Nie ma co owijać w bawełnę. Sytuacja jest poważna i wcale nie wygląda, aby zamierzała się poprawić. Kryzys finansowy rozpoczęty w segmencie ryzykownych kredytów hipotecznych wiosną wszedł w nową fazę. Teraz kwestionowana jest wiarygodność kredytowa kilku europejskich państw. Prędzej czy później niepewność zacznie dotyczyć także obligacji Japonii i Stanów Zjednoczonych. Tymczasem zabezpieczeniem płynności całego sektora bankowego są właśnie obligacje skarbowe krajów rozwiniętych. Istnieje więc poważne ryzyko, że bankructwo tylko jednego większego państwa doprowadzi do reakcji łańcuchowej, mogącej zniszczyć światowy system finansowy.
Chyba najlepszym odzwierciedleniem tych obaw są rosnące rynkowe stopy procentowe. Chociaż Rezerwa Federalna od blisko półtora roku utrzymuje praktycznie zerową stawkę, to trzymiesięczny Libor dla dolara zaczął rosnąć i wczoraj sięgnął poziomu 0,51%. To wciąż bardzo mało, ale zarazem najwięcej od lipca 2009 roku, co świadczy o niechęci banków do pożyczania sobie pieniędzy. Ostatni raz podobne objawy rynek międzybankowy zdradzał jesienią 2008 roku.
Według doniesień agencji Bloomberga w maju niemal zupełnie zamarł rynek obligacji korporacyjnych. Od początku miesiąca globalne korporacje wyemitowały papiery dłużne za 47 mld dolarów, co stanowi zaledwie jedną czwartą wyniku z kwietnia. Rośnie też żądana przez inwestorów premia za ryzyko. Różnica pomiędzy rentownością papierów korporacyjnych a obligacji skarbowych osiągnęła najwyższy poziom od października ’08.
Przed narastającym ryzykiem kredytowym ostrzegają też zwyżkujące notowania kontraktów CDS, niemal rekordowe ceny złota oraz najniższe w historii rentowności obligacji Niemiec. Sygnałem ostrzegawczym dla rynku akcji jest też najniższa od roku rentowność amerykańskich obligacji 10-letnich. Kapitał próbuje teraz szukać bezpieczeństwa, nie myśląc o śrubowaniu stóp zwrotu.
Tymczasem o godzinie 13:10 nastroje na najważniejszych giełdowych parkietach były po prostu fatalne. Giełdy w Londynie i Frankfurcie zniżkowały po 2,5%, a Paryż spadał o 3,2%. Kontrakty terminowe na indeks S&P500 były notowane o 2,5% poniżej poziomu z wczorajszego zamknięcia. Jeśli tak miałyby się otworzyć nowojorskie giełdy, to dno z lutego zostałoby przełamane z marszu, otwierając drogę do dalszych spadków.
K.K.
































































