2009-03-11 06:00 Źródło: Miesięcznik Bank
Kredytem w recesję!
Przedsiębiorstwa zostały zasilone w 2008 r. kredytami na ogólną kwotę 240 mld zł. Z tego około połowa może być, ale niekoniecznie będzie odnowiona. Nie wiadomo też, ile w tym roku zostanie zaciągniętych nowych, ale rząd i bank centralny mogą skutecznie wpłynąć na ożywienie akcji kredytowej.
W tym roku około połowa istniejących umów kredytowych z przedsiębiorstwami będzie automatycznie kontynuowana. Potrzebne będzie podjęcie decyzji kredytowych na około 120 mld zł w odniesieniu do kredytów podlegających odnawianiu. Do tego trzeba dodać jeszcze pewną pulę nowych kredytów. W sytuacji, kiedy oczekiwany wzrost gospodarczy ma wynieść ok. 0–2 proc., a inflacja średnioroczna ok. 2,5 procent, to żeby utrzymać zakładane tempo wzrostu PKB, potrzebny jest wzrost kredytów dla przedsiębiorstw o około 10 proc. W sumie pula tego typu decyzji kredytowych może, a nawet powinna zamknąć się kwotą ok. 140 mld zł. Żeby tak się stało, akcja kredytowa musi zostać utrzymana na satysfakcjonującym poziomie. Podobne liczby dotyczą także gospodarstw domowych.
Trzeba się liczyć z pogorszeniem
Niektóre przedsiębiorstwa osiągną gorsze wyniki od prognozowanych, więc ogólna pula przyznanych kredytów może być mniejsza. Gdyby tak się stało, oznaczałoby to poważne zacieśnienie polityki pieniężnej.
Doświadczenie Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych pokazuje, że system bankowy – podczas ogólnego wzrostu ryzyka – zaczyna się bronić. Dotyczy to także polskich banków, które już podwyższyły wymagania wobec klientów i zaczęły zwiększać marże. Tym samym działają i coraz bardziej mogą działać prorecesyjnie i w efekcie pogarszać sytuację przedsiębiorstw, od których przecież same zależą. W ten sposób koło nieszczęścia się zamknie: wzrośnie liczba złych kredytów dla firm oraz gospodarstw domowych.
Na razie jednak jest ich, w odniesieniu do przedsiębiorstw, ok. 6 proc. całego wolumenu, podczas gdy pięć lat temu było to blisko 30 proc. Należy przy tym zauważyć, że ogólna pula kredytów w relacji do PKB jest w Polsce jeszcze stosunkowo niewielka w porównaniu do rozwiniętych krajów Unii. Polska w rezultacie pozytywnie wyróżnia się na tle innych krajów europejskich, gdyż zagrożenie dla banków nie jest tak duże, jak w tych krajach. Także zyskowność polskich instytucji finansowych jest wyższa niż na zachodzie Europy, nie mówiąc o Stanach Zjednoczonych czy Japonii. Nie posiadają one też toksycznych aktywów. Banki w Polsce mogłyby być zatem bardziej skłonne do przyjmowania ryzyka. Można posłużyć się nieraz przywoływanym przykładem kredytu hipotecznego: w Polsce stanowi on ok. 12 proc. PKB, podczas gdy w krajach wysoko rozwiniętych, np. w USA i Wielkiej Brytanii – ok. 80 proc. PKB. Tym bardziej polskie banki mogłyby być odważniejsze w finansowaniu przedsiębiorstw i osób fizycznych. Nie bez podstaw przedsiębiorcy wyrażają obawy, że w Polsce może dojść do swego rodzaju credit crunch. Można jednak temu zapobiec. Jak? Jest wiele instrumentów albo niewykorzystanych, albo takich, które nie są właściwie ustawione. Duża część leży w gestii banku centralnego, ale część także i rządu.
Pod adresem NBP
Stopy bazowe banku centralnego są obecnie dużo wyższe, niż mogłyby być i przewidujemy, że będą obniżane. To jest znana sprawa. Powinny przy tym spadać stosunkowo szybko i mocno. Dotyczy to najbliższych kilku miesięcy. Sugerowałbym obniżanie nie do zera oczywiście, bo musi to być dobrze skorelowane z poziomem stóp w Europie, ale w kierunku 3 procent. Przy podejmowaniu przez Radę Polityki Pieniężnej decyzji o szybkości i głębokości obniżania stóp procentowych trzeba wziąć pod uwagę presję na dewaluację złotego. RPP nie może bowiem pozwolić na zbyt duże osłabienie naszej waluty. Samo w sobie jest ono już formą rozluźnienia polityki pieniężnej, stanowiąc substytut dla obniżania stóp procentowych. Zbyt duże osłabienie złotego byłoby szokiem procesyjnym dla sektora gospodarki uzależnionego od importu.
Trzeba jeszcze raz zwrócić na to uwagę, że rynkowe stopy procentowe tylko w ograniczonym zakresie reagują na zmiany stóp bazowych. Dlatego należy uruchomić nowe instrumenty:
● Obniżkę stopy rezerwy obowiązkowej NBP – stopa powinna być obniżona do poziomu obowiązującego w strefie euro, czyli z 3,5 na 2 proc. Dalsze opóźnienie w tej kwestii jest niewskazane.
● Obniżkę stopy depozytowej NBP. Niektóre banki wstrzymują się z finansowaniem przedsiębiorstw, woląc nadwyżki finansowe gromadzić w banku centralnym. Nie jest to może nadzwyczaj przychodowe, ale za to bezpieczne. Stopa ta powinna również zostać obniżona do zera. Nie ma bowiem dobrego powodu, żeby płacić bankom komercyjnym za przetrzymywanie środków w banku centralnym w okresie gospodarczego spowolnienia.
● Zmiany w operacjach otwartego rynku. Narodowy Bank Polski przyjmuje jako zabezpieczenie operacji płynnościowych z bankami komercyjnymi dług Polski denominowany w złotych, ale z powodów biurokratycznych nie akceptuje się obligacji rządowych denominowanych w euro! Warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, że Europejski Bank Centralny akceptuje jako zabezpieczenie swoich operacji płynnościowych tylko polski dług denominowany w euro (a nie złotowy). To dodatkowo zniechęca zagranicznych inwestorów do kupowania obligacji denominowanych w złotych, co niekorzystnie wpływa na kurs naszej waluty i rentowności papierów skarbowych, podrażając tym samym obsługę długu publicznego. Tą kwestią powinien się zainteresować minister finansów i Komitet Stabilności Finansowej.
● Po ostatnim umocnieniu USD warto też rozważyć zmianę struktury rezerw walutowych NBP na korzyść euro. Tym bardziej że dochodowość skarbowych papierów amerykańskich ostatnio bardzo spadła. W sytuacji gdy Amerykanie decydują się na wdrożenie wielobilionowych pakietów pomocowych w najbliższych latach może dojść do ponownego znaczącego obniżenia wartości dolara wobec euro. To przewalutowanie na euro już zresztą należało zrobić kilka lat temu, kiedy dolar był bardzo mocny. Teraz może być to jedna z ostatnich okazji. Tym bardziej że przy wchodzeniu do strefy euro, to właśnie rezerwy walutowe typu euro będą nam potrzebne
● W przypadku dalszego, silnego osłabienia złotego można rozważyć też sprzedaż części rezerw walutowych na rynku. To by pozwoliło na silniejsze zmniejszanie stóp procentowych.
Stanisław Gomułka
Autor był wykładowcą London School of Economics w latach 1970–2005,w latach 1989–2002 doradcą kolejnych ministrów finansów, w 2008 r. wiceministrem finansów, obecnie jest głównym ekonomistą Business Centre Club
Więcej w Miesięczniku Finansowym BANK
Zaprenumeruj BANK
W tym roku około połowa istniejących umów kredytowych z przedsiębiorstwami będzie automatycznie kontynuowana. Potrzebne będzie podjęcie decyzji kredytowych na około 120 mld zł w odniesieniu do kredytów podlegających odnawianiu. Do tego trzeba dodać jeszcze pewną pulę nowych kredytów. W sytuacji, kiedy oczekiwany wzrost gospodarczy ma wynieść ok. 0–2 proc., a inflacja średnioroczna ok. 2,5 procent, to żeby utrzymać zakładane tempo wzrostu PKB, potrzebny jest wzrost kredytów dla przedsiębiorstw o około 10 proc. W sumie pula tego typu decyzji kredytowych może, a nawet powinna zamknąć się kwotą ok. 140 mld zł. Żeby tak się stało, akcja kredytowa musi zostać utrzymana na satysfakcjonującym poziomie. Podobne liczby dotyczą także gospodarstw domowych.
Trzeba się liczyć z pogorszeniem
Niektóre przedsiębiorstwa osiągną gorsze wyniki od prognozowanych, więc ogólna pula przyznanych kredytów może być mniejsza. Gdyby tak się stało, oznaczałoby to poważne zacieśnienie polityki pieniężnej.
Doświadczenie Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych pokazuje, że system bankowy – podczas ogólnego wzrostu ryzyka – zaczyna się bronić. Dotyczy to także polskich banków, które już podwyższyły wymagania wobec klientów i zaczęły zwiększać marże. Tym samym działają i coraz bardziej mogą działać prorecesyjnie i w efekcie pogarszać sytuację przedsiębiorstw, od których przecież same zależą. W ten sposób koło nieszczęścia się zamknie: wzrośnie liczba złych kredytów dla firm oraz gospodarstw domowych.
Na razie jednak jest ich, w odniesieniu do przedsiębiorstw, ok. 6 proc. całego wolumenu, podczas gdy pięć lat temu było to blisko 30 proc. Należy przy tym zauważyć, że ogólna pula kredytów w relacji do PKB jest w Polsce jeszcze stosunkowo niewielka w porównaniu do rozwiniętych krajów Unii. Polska w rezultacie pozytywnie wyróżnia się na tle innych krajów europejskich, gdyż zagrożenie dla banków nie jest tak duże, jak w tych krajach. Także zyskowność polskich instytucji finansowych jest wyższa niż na zachodzie Europy, nie mówiąc o Stanach Zjednoczonych czy Japonii. Nie posiadają one też toksycznych aktywów. Banki w Polsce mogłyby być zatem bardziej skłonne do przyjmowania ryzyka. Można posłużyć się nieraz przywoływanym przykładem kredytu hipotecznego: w Polsce stanowi on ok. 12 proc. PKB, podczas gdy w krajach wysoko rozwiniętych, np. w USA i Wielkiej Brytanii – ok. 80 proc. PKB. Tym bardziej polskie banki mogłyby być odważniejsze w finansowaniu przedsiębiorstw i osób fizycznych. Nie bez podstaw przedsiębiorcy wyrażają obawy, że w Polsce może dojść do swego rodzaju credit crunch. Można jednak temu zapobiec. Jak? Jest wiele instrumentów albo niewykorzystanych, albo takich, które nie są właściwie ustawione. Duża część leży w gestii banku centralnego, ale część także i rządu.
Pod adresem NBP
Stopy bazowe banku centralnego są obecnie dużo wyższe, niż mogłyby być i przewidujemy, że będą obniżane. To jest znana sprawa. Powinny przy tym spadać stosunkowo szybko i mocno. Dotyczy to najbliższych kilku miesięcy. Sugerowałbym obniżanie nie do zera oczywiście, bo musi to być dobrze skorelowane z poziomem stóp w Europie, ale w kierunku 3 procent. Przy podejmowaniu przez Radę Polityki Pieniężnej decyzji o szybkości i głębokości obniżania stóp procentowych trzeba wziąć pod uwagę presję na dewaluację złotego. RPP nie może bowiem pozwolić na zbyt duże osłabienie naszej waluty. Samo w sobie jest ono już formą rozluźnienia polityki pieniężnej, stanowiąc substytut dla obniżania stóp procentowych. Zbyt duże osłabienie złotego byłoby szokiem procesyjnym dla sektora gospodarki uzależnionego od importu.
Trzeba jeszcze raz zwrócić na to uwagę, że rynkowe stopy procentowe tylko w ograniczonym zakresie reagują na zmiany stóp bazowych. Dlatego należy uruchomić nowe instrumenty:
● Obniżkę stopy rezerwy obowiązkowej NBP – stopa powinna być obniżona do poziomu obowiązującego w strefie euro, czyli z 3,5 na 2 proc. Dalsze opóźnienie w tej kwestii jest niewskazane.
● Obniżkę stopy depozytowej NBP. Niektóre banki wstrzymują się z finansowaniem przedsiębiorstw, woląc nadwyżki finansowe gromadzić w banku centralnym. Nie jest to może nadzwyczaj przychodowe, ale za to bezpieczne. Stopa ta powinna również zostać obniżona do zera. Nie ma bowiem dobrego powodu, żeby płacić bankom komercyjnym za przetrzymywanie środków w banku centralnym w okresie gospodarczego spowolnienia.
● Zmiany w operacjach otwartego rynku. Narodowy Bank Polski przyjmuje jako zabezpieczenie operacji płynnościowych z bankami komercyjnymi dług Polski denominowany w złotych, ale z powodów biurokratycznych nie akceptuje się obligacji rządowych denominowanych w euro! Warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, że Europejski Bank Centralny akceptuje jako zabezpieczenie swoich operacji płynnościowych tylko polski dług denominowany w euro (a nie złotowy). To dodatkowo zniechęca zagranicznych inwestorów do kupowania obligacji denominowanych w złotych, co niekorzystnie wpływa na kurs naszej waluty i rentowności papierów skarbowych, podrażając tym samym obsługę długu publicznego. Tą kwestią powinien się zainteresować minister finansów i Komitet Stabilności Finansowej.
● Po ostatnim umocnieniu USD warto też rozważyć zmianę struktury rezerw walutowych NBP na korzyść euro. Tym bardziej że dochodowość skarbowych papierów amerykańskich ostatnio bardzo spadła. W sytuacji gdy Amerykanie decydują się na wdrożenie wielobilionowych pakietów pomocowych w najbliższych latach może dojść do ponownego znaczącego obniżenia wartości dolara wobec euro. To przewalutowanie na euro już zresztą należało zrobić kilka lat temu, kiedy dolar był bardzo mocny. Teraz może być to jedna z ostatnich okazji. Tym bardziej że przy wchodzeniu do strefy euro, to właśnie rezerwy walutowe typu euro będą nam potrzebne
● W przypadku dalszego, silnego osłabienia złotego można rozważyć też sprzedaż części rezerw walutowych na rynku. To by pozwoliło na silniejsze zmniejszanie stóp procentowych.
Stanisław Gomułka
Autor był wykładowcą London School of Economics w latach 1970–2005,w latach 1989–2002 doradcą kolejnych ministrów finansów, w 2008 r. wiceministrem finansów, obecnie jest głównym ekonomistą Business Centre Club
Więcej w Miesięczniku Finansowym BANK
Zaprenumeruj BANK
- Kredytem w recesję! Autor: ~kaczy 2009-03-11 17:26
- Zmniejszyć rezerwy, czyli jeszcze więcej pustych papierków na rynek. Brawo.
- Kredytem w recesję! Autor: ~Observer 2009-03-11 13:01
- Dziś na forum bankowym ZBP Skrzypek powiedział, że banki maja doskonałą płynność, więc po co ja poprawiać? Z drugiej strony mówi on że "nie wyklucza" wprowadzenia nowych...wiec w sumie nie w (..)
- Kredytem w recesję! Autor: ~karp 2009-03-11 11:00
- tak to jest gdy niema lekarstwa na zmowe i pazernosc banków ....powolac do zycia bank krajowy czy panstwowy niech pozyczy na rozsądny procent czesc wolnych srodkow a nie jak to jest forsowane topic (..)
- Kredytem w recesję! Autor: ~Don 2009-03-11 08:42
- Czyli znowu propozycje probankowe??
Gorące tematy
Najnowsze
- 2012-05-29
-
- 12:14
- Małopolskie: Unijne dotacje dla wiejskich gmin z pow. dąbrowskiego [PAP]
- 12:04
- SLD apeluje o opóźnienie wprowadzenia programów lekowych [IAR]
- 12:03
- Mieszkańcy okolic Giżycka chcą odszkodowań za budowę wiatraków [PAP]
- 11:57
- Donald Tusk w Rzymie. Rozpoczął się polsko-włoski szczyt międzyrządowy [IAR]
- 11:56
- Kierowców czekają wyższe ceny OC [Bankier.pl]


Dodaj komentarz