W piątek stan magazynów monitorowanych przez Londyńską Giełdę Metali powiększył się po raz 18. z rzędu – w składach LME zalega już 403.625 ton miedzi. To o 57% więcej niż w połowie lipca i najwięcej od kwietnia. Zapasy metalu rosną, ponieważ nikt go nie kupuje – do wydania przeznaczono zaledwie 1900 ton, czyli najmniej w tym roku.
Dodatkowe 165 tysięcy ton czerwonego metalu znajduje się w magazynach giełd w Nowym Jorku i Szanghaju. Do tego należy doliczyć od 700.000 do nawet 1,2 mln ton surowca, jaki według analityków zalega w różnych magazynach rozsianych po całych Chinach. W związku z tym przyszłoroczny import miedzi do Państwa Środka zapewne będzie znacznie niższy niż w pierwszych sześciu miesiącach tego roku, co doprowadzi do powstania globalnej nadprodukcji rafinowanego metalu.
Jednakże inwestorzy z LME nie bardzo przejmują się tymi ostrzeżeniami. Tutaj o popycie na kontrakty terminowe decyduje kurs eurodolara oraz notowania giełdowych indeksów. A te wciąż znajdują się w pobliżu tegorocznych maksimów, a niemal wszyscy gracze spodziewają się dalszej deprecjacji dolara. W takich warunkach o godzinie 12:50 za tonę miedzi w Londynie płacono 6.510$, czyli o 0,7% więcej niż wczoraj.
Dobrym kontrastem dla miedzi jest mniej popularny wśród inwestorów nikiel. Dziś giełdowe rezerwy tego metalu wzrosły do najwyższego poziomu od roku 1995 i wynoszą 131,7 tys. ton. Tyle że w przypadku niklu rynek bez wahania podążył za trendem wyznaczanym przez zapasy: od sierpniowego szczytu cena metalu spadła o 24%. W tym samym czasie miedź zdrożała o 6,5%.
Krzysztof Kolany



























































