REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Kumać każdy może

2009-06-13 13:00
publikacja
2009-06-13 13:00
Kumać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej, ale nie o to chodzi, jak kumanie komuś wychodzi. Czym zatem jest wspomniane kumanie? Ten termin jest rozszerzeniem skrótu pochodzącego od kosztu utraconych możliwości lub jak kto woli, kosztu alternatywnego.

Encyklopedyczne wyjaśnienie terminu z pozycji ekonomii sugeruje, że koszt alternatywny pewnego dobra to ilość innego dobra, z której należy zrezygnować, aby można było nabywać lub wytworzyć dodatkową jednostkę dobra pierwszego. Na polu inwestowania kosztem utraconych możliwości będzie wartość najlepszej z możliwych korzyści utraconej w wyniku dokonanego wyboru. Inwestor może dokonać wyboru. Nabyć tonę ziemniaków lub za równowartość nabyć aktywa w postaci akcji, walut, surowców lub innego dobra. Jeśli cena jednej tony ziemniaków będzie szybciej rosła od ceny aktywów nabytych poprzez podjęcie alternatywnej decyzji, to inwestor jest zadowolony. Jeżeli jest odwrotnie, to inwestor może zacząć się zastanawiać, czy podjęta decyzja była właściwa. Bywa tak, że inwestor kieruje się pewnymi założeniami, że swoje pieniądze będzie inwestował w takie obiekty, które przyniosą odpowiednio wysoką stopę zwrotu.

Może sobie wybrać na przykład akcje notowane na rynkach kapitałowych i nazywać je obiektami. Popatrzy sobie wtedy na zestawy notowań i wybierze takie obiekty, aby poprzez zainwestowany kapitał otrzymać wyższą niż przeciętna i możliwa do osiągnięcia stopę zwrotu. Taką możliwą stopą zwrotu będzie stopa zwrotu z indeksu giełdowego w okresie ostatnich 12 miesięcy. Jeśli inwestycji dokonuje za własne środki, to wtedy nie musi się martwić o koszt pieniądza, jakim jest stopa oprocentowania kredytu. Natomiast gdy inwestycja dokonywana jest poprzez kredyt, to wtedy koszt inwestycji zwiększony zostanie o oprocentowanie kredytu. Na dodatek musi doliczyć wskaźnik inflacji annualizowany o dewaluację waluty, w której rozpoczynał inwestycję. Zatem jeśli popatrzymy na średni wskaźnik dividend yield dla akcji spółek krajowych notowanych na GPW (według stanu na dzień 13.05.2009 r.), to z tabeli wynika, że wynosił 3,4 procent.

Odczytać to można w taki sposób, że gdyby zainwestować określoną liczbę środków pieniężnych we wspomniane akcje, to stopa dywidendy (dywidenda brutto do ceny płaconej) wyniesie 3,4 procent. Czy to dużo czy mało? Raczej niewiele, ponieważ musimy ten wskaźnik obniżyć o dewaluację złotego względem dolara amerykańskiego za okres ostatnich 12 miesięcy. Popatrzmy zatem, jaki był kurs zamknięci relacji złotego do dolara amerykańskiego rok temu. W dniu 14 maja 2008 roku za 1 dolara amerykańskiego płacono 2,1924 złotego, a po roku kurs dolara USA wynosił 3,3122 zł, co oznacza spadek kursu złotego o 51 procent. Zatem wymieniony div yield należy obniżyć do 1,7 procent. Jeszce gorzej, jeśli opublikowany div yield na poziomie 3,4 procent porównamy z inflacją bazową publikowaną przez NBP, to okaże się, że CPI po marcu bieżącego roku wynosi 3,6% w ujęciu rok do roku.

I tutaj należy wspomniany wskaźnik powiększyć o wspomnianą dewaluację kursu złotego, czyli o 51 procent. Wobec powyższego otrzymamy nie 3,6%, ale 5,4 procent. I dopiero teraz możemy szukać takich obiektów, które notowane na warszawskiej giełdzie, spełniają wspomniany warunek. Na stronie internetowej GPW jest tabela ze wskaźnikami spółek krajowych, gdzie wymieniono 348 obiektów, z czego wskaźnik stopy dywidendy posiada 95 spółek, a więc 27,3% wszystkich wymienionych obiektów jako spółki krajowe. Segregując dane okazuje się, że wspomnianej prawie 1/3 notowanych obiektów tylko 36 spełnia kryterium, że div yield > inflacja bazowa annualizowana poprzez dewaluację złotego względem dolara amerykańskiego. Po co zatem wprowadziliśmy warunek annualizacji o dewaluację kursu złotego względem dolara USA.

Ponieważ zamiast inwestować w obiekty notowane na GPW jako alternatywną inwestycję, można wybrać obiekty notowane na NYSE. I ponownie należy dokonać segregacji poprzez odrzucanie tych obiektów, których div yield jest mniejszy od średniego div yield dla spółek wchodzących np. w skład indeksu Dow Jones Index Average (DJIA). Po sesji w dniu 13 maja bieżącego roku div yield dla wspomnianych obiektów wynosił 3,7%. I tutaj jest ukryta odpowiedź, czym jest koszt alternatywny. Inwestor nabywający obiekty na NYSE może spodziewać się wyższego wskaźnika div yield niż dla spółek krajowych notowanych na GPW. Jeśli do tego dodamy dewaluację kursu złotego względem dolara USA, to efekt końcowy będzie taki, że obiekty notowane na NYSE mogą przynieść wyższą stopę zwrotu niż obiekty notowane na GPW. A jakie należy dobrać obiekty, to już indywidualna decyzja każdego inwestora. Bo tak już jest, że jedni preferują blondynki, a inni brunetki. A o gustach nie należy dyskutować, wobec powyższego każdy kumać może, trochę lepiej lub trochę gorzej.

Andrzej Filipek

AF® Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi “rekomendacji” w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych lub ich emitentów (Dz.U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Zgodnie z powyższym autor nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszego komentarza.

Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki