

Premier Ewa Kopacz powiedziała, że w kwestii kredytów we frankach szwajcarskich nie jest zwolenniczką rozwiązań przyjętych przez Węgrów oraz że jest przeciwna dopłacaniu do kredytów frankowych z budżetu państwa.

"Nie jestem zwolenniczką rozwiązania węgierskiego, czyli ustawowego przewalutowania kredytów po sztywnym kursie" - powiedziała w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Kopacz.
"Sprawy frankowiczów nie odpuścimy. Kurs franka spadł, ale rzecz nie jest zamknięta (...). Nie jestem za dopłacaniem do kredytów z budżetu" - dodała.
W listopadzie parlament węgierski przyjął ustawę, zgodnie z którą wszystkie kredyty hipoteczne we frankach, euro i jenach zostały automatycznie zamienione na kredyty w forintach. W niektórych przypadkach można było się ubiegać o pozostawienie kredytu w dewizach, ale zdecydowaną większość pożyczek przewalutowano.

Zgodnie z porozumieniem zawartym pomiędzy bankami a ekipą premiera Victora Orbana, kurs konwersji za franka wyniósł 256 forintów i 309 forintów za euro (był to kurs z 7 listopada).
Pomożecie? Pomożemy!
Historia kredytów denominowanych zatoczyła kolejny raz koło. W tym miejscu można byłoby wkleić tekst "Kredyt walutowy: nie dziękuję!" i zakończyć komentarz. Ale sprawa kredytów walutowych, a raczej kredytów denominowanych i indeksowanych do waluty, nie skończyła się ani po roku 2002, ani też w 2006, gdy nadzór finansowy próbował wprowadzić rekomendację S zakazującą takich kredytów.
W tamtym czasie skończyło się głośnym larum bankowców, klientów i polityków, którzy nie słuchając ekonomistów, nie godzili się na takie ograniczanie swobód Polaków. Dostęp do gry na foreksie całym swoim majątkiem już wtedy stał się synonimem wolności finansowej Polaków.
nik/ pel/
































































