln. Ważne z punktu widzenia sektora finansowego ceny transakcyjne obniżyły się o 16,8% r/r, ale wzrosły o 3,8% m/m. Zmniejszyła się też ilość niesprzedanych nieruchomości, lecz stan zapasów wciąż pokrywa równowartość 9,6 miesięcy obecnej sprzedaży. W czasach boomu wskaźnik ten wynosił ok. 6,5. Niemniej jednak można mówić o pewnej stabilizacji w tym sektorze, a przecież to właśnie jest stan najbardziej obecnie pożądany przez ekonomistów.
Zagrożenia nie przyniosła też aukcja dwuletnich obligacji skarbowych. Zagraniczne banki centralne znów stanęły na wysokości zadania i skupiły aż dwie trzecie z 40-miliardowej emisji dwulatek. W efekcie popyt był wyższy od średniej a rentowności niższe od oczekiwań. Korekta rentowności papierów skarbowych rozwiewa na razie obawy o rosnące koszty finansowania całej gospodarki oraz zwiększa atrakcyjność akcji na tle bezpiecznych lokat kapitału.
Na przekór słabej postawy giełd przy Wall Street w górę poszły notowania eurodolara, które ustabilizowały się powyżej poziomu 1,40$. Deprecjacja amerykańskiej waluty podnosiła notowania surowców, co sprzyjało spółkom energetycznym i górniczym. Po drugiej stronie rynku stały akcje Boeinga, które przeceniono o 6,5%. Spółka już po raz piąty przesunęła termin testów pierwszych maszyn typu 787.
Krzysztof Kolany




























































