Prognozy ekspertów są jednak rozbieżne. Powód jest prosty: tak naprawdę nikt wciąż nie zna wpływu globalnego kryzysu na polską gospodarkę. Analitycy DM IDM oceniają, że jeśli polski PKB będzie w latach 2009 – 2010 rósł w tempie ok. 3 proc., to akcje już dziś są dobrą inwestycją. Jeżeli jednak będzie on niższy o 1 pkt proc. lub więcej, od akcji lepiej trzymać się z daleka. – Twarde prognozy będzie można zacząć stawiać w pierwszym lub drugim kwartale. Wtedy tak naprawdę okaże się, jak głęboka jest recesja w strefie euro i jak silne spowolnienie w Polsce – mówi Marcin Kiepas, analityk X-Trade Brokers. On sam prognozuje, że pierwsza połowa roku może być dla giełdy stosunkowo dobra. – WIG20 może powrócić powyżej 2000 pkt. Inwestorzy będą zapewne liczyć na to, że to, co najgorsze, jest już uwzględnione w cenach – uważa.
Tak naprawdę analitycy pewni są tylko jednego – niepewność nas nie opuści. – To będzie kolejny nerwowy rok. Znowu będziemy mieli sporą liczbę słabych danych makro, a na GPW obserwować będziemy stosunkowo niskie obroty. Na trwałe w górę raczej nic nas nie wyciągnie. WIG20 powinien pozostać w przedziale 1500 – 2200 pkt. Nowego dna bessy się nie spodziewam, choć zaznaczam, że jest to scenariusz optymistyczny – uważa Mirosław Saj, analityk DnB Nord. Tym, którzy już dziś patrząc na spadające indeksy, widzą dobrą okazję do zarobku, przedstawiciele Quercus TFI radzą się wstrzymać jeszcze z zakupami. Zwracają uwagę nie tylko na słabe dane makro, ale także na spowodowane kryzysem gorsze wyniki finansowe spółek. Według ekspertów Quercusa najbliższe miesiące to wciąż hossa na rynku obligacji i bessa, jeśli chodzi o akcje. Inwestorzy muszą pamiętać, że choć w 2008 r. ich aktywa znacznie się zmniejszyły, to warszawska giełda w zestawieniu z innymi parkietami regionu wypada nieco lepiej, a już w porównaniu z rosyjską, której notowania spadły o ponad 70 proc., jest niemal oazą spokoju.
Marcin Tarczyński Dziennik Finansowy
To będzie nerwowy rok
Alfred Adamiec - główny ekonomista Noble Banku: Światowy kryzys powinien spowodować w Polsce spowolnienie dość głębokie, ale krótkotrwałe. Najgorsza będzie pierwsza połowa roku. Być może wzrost naszego PKB otrze się nawet o zero. Później sytuacja się poprawi. Już w IV kwartale mogą się pojawić na giełdzie poważniejsze wzrosty. W sumie powinien być to rok wzrostowy, ale jednocześnie bardzo nerwowy. Na parkietach wciąż obserwować będziemy dużą zmienność. W najbardziej prawdopodobnym scenariuszu, jaki zakładam, WIG20 powinien osiągnąć poziom około 2200 punktów, a WIG 32 – 33 tys. punktów. Siłą napędową dla warszawskiej giełdy nie będą w pierwszej kolejności OFE, ale raczej inwestorzy zagraniczni. Można powiedzieć, że 2009 r. będzie łącznikiem między bessą a początkiem trwałych wzrostów.
Próba dla małych firm
Roland Paszkiewicz - dyrektor ds. analiz CDM Pekao: Nie jestem niestety optymistą, jeśli chodzi o ten rok. Jego początek będzie dla giełdy raczej słaby. Wciąż dominować będzie nerwowość i niepewność. „Efektu stycznia” raczej się nie spodziewajmy – każdy będzie się bał wyjść przed szereg. Nie zdziwiłbym się, jeśli któraś z mniejszych spółek będzie zmuszona ogłosić bankructwo. Możliwe jest powstanie tzw. giełdy dwóch prędkości – firm dużych, które wyjdą z kryzysu szybciej, oraz spółek małych, których kursy jeszcze długo będą kulały. Jeśli chodzi o indeksy małych firm, to dno jest jeszcze przed nami. Natomiast indeks WIG20 może ponownie testować poziomy z dna bessy, czyli ok. 1500 pkt. Jednak nawet jeśli dno zostanie w tym roku przebite, to nie będzie to pogłębienie znaczące.
Ceny jeszcze spadną
Marek Rogalski - główny analityk FIT DM: Spodziewam się pogłębienia bessy. Właściwe dno powinniśmy osiągnąć mniej więcej w połowie roku. Zakładam, że będzie ono poniżej 1400 pkt. Niestety, istnieje także ryzyko, że indeks zanotuje spadki nawet do ok. 1000 pkt. Jeżeli jednak ktoś zdecycyduje się na kupno akcji na przełomie wiosny i lata, to do końca roku powinien wyjść na plus. Trzeba także pamiętać, że za kilka miesięcy realne stopy procentowe za oceanem osiągną poziom zerowy. A wtedy inwestycje w obligacje staną się zupełnie bezcelowe. Inwestorzy spojrzą wówczas znowu łaskawszym okiem na akcje, które już dziś są relatywnie tanie. By jednak w Polsce można było mówić o trwałych wzrostach, do działania muszą przystąpić fundusze inwestycyjne. A to nie stanie się z dnia na dzień. Na to potrzeba miesięcy.
Więcej na ten temat






























































