O godzinie 13:00 w Londynie za tonę miedzi 6.670$, czyli o 2,1% więcej niż przed weekendem oraz o 119% (słownie: sto dziewiętnaście procent) więcej niż na początku roku.
Pretekstem do podbicia notowań metali przemysłowych były dane z Japonii, gdzie dynamika PKB w trzecim kwartale okazała się zdecydowanie wyższa od prognoz ekonomistów. Japonia jest trzecim największym konsumentem miedzi, a gospodarka Kraju Kwitnącej Wiśni zaskakująco szybko podnosi się z najgłębszej recesji w swej powojennej historii.
Jednakże dane napływające z giełdowych magazynów nie skłaniają do optymizmu. W składach monitorowanych przez Londyńską Giełdę Metali zalega już 403,6 tysięcy ton, czyli o 57% więcej niż w lipcu. W magazynach giełdy w Szanghaju znajduje się dodatkowe 105 tysięcy ton surowca – najwięcej od pięciu lat. Co więcej, metalu leżącego w magazynach nikt nie chce kupować – z rezerw LME do wydania przeznaczona zaledwie 1725 ton miedzi – czyli najmniej od grudnia, gdy tona czerwonego metalu kosztowała mniej niż 3.000$.
Ale inwestorzy jak na razie nie przejmują się bieżącą relacją realnego popytu i podaży, wierząc że nadchodzące ożywienie gospodarcze doprowadzi do skokowego wzrostu zapotrzebowanie na surowce. W tym przekonaniu utwierdzają ich rosnące ceny akcji – giełdowe indeksy notowane są wszak w okolicach tegorocznych maksimów.
K.K



























































