Bardzo silne trzęsienie ziemi w Chile (8,8 stopi w skali Richetera) łaskawie obeszło się ze zlokalizowanymi w tym kraju kopalniami miedzi. Po wznowieniu dostaw energii elektrycznej praca ruszyła we wszystkich zakładach państwowego Codelco oraz kopalniach należących do notowanych w Londynie spółek Anglo-American i Antofagasta.
„Chilijski przemysł miedziowy wyszedł z trzęsienia ziemi praktycznie bez szwanku. Oczekujemy, że zgodnie z wcześniejszymi prognozami w tym roku Chile dostarczy 34% światowego wydobycia” – powiedział Bloombergowi Tom Price, analityk z banku UBS.
Mimo to we wtorek o godzinie 13:00 tona miedzi w Londynie kosztowała blisko 7.300 dolarów, czyli tylko o 0,3% mniej niż na wczorajszym zamknięciu notowań. W poniedziałek rano surowiec z trzymiesięcznym terminem dostawy sprzedawano nawet po cenie 7.600$.
Tymczasem w magazynach monitorowanych przez Londyńską Giełdę Metali w końcu pojawili się kupcy na fizyczny metal. Dzisiaj do odbioru przeznaczono 29,8 tysięcy ton miedzi, co stanowi 5,4% ogółu zapasów i jest najwyższym wynikiem od czerwca 2009. Jednakże giełdowe rezerwy metalu wciąż utrzymują się na poziomach niewiele niższych od wieloletnich maksimów.
„Prognozujemy, że w roku 2010 i 2011 zapasy odnotują gwałtowny spadek” – napisali we wczorajszym raporcie eksperci z japońskiego Nomura Holdings. Analityk Paul Cliff spodziewa się, że zapasy miedzi spadną w przyszłym roku do „krytycznie niskich poziomów”, co przy mało elastycznym popycie pozwoli na utrzymanie wysokich cen.
K.K.





























































