Od trzech dni na rynkach akcji przewagę mają sprzedający, co wiązane jest z niepewnością co do wyników kwartalnych globalnych korporacji. Spadki giełdowych indeksów przekładają się też na rynek metali przemysłowych. Surowcom szkodzi również spadek kursu EUR/USD, przez co stają się one droższe dla inwestorów spoza USA.
Ale również po stronie fundamentów sytuacja staje się coraz trudniejsza dla inwestorów. Zapasy zalegające w składach LME nie wykazują oczekiwanej tendencji spadkowej – dzisiaj stan magazynów monitorowanych przez londyńską giełdę wzrósł o 0,5%, osiągając poziom 504,2 tys. ton. To o 48% więcej niż na początku roku, lecz zarazem o 8,7% mniej niż pod koniec lutego.
Realny popyt na miedź słabnie też wraz ze spadkiem produkcji przemysłowej. W lutym wartość zamówień w niemieckim przemyśle negatywnie zaskoczyła ekonomistów obniżając się o 3,5% m/m i aż 38,2% r/r.
W rezultacie o godzinie 14:10 za tonę miedzi płacono 4.315$, czyli o 0,1% mniej niż we wtorek. Wcześniej w trakcie sesji notowania czerwonego metalu spadły nawet do poziomu 4.230$.
Tyle że od początku roku cena miedzi wzrosła już o 41,7%, co jest najlepszym osiągnięciem od 1986 roku, od kiedy to obraca się tymi kontraktami na giełdzie w Londynie. „To nie jest kwestia popytu. Rynek pędzi teraz na własną rękę” – skomentował w wypowiedzi dla Blommberga Andrey Kryuchenkov, analityk z londyńskiego VTB Capital.
K.K.
































































