2010-09-03 15:00 Źródło: Krzysztof Kolany - Bankier.pl
Lepsze od prognoz dane z amerykańskiego rynku pracy
Sierpniowe dane o zatrudnieniu w Stanach Zjednoczonych okazały się lepsze od prognoz ekonomistów. Jednakże nie ma mowy o przełomie na amerykańskim rynku pracy, który po głębokiej recesji pogrążył się w stagnacji.
W sierpniu sektor prywatny w USA utworzył 67 tysięcy nowych miejsc pracy. To rezultat nieco lepszy od mediany prognoz analityków, która wynosiła 40 tysięcy oraz nieco gorzej niż w lipcu, gdy przybyło 70 tysięcy etatów. Po uwzględnieniu kończących swe zadanie ankieterów pracujących przy spisie powszechnym ogólne zatrudnienie zmniejszyło się o 54 tysiące wobec oczekiwanego spadku o 100 tysięcy. W górę zrewidowano także dane za czerwiec i lipiec, co poprawiło statystyki łącznie o 123 tysiące etatów.
Źródło: dane Departamentu Pracy USA. Opracowanie: Bankier.pl
Dość zaskakująca była struktura zmiany zatrudnienia. Wbrew optymistycznym ocenom menedżerów logistyki (indeks ISM) przemysł zredukował listy płac o 27 tysięcy pozycji, z czego za 80% odpowiadała branża motoryzacyjna. Za to pogrążona w recesji budowlanka zatrudniła dodatkowe 19 tysięcy ludzi. Gros nowych miejsc pracy przybyło w sektorze medycznym, który utworzył ich 40,2 tysięcy. Zatrudniono także 16,8 tysiący pracowników tymczasowych.
Niemniej jednak do spadku stopy bezrobocia w Stanach Zjednoczonych wymagany jest stały przyrost zatrudnienia rzędu stu tysięcy miesięcznie. Sierpniowe dane tego kryterium nie spełniły, co skutkowało wzrostem stopy bezrobocia z 9,5% do 9,6%. Sporządzony przy użyciu odrębnej metodologii raport o bezrobociu pokazał wzrost liczby zatrudnionych aż o 290 tysięcy po spadku o 159 tysięcy miesiąc wcześniej. Ale w tym samym czasie na rynek pracy napłynęło aż 550 tysięcy osób, z czego 260 tysięcy (47%) zasiliło szeregi bezrobotnych.
Bez jakiegokolwiek płatnego zajęcia pozostawało 16,86 milionów Amerykanów, czyli 9,6% siły roboczej. Ale jeśli do tego doliczyć osoby, które nie mogą znaleźć zatrudnienia w pełnym wymiarze godzin oraz ludzi, którzy zrezygnowali z aktywnego poszukiwania pracy, to stopa bezrobocia w USA wyniosłaby 16,9%.
O stagnacji możemy mówić także po stronie wynagrodzeń. Przeciętna stawka godzinowa wyniosła w sierpniu 22,66 USD i była o sześć centów wyższa niż w lipcu oraz o 1,7% wyższa niż przed rokiem. Po uwzględnieniu oficjalnej stopy inflacji oznacza to realną stagnację płac. Gdyby zaś przyjąć dynamikę wzrostu cen liczoną według starej metodologii, to realnie Amerykanie zarabiają mniej niż przed rokiem.
Krzysztof Kolany
analityk Bankier.pl
W sierpniu sektor prywatny w USA utworzył 67 tysięcy nowych miejsc pracy. To rezultat nieco lepszy od mediany prognoz analityków, która wynosiła 40 tysięcy oraz nieco gorzej niż w lipcu, gdy przybyło 70 tysięcy etatów. Po uwzględnieniu kończących swe zadanie ankieterów pracujących przy spisie powszechnym ogólne zatrudnienie zmniejszyło się o 54 tysiące wobec oczekiwanego spadku o 100 tysięcy. W górę zrewidowano także dane za czerwiec i lipiec, co poprawiło statystyki łącznie o 123 tysiące etatów.
Dość zaskakująca była struktura zmiany zatrudnienia. Wbrew optymistycznym ocenom menedżerów logistyki (indeks ISM) przemysł zredukował listy płac o 27 tysięcy pozycji, z czego za 80% odpowiadała branża motoryzacyjna. Za to pogrążona w recesji budowlanka zatrudniła dodatkowe 19 tysięcy ludzi. Gros nowych miejsc pracy przybyło w sektorze medycznym, który utworzył ich 40,2 tysięcy. Zatrudniono także 16,8 tysiący pracowników tymczasowych.
Niemniej jednak do spadku stopy bezrobocia w Stanach Zjednoczonych wymagany jest stały przyrost zatrudnienia rzędu stu tysięcy miesięcznie. Sierpniowe dane tego kryterium nie spełniły, co skutkowało wzrostem stopy bezrobocia z 9,5% do 9,6%. Sporządzony przy użyciu odrębnej metodologii raport o bezrobociu pokazał wzrost liczby zatrudnionych aż o 290 tysięcy po spadku o 159 tysięcy miesiąc wcześniej. Ale w tym samym czasie na rynek pracy napłynęło aż 550 tysięcy osób, z czego 260 tysięcy (47%) zasiliło szeregi bezrobotnych.
Bez jakiegokolwiek płatnego zajęcia pozostawało 16,86 milionów Amerykanów, czyli 9,6% siły roboczej. Ale jeśli do tego doliczyć osoby, które nie mogą znaleźć zatrudnienia w pełnym wymiarze godzin oraz ludzi, którzy zrezygnowali z aktywnego poszukiwania pracy, to stopa bezrobocia w USA wyniosłaby 16,9%.
O stagnacji możemy mówić także po stronie wynagrodzeń. Przeciętna stawka godzinowa wyniosła w sierpniu 22,66 USD i była o sześć centów wyższa niż w lipcu oraz o 1,7% wyższa niż przed rokiem. Po uwzględnieniu oficjalnej stopy inflacji oznacza to realną stagnację płac. Gdyby zaś przyjąć dynamikę wzrostu cen liczoną według starej metodologii, to realnie Amerykanie zarabiają mniej niż przed rokiem.
Krzysztof Kolany
analityk Bankier.pl



Dodaj komentarz