2010-07-28 13:00 Źródło: Bankier.pl
Mała panika na rynku metali szlachetnych
Wtorkowe popołudnie przyniosło silną wyprzedaż złota i srebra, dla której trudno znaleźć konkretne wytłumaczenie. Żółty metal osiągnął najniższe notowania od maja i chyba mocno stracił w oczach wielu inwestorów.
Rynek złota lubi zaskakiwać nie mniej niż giełdy akcji. Ale to, co wydarzyło się wczoraj po południu mogło zadziwić nie tylko początkujących graczy. Przed godziną 14:00 trajektoria notowań kruszcu była płaska jak stół. Tak samo jak po godzinie 17:30. Ale w trakcie tych 3,5 godzin rozegrała się przecena, która obniżyła wyrażoną w USD cenę złota o 2,2%, a srebra o 3,3% (tu wszystko działo się jeszcze szybciej).
W środę do południa oba metale nie otrząsnęły się jeszcze po wczorajszym szoku. Złoto kosztowało 1162,50$ i było o 0,3% droższe niż na zamknięciu wtorkowych notowań. Srebro poszło w dół o kolejne 0,2%, schodząc w rejon 17,58$ za uncję.
Zastanawiające jest, że wczoraj po południu nie nadeszły żadne informacje, które uzasadniałyby jakiekolwiek większe zmiany cen metali szlachetnych. Dane o nastrojach amerykańskich konsumentów były co prawda nieco słabsze od prognoz, ale pojawiły się już po rozpoczęciu się najostrzejszej fazy spadków. Względny spokój panował też na Wall Street, gdzie indeksy zakończyły dzień na neutralnych poziomach. Większych zmian nie odnotowano także na rynku walutowym, gdzie para euro-dolar pozostała w okolicach poziomu 1,30$.
Co więc mogło stać za tą gwałtowną korektą? Wydaje się, że odpowiedzi trzeba szukać na rynku kontraktów futures, które w krótkim terminie nadają kierunek rynkowi fizycznego złota. Niektórzy maklerzy sugerowali, że przyczyną mogło być wygasanie w czwartek serii opcji na nowojorskim Comeksie. Część uczestników rynku mogła więc mieć interes w zaniżeniu kursu złota, aby poprawić wynik na kontraktach opcyjnych.
Istnieje też inne wytłumaczenie, również związane z rynkiem terminowym, lecz ocierające się o teorię spiskową. Brokerzy odnotowali fakt wystąpienia nagłej podaży kontraktów na złoto, co wywołało spadek kursu poniżej technicznego wsparcia na poziomie 1.175 pkt. To z kolei wywołało aktywizację zleceń typu stop-loss, co obniżyło cenę kruszcu o dodatkowe 15$.
Zawsze przy tego typu wydarzeniach pojawiają się podejrzenia, że wyprzedaż została skoordynowana przez cztery amerykańskie banki, które na koniec czerwca posiadały gigantyczną krótką pozycję opiewającą na 161.378 kontraktów, co stanowiło 27,9% ogółu otwartych pozycji (w srebrze koncentracja ta wyniosła 26,7%). Zaś po długiej stronie rynku stoją rozproszone fundusze hedgingowe, które dla dużych banków stanowią „drobnicę” umożliwiającą odkupienie wystawionych kontraktów po niższych cenach.
Niezależnie od przyczyn wczorajszej wyprzedaży faktem jest, że mamy teraz tańsze złoto i tańsze srebro. To pierwsze od czerwcowego rekordu wszech czasów potaniało już o 8,1%, zaś biały metal od majowego szczytu zaliczył spadek o 11,2%.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl
Rynek złota lubi zaskakiwać nie mniej niż giełdy akcji. Ale to, co wydarzyło się wczoraj po południu mogło zadziwić nie tylko początkujących graczy. Przed godziną 14:00 trajektoria notowań kruszcu była płaska jak stół. Tak samo jak po godzinie 17:30. Ale w trakcie tych 3,5 godzin rozegrała się przecena, która obniżyła wyrażoną w USD cenę złota o 2,2%, a srebra o 3,3% (tu wszystko działo się jeszcze szybciej).
W środę do południa oba metale nie otrząsnęły się jeszcze po wczorajszym szoku. Złoto kosztowało 1162,50$ i było o 0,3% droższe niż na zamknięciu wtorkowych notowań. Srebro poszło w dół o kolejne 0,2%, schodząc w rejon 17,58$ za uncję.
Zastanawiające jest, że wczoraj po południu nie nadeszły żadne informacje, które uzasadniałyby jakiekolwiek większe zmiany cen metali szlachetnych. Dane o nastrojach amerykańskich konsumentów były co prawda nieco słabsze od prognoz, ale pojawiły się już po rozpoczęciu się najostrzejszej fazy spadków. Względny spokój panował też na Wall Street, gdzie indeksy zakończyły dzień na neutralnych poziomach. Większych zmian nie odnotowano także na rynku walutowym, gdzie para euro-dolar pozostała w okolicach poziomu 1,30$.
Co więc mogło stać za tą gwałtowną korektą? Wydaje się, że odpowiedzi trzeba szukać na rynku kontraktów futures, które w krótkim terminie nadają kierunek rynkowi fizycznego złota. Niektórzy maklerzy sugerowali, że przyczyną mogło być wygasanie w czwartek serii opcji na nowojorskim Comeksie. Część uczestników rynku mogła więc mieć interes w zaniżeniu kursu złota, aby poprawić wynik na kontraktach opcyjnych.
Istnieje też inne wytłumaczenie, również związane z rynkiem terminowym, lecz ocierające się o teorię spiskową. Brokerzy odnotowali fakt wystąpienia nagłej podaży kontraktów na złoto, co wywołało spadek kursu poniżej technicznego wsparcia na poziomie 1.175 pkt. To z kolei wywołało aktywizację zleceń typu stop-loss, co obniżyło cenę kruszcu o dodatkowe 15$.
Zawsze przy tego typu wydarzeniach pojawiają się podejrzenia, że wyprzedaż została skoordynowana przez cztery amerykańskie banki, które na koniec czerwca posiadały gigantyczną krótką pozycję opiewającą na 161.378 kontraktów, co stanowiło 27,9% ogółu otwartych pozycji (w srebrze koncentracja ta wyniosła 26,7%). Zaś po długiej stronie rynku stoją rozproszone fundusze hedgingowe, które dla dużych banków stanowią „drobnicę” umożliwiającą odkupienie wystawionych kontraktów po niższych cenach.
Niezależnie od przyczyn wczorajszej wyprzedaży faktem jest, że mamy teraz tańsze złoto i tańsze srebro. To pierwsze od czerwcowego rekordu wszech czasów potaniało już o 8,1%, zaś biały metal od majowego szczytu zaliczył spadek o 11,2%.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl



Dodaj komentarz