Ministerstwo Finansów poinformowało o „ponownym otwarciu” emisji 20-letnich obligacji skarbowych w euro. Rząd chce skorzystać z rekordowo niskich stóp procentowych w eurolandzie, ale jednocześnie obciąża nas nieprzewidywalnym ryzykiem walutowym.


„Ministerstwo Finansów informuje, że banki Citi, HSBC, ING, Societe Generale oraz UniCredit otrzymały mandat na zorganizowanie ponownego otwarcia wyemitowanych w styczniu br. obligacji 20-letnich nominowanych w euro o terminie zapadalności 18 stycznia 2036 r. Transakcja zostanie przeprowadzona w najbliższym czasie” – ten lakoniczny komunikat w środę rano opublikowano na stronie internetowej Ministerstwa Finansów.
W styczniu, na cztery dni przed cięciem polskiego ratingu przez agencję Standard & Poor’s, MF sprzedało denominowane w euro obligacje 10-letnie za miliard euro oraz papiery o 20-letnim terminie zapadalności za 750 mln euro. Kupon 10-latek wyniósł 1,50%, a uzyskana rentowność 1,542%. Gdyby rząd chciałby takie same obligacje wyemitować na polskim rynku, musiałby się pogodzić z rentownością ok. 3%.
Zobacz także
W przypadku obligacji 20-letnich rentowność uzyskana w styczniu wyniosła 2,471% przy rocznym kuponie w wysokości 2,375%. Papiery 10-letnie znalazły się głównie w portfelach zagranicznych banków, natomiast oferta 20-latek skusiła fundusze inwestycyjne, które skupiły 54% oferty.
Rząd idzie po tani kredyt
Warunki styczniowej oferty najwyraźniej spodobały się w gmachu przy Świętokrzyskiej. Wznowienie emisji oznacza też, że na europejskim rynku nadal jest popyt na polski dług. Banki i fundusze są zainteresowane polskimi obligacjami, ponieważ na rynku szaleje Europejski Bank Centralny skupujący papiery dłużne za 80 mld euro miesięcznie, w wielu przypadkach sprowadzając rentowności obligacji skarbowych poniżej zera.

Podmiotom prywatnym powoli kończą się dostępne lokaty kapitału o dodatniej rentowności. Stąd zainteresowanie coraz bardziej ryzykownymi papierami, za jakie wciąż uchodzą polskie obligacje skarbowe. W styczniu MF udało się uzyskać rentowność 10-latek rzędu 1,542%, co było poziomem zbliżonym do notowań analogicznych obligacji Hiszpanii.
Zadłużona na ponad 100% PKB Hiszpania ma w agencji Standard&Poor’s notę BBB+, a więc taką samą jak Polska. Tyle że hiszpański rating ma perspektywę stabilna, a polski negatywną. W Fitch Ratings polski rating (A-, perspektywa stabilna) jest o jeden poziom wyższy od hiszpańskiego (BBB+), a u Moody’s o trzy stopnie wyższy (A2 dla Polski i Baa2 dla Hiszpanii).
Obligacje w euro są jak kredyt we franku
Ministerstwo Finansów wchodząc na europejski rynek kredytowy, zadłuża się (czyli nas) w walucie, w której nie uzyskuje dochodów. W ten sposób naraża nas na ryzyko walutowe: jeśli w ciągu 20 lat złoty osłabi się względem euro (o ile w ogóle będzie wtedy jeszcze istniało), to koszty obsługi długu wzrosną.
W tym kontekście uderza podobieństwo do sprawy kredytów denominowanych we franku. Wielu kredytobiorców wybierało kredyt w CHF z powodu niższych kosztów obsługi długu (niższych rat), niedoszacowując skalę ryzyka kursowego. Niewykluczone, że podobny błąd popełnia Ministerstwo Finansów.
UWAGA: ostatnie dni na wysłanie PIT-ów za 2015 rok!

Nie złożyłeś jeszcze deklaracji podatkowej za 2015 rok? Nie czekaj do ostatniej chwili - pobierz darmowy program, sprawdź dostępne ulgi i rozlicz się - szybko i bezproblemowo - z Bankier.pl. Z nami zrobisz to bez wychodzenia z domu - Twój PIT trafi do wskazanego urzędu skarbowego.



























































