We wtorek nowojorskie giełdy skorygowały wzrosty z poprzednich dwóch tygodni. Inwestorzy dostali na tacy chiński bilans handlowy i kolejne wypowiedzi przedstawicieli Fed-u, zaś JP Morgan Chase otworzył bankowy sezon wyników kwartalnych w USA.


Byki nie oddały sesji bez walki. Po lekko ujemnym otwarciu indeksy ruszyły w górę. Ale tylko na tyle wystarczyło pieniędzy kupującym. Druga część dnia przebiegała pod dyktando sprzedających, realizujących zyski z poprzednich dwóch tygodni.
W efekcie Dow Jones stracił 0,29%, S&P500 spadł o 0,67%, a Nasdaq o 0,86%. Wtorkowa sesja niewiele zmienia w obrazie rynku. Było to tylko łagodne odreagowanie po silnych wzrostach z ostatnich dwóch tygodni, które z kolej stanowiły odbicie po dynamicznej korekcie z sierpnia i września.
Po stronie makroekonomicznej publikacją dnia był chiński bilans handlowy z sensacyjnym, 20-procentowym spadkiem wartosci importu. Jednak gdy spojrzeć na same wolumeny importu surowców, sytuacja nie wyglądała aż tak źle. Te dane nie wyjaśniły kwestii, czy drugą gospodarkę świata czeka twarde, czy miękkie lądowanie po ekscesach kredytowo-inwestycyjnego boomu.

Na Wall Street uważnie przyglądano się wynikom kwartalnym banku JP Morgan Chase, który otworzył sezon publikacji raportów przez „grube ryby” amerykańskiej bankowości. Jak zwykle w przypadku banku z USA sprawozdanie finansowe było niełatwe do interpretacji. Zysk na akcję skorygowany o jednorazowe korzyści podatkowe (niebagatelna kwota 2,2 mld USD) wyniósł 1,37 USD i był o pięć centów wyższy od oczekiwań analityków.
Największy amerykański bank zarobił na czysto 6,8 mld dolarów, czyli o 22% więcej niż przed rokiem. Wyniki zaburzyła jednorazowa korzyść podatkowa, a przychody okazały się nieco niższe od szacunków rynku (23,54 mld USD wobec oczekiwanych 23,69 mld USD). Mimo to akcje JP Morgan Chase podrożały o 0,17%.
Trwała też medialna ofensywa przedstawicieli amerykańskich władz monetarnych. Szef Fed z St. Louis James Bullard powiedział, że najnowsze dane z gospodarki USA raczej nie przekonają pozostałych członków FOMC do podniesienia stóp na październikowym posiedzeniu (o czym rynek zresztą doskonale wie). Daniel Tarullo uznał z kolei, że Fed nie powinien podnosić stóp w tym roku.
Z kakofonii fedomowy coraz trudniej wyciągnąć sensowe wnioski. Z wyjątkiem tego, że sami członkowie FOMC chyba już nie bardzo wiedzą, co mają robić, albo stali się niewolnikami ultra-luźnej polityki monetarnej i nie potrafią z nią zerwać.
































































