2005-10-31 06:32 Źródło: Nowy Przemysł
IT i telekomunikacja potrafią docenić strategiczne położenie Polski
Polska zaczyna wykorzystywać swoje położenie między rynkami Wschodu i Zachodu, co dobrze widać na przykładzie branży telekomunikacyjnej i IT. W naszym kraju jak grzyby po deszczu powstają centra usług największych potentatów międzynarodowych, na rynek wchodzą prężnie działające koncerny azjatyckie, a polscy gracze coraz chętniej zerkają na możliwość inwestycji za wschodnią granicą.
Zachód stawia na BPO
Podczas gdy azjatyckie koncerny wolą raczej budować u nas fabryki produkcyjne, zachodnie firmy z sektora nowych technologii interesują się uruchamianiem w Polsce centrów usług i obiektów laboratoryjno-badawczych. Czyżby przedsiębiorcy z zachodu Europy i Stanów Zjednoczonych wreszcie docenili walory intelektualne naszych pracowników i kadry naukowej?
Przemawiałaby za tym właśnie tendencja do lokalizowania w Polsce placówek zajmujących się działalnością nie związaną bezpośrednio z core bussinesem. Takie koncernu jak IBM, Motorola czy HP już postawiły na kwalifikacje naszych rodzimych pracowników. Ponadto w Polsce swoje centra finansowo-księgowe posiadają Philips, Accenture, General Electric, Cap Gemini, Lufthansa, Thomson, Citigroup, a centra badawcze uruchomiły chociażby Intel, Lucent Technologies, Oracle, ABB, Delphi, Siemens.
- Naszym atutem jest duży potencjał rynku pracy i znaczna ilość młodych ludzi z wyższym wykształceniem - uważa Magdalena Wolicka, menedżer w dziale podatkowym Ernst & Young. - To także relatywnie niższe koszty pracy i inwestycji, na co składają się wydatki związane z wynajmem powierzchni biurowej, usług zewnętrznych, itp. Niewątpliwie wejście do Unii Europejskiej przyczyniło się też do poprawienia klimatu inwestycyjnego, co powoli przynosi dostrzegalne skutki, jak otwarcie centrum BPO przez Ahold czy IBM.
Inwestycje w Business Process Offshoring (BPO), czyli wydzielanie i przenoszenie nieprodukcyjnych funkcji firm za granicę, staje się więc powoli cechą charakterystyczną obecności inwestorów zagranicznych w Polsce. Nasz kraj już teraz postrzegany jest także jako najatrakcyjniejsza lokalizacja dla call centers w Europie Środkowej i Wschodniej. Niskie koszty pracy, bliskość do central zagranicznych koncernów oraz dobra znajomość języków obcych (co w obsłudze klienta ma duże znaczenie) powoduje, że zagraniczne firmy coraz chętniej decydują się lokalizację tego typu usług właśnie w naszym kraju.
Oprócz wymienionych już zalet, w naszym kraju (a przynajmniej w jego większych aglomeracjach) funkcjonuje stosunkowo dobrze rozwinięta infrastruktura telekomunikacyjna, która jest niezbędna przy tego typu działalności. Doskonale widać to na przykładzie Krakowa, który staje się krajowym centrum BPO. W mieście możliwe jest uzyskanie szerokopasmowego dostępu do Internetu za pośrednictwem wielu firm (nie tylko Telekomunikacji Polskiej), tu mają swoją siedzibę dwa czołowe polskie portale internetowe Onet i Interia. Nie ma również kłopotów ze skorzystaniem z usług sieciowych providerów. Efekty są doskonale widoczne - w trakcie realizacji są dwie duże inwestycje, które mają stworzyć prawie tysiąc miejsc pracy.
Na naszą atrakcyjność wpłynie dodatkowo tegoroczna decyzja Rady Ministrów w sprawie umożliwienia lokowania centrów usługowych w dwunastu Specjalnych Strefach Ekonomicznych. Oznacza to, że centra finansowo-księgowe, badawcze, teleinformatyczne, call center świadczących usługi na zasadzie outsourcingu mogą liczyć na objęcie pomocą publiczną.
Wschód woli produkcję
Odwrotną zależność można zauważyć w wypadku inwestorów z Azji, którzy raczej stawiają na tanią polską siłę roboczą i bliskość do zachodnich rynków zbytu. Działalność naukowo-badawczą i obsługę produkcji dalekowschodni potentaci pozostawiają swoim specjalistom w krajach rodzinnych, u nas lokując zakłady produkcyjne. Przykładem może być ostatnia decyzja koreańskiego koncernu LG, który wybuduje fabrykę monitorów ciekłokrystalicznych w podwrocławskich Kobierzycach. Ale to również hinduski Videocon, który przejął zakład produkcji telewizorów Thomsona w podwarszawskim Piasecznie. Nie należy zapominać także o rozpoczęciu działalności w Polsce przez chińskiego potentata na rynku komputerów, firmę Lenovo, która przejęła od IBM dział komputerów osobistych. To tylko najświeższe przykłady, ale potwierdzające, że nasz kraj stał się doskonałym miejscem jako przyczółek dla ekspansji dalekowschodnich koncernów na rynki europejskie.
Co widzą ci inwestorzy w Polsce, dlaczego decydują się na inwestycje w zakłady produkcyjne? Naszym decydującym atutem nie może przecież być tania siła robocza, trudno bowiem przelicytować w tej kwestii kraje azjatyckie. Tym bardziej że polski robotnik coraz bardziej się ceni, a koszty jego utrzymania wzrastają.
Na pewno za lokalizacją zakładów produkcyjnych u nas przemawia geografia. Leżymy na przecięciu szlaków komunikacyjnych między Wschodem i Zachodem oraz północą a południem. Jesteśmy więc naturalnym punktem wypadowym dla koncernów azjatyckich. Posiadamy także dobrze przygotowaną kadrę.
Wydaje się też, że Azjaci dostrzegli w Polakach sumienność i zaangażowanie w wypełnianiu obowiązków, cechy szczególnie im bliskie, a jeszcze kilkanaście lat temu zupełnie obce zatrudnionym w realiach gospodarki centralnie planowanej. Jednak tych kilkanaście lat kapitalizmu wymusiło diametralną zmianę podejścia Polaków do pracy, co przynosi skutki - dobra opinia o polskich pracownikach przekazywana jest kolejnym inwestorom. Poza tym nam się po prostu jeszcze chce pracować, zdobywać nowe umiejętności, szczeble kariery. Mimo 15 lat urynkowienia, nie posmakowaliśmy wystarczająco konsumpcji, nadal chcemy zarabiać, by móc wydawać. Nie bez znaczenia jest więc spora siła nabywcza naszego społeczeństwa, wynikająca m.in. z wielkości kraju. Jednak w wypadku produkcji towarów z sektora nowych technologii, inwestorzy zagraniczni liczą raczej na odbiorców zewnętrznych, większość produkcji powstającej w Polsce kierując na eksport. Co też jest naszym atutem - relacja kosztów wytwarzania do zysków ze sprzedaży za granicę jest w ostatnim czasie naprawdę korzystna. Stąd w czołówce eksporterów znajdują się przeważnie oddziały koncernów zagranicznych, a takie firmy jak LG (fabryka w Mławie) gros towarów kierują na eksport.
A Polska ma hossę...
Konkurencja ze strony azjatyckich i zachodnioeuropejskich gigantów oraz dobra koniunktura na rynku polskim (wzrost gospodarczy) sprawiają z kolei, że polskie firmy z sektora teleinformatycznego coraz chętniej rozważają możliwość zaistnienia w krajach za naszą wschodnią i południową granicą. Dla przykładu od przyszłego roku krakowski Comarch zamierza sprzedawać u naszych sąsiadów systemy ERP. Na celownik w pierwszym etapie wzięte zostały Ukraina, Czechy i Słowacja. Oferta ma być kierowana zarówno do rodzimych firm, jak i polskich przedsiębiorstw działających na tamtejszych rynkach.
- Już teraz jesteśmy obecni w praktycznie całej Europie Wschodniej - mówi Grzegorz Błażewicz, dyrektor marketingu & PR Comarch.
Z usług krakowskiej firmy skorzysta np. Fozzy Group, zarządzająca największą siecią handlową na Ukrainie. W ramach kontraktu Comarch wdroży system do elektronicznej wymiany dokumentów.
Silnie na rynkach wschodnich swoją działalność akcentuje drugi ze znaczących polskich podmiotów - Computerland. Firma obecna jest szczególnie w Rosji, gdzie uczestniczy w informatyzacji tamtejszego sektora bankowego, a jeszcze w tym roku planuje podpisać kontrakt z jednym z największych banków rosyjskich. Obecność spółki na tamtejszych rynkach jest na tyle mocna, że planuje zakupy kilku rosyjskich i ukraińskich podmiotów.
Na Wschodzie prężnie działa też firma IFS, która wyrobiła sobie markę jednego z czołowych dostawców rozwiązań wspomagających zarządzanie. Na Ukrainie IFS obsługuje potentata farmaceutycznego Kievmedpreparat, a w Rosji m.in. FSK EES, rosyjską sieć elektroenergetyczną oraz Novokuznetsk - największą oczyszczalnię ścieków na Syberii.
- Mamy już spore doświadczenie w prowadzeniu biznesu na terenie Europy Środkowej i Wschodniej, a w całym regionie obsługujemy ponad 200 klientów różnych branż - mówi Piotr Kozłowski, prezes IFS na Europę Środkowowschodnią. - Firmy decydujące się na inwestowanie w tej części świata muszą wkalkulować różnego rodzaju ryzyka w swoją działalność, wśród nich jest również ryzyko polityczne. Na chwilę obecną jest ono jednak na poziomie akceptowalnym przez naszą firmę.
Za wejściem polskich firm na wschodnie rynki teleinformatyczne przemawia przede wszystkim ich wielkość oraz „dziewiczość”; są one po prostu opóźnione w stosunku do aktualnej sytuacji np. w Polsce. Dzięki temu, produkty i usługi, które zostały przetestowane na rynkach europejskich, znajdują wciąż popyt na Wschodzie. Tak jest chociażby z biznesem internetowym i telefonią komórkową.
Na Ukrainie poszukiwani są chociażby polscy specjaliści, którzy przed kilkoma laty brali udział w tworzeniu rodzimych portali internetowych. Nadal jednak biznes na Wschodzie obarczony jest dużym ryzykiem, związanym z niestabilnością polityczną. Również przeszkodą jest tamtejsza biurokracja, która skutecznie utrudnia działalność i drenuje portfele wymuszając łapówki. Biurokratyczny dyktat idzie w parze z zagmatwanym i niestabilnym prawem. Na Ukrainie wciąż natomiast polscy inwestorzy mogą liczyć na tańszą siłę roboczą niż w kraju, co niestety skończyło się już jeżeli chodzi o rynek rosyjski.
Jarosław Maślanek
Zachód stawia na BPO
Podczas gdy azjatyckie koncerny wolą raczej budować u nas fabryki produkcyjne, zachodnie firmy z sektora nowych technologii interesują się uruchamianiem w Polsce centrów usług i obiektów laboratoryjno-badawczych. Czyżby przedsiębiorcy z zachodu Europy i Stanów Zjednoczonych wreszcie docenili walory intelektualne naszych pracowników i kadry naukowej?
Przemawiałaby za tym właśnie tendencja do lokalizowania w Polsce placówek zajmujących się działalnością nie związaną bezpośrednio z core bussinesem. Takie koncernu jak IBM, Motorola czy HP już postawiły na kwalifikacje naszych rodzimych pracowników. Ponadto w Polsce swoje centra finansowo-księgowe posiadają Philips, Accenture, General Electric, Cap Gemini, Lufthansa, Thomson, Citigroup, a centra badawcze uruchomiły chociażby Intel, Lucent Technologies, Oracle, ABB, Delphi, Siemens.
- Naszym atutem jest duży potencjał rynku pracy i znaczna ilość młodych ludzi z wyższym wykształceniem - uważa Magdalena Wolicka, menedżer w dziale podatkowym Ernst & Young. - To także relatywnie niższe koszty pracy i inwestycji, na co składają się wydatki związane z wynajmem powierzchni biurowej, usług zewnętrznych, itp. Niewątpliwie wejście do Unii Europejskiej przyczyniło się też do poprawienia klimatu inwestycyjnego, co powoli przynosi dostrzegalne skutki, jak otwarcie centrum BPO przez Ahold czy IBM.
Inwestycje w Business Process Offshoring (BPO), czyli wydzielanie i przenoszenie nieprodukcyjnych funkcji firm za granicę, staje się więc powoli cechą charakterystyczną obecności inwestorów zagranicznych w Polsce. Nasz kraj już teraz postrzegany jest także jako najatrakcyjniejsza lokalizacja dla call centers w Europie Środkowej i Wschodniej. Niskie koszty pracy, bliskość do central zagranicznych koncernów oraz dobra znajomość języków obcych (co w obsłudze klienta ma duże znaczenie) powoduje, że zagraniczne firmy coraz chętniej decydują się lokalizację tego typu usług właśnie w naszym kraju.
Oprócz wymienionych już zalet, w naszym kraju (a przynajmniej w jego większych aglomeracjach) funkcjonuje stosunkowo dobrze rozwinięta infrastruktura telekomunikacyjna, która jest niezbędna przy tego typu działalności. Doskonale widać to na przykładzie Krakowa, który staje się krajowym centrum BPO. W mieście możliwe jest uzyskanie szerokopasmowego dostępu do Internetu za pośrednictwem wielu firm (nie tylko Telekomunikacji Polskiej), tu mają swoją siedzibę dwa czołowe polskie portale internetowe Onet i Interia. Nie ma również kłopotów ze skorzystaniem z usług sieciowych providerów. Efekty są doskonale widoczne - w trakcie realizacji są dwie duże inwestycje, które mają stworzyć prawie tysiąc miejsc pracy.
Na naszą atrakcyjność wpłynie dodatkowo tegoroczna decyzja Rady Ministrów w sprawie umożliwienia lokowania centrów usługowych w dwunastu Specjalnych Strefach Ekonomicznych. Oznacza to, że centra finansowo-księgowe, badawcze, teleinformatyczne, call center świadczących usługi na zasadzie outsourcingu mogą liczyć na objęcie pomocą publiczną.
Wschód woli produkcję
Odwrotną zależność można zauważyć w wypadku inwestorów z Azji, którzy raczej stawiają na tanią polską siłę roboczą i bliskość do zachodnich rynków zbytu. Działalność naukowo-badawczą i obsługę produkcji dalekowschodni potentaci pozostawiają swoim specjalistom w krajach rodzinnych, u nas lokując zakłady produkcyjne. Przykładem może być ostatnia decyzja koreańskiego koncernu LG, który wybuduje fabrykę monitorów ciekłokrystalicznych w podwrocławskich Kobierzycach. Ale to również hinduski Videocon, który przejął zakład produkcji telewizorów Thomsona w podwarszawskim Piasecznie. Nie należy zapominać także o rozpoczęciu działalności w Polsce przez chińskiego potentata na rynku komputerów, firmę Lenovo, która przejęła od IBM dział komputerów osobistych. To tylko najświeższe przykłady, ale potwierdzające, że nasz kraj stał się doskonałym miejscem jako przyczółek dla ekspansji dalekowschodnich koncernów na rynki europejskie.
Co widzą ci inwestorzy w Polsce, dlaczego decydują się na inwestycje w zakłady produkcyjne? Naszym decydującym atutem nie może przecież być tania siła robocza, trudno bowiem przelicytować w tej kwestii kraje azjatyckie. Tym bardziej że polski robotnik coraz bardziej się ceni, a koszty jego utrzymania wzrastają.
Na pewno za lokalizacją zakładów produkcyjnych u nas przemawia geografia. Leżymy na przecięciu szlaków komunikacyjnych między Wschodem i Zachodem oraz północą a południem. Jesteśmy więc naturalnym punktem wypadowym dla koncernów azjatyckich. Posiadamy także dobrze przygotowaną kadrę.
Wydaje się też, że Azjaci dostrzegli w Polakach sumienność i zaangażowanie w wypełnianiu obowiązków, cechy szczególnie im bliskie, a jeszcze kilkanaście lat temu zupełnie obce zatrudnionym w realiach gospodarki centralnie planowanej. Jednak tych kilkanaście lat kapitalizmu wymusiło diametralną zmianę podejścia Polaków do pracy, co przynosi skutki - dobra opinia o polskich pracownikach przekazywana jest kolejnym inwestorom. Poza tym nam się po prostu jeszcze chce pracować, zdobywać nowe umiejętności, szczeble kariery. Mimo 15 lat urynkowienia, nie posmakowaliśmy wystarczająco konsumpcji, nadal chcemy zarabiać, by móc wydawać. Nie bez znaczenia jest więc spora siła nabywcza naszego społeczeństwa, wynikająca m.in. z wielkości kraju. Jednak w wypadku produkcji towarów z sektora nowych technologii, inwestorzy zagraniczni liczą raczej na odbiorców zewnętrznych, większość produkcji powstającej w Polsce kierując na eksport. Co też jest naszym atutem - relacja kosztów wytwarzania do zysków ze sprzedaży za granicę jest w ostatnim czasie naprawdę korzystna. Stąd w czołówce eksporterów znajdują się przeważnie oddziały koncernów zagranicznych, a takie firmy jak LG (fabryka w Mławie) gros towarów kierują na eksport.
A Polska ma hossę...
Konkurencja ze strony azjatyckich i zachodnioeuropejskich gigantów oraz dobra koniunktura na rynku polskim (wzrost gospodarczy) sprawiają z kolei, że polskie firmy z sektora teleinformatycznego coraz chętniej rozważają możliwość zaistnienia w krajach za naszą wschodnią i południową granicą. Dla przykładu od przyszłego roku krakowski Comarch zamierza sprzedawać u naszych sąsiadów systemy ERP. Na celownik w pierwszym etapie wzięte zostały Ukraina, Czechy i Słowacja. Oferta ma być kierowana zarówno do rodzimych firm, jak i polskich przedsiębiorstw działających na tamtejszych rynkach.
- Już teraz jesteśmy obecni w praktycznie całej Europie Wschodniej - mówi Grzegorz Błażewicz, dyrektor marketingu & PR Comarch.
Z usług krakowskiej firmy skorzysta np. Fozzy Group, zarządzająca największą siecią handlową na Ukrainie. W ramach kontraktu Comarch wdroży system do elektronicznej wymiany dokumentów.
Silnie na rynkach wschodnich swoją działalność akcentuje drugi ze znaczących polskich podmiotów - Computerland. Firma obecna jest szczególnie w Rosji, gdzie uczestniczy w informatyzacji tamtejszego sektora bankowego, a jeszcze w tym roku planuje podpisać kontrakt z jednym z największych banków rosyjskich. Obecność spółki na tamtejszych rynkach jest na tyle mocna, że planuje zakupy kilku rosyjskich i ukraińskich podmiotów.
Na Wschodzie prężnie działa też firma IFS, która wyrobiła sobie markę jednego z czołowych dostawców rozwiązań wspomagających zarządzanie. Na Ukrainie IFS obsługuje potentata farmaceutycznego Kievmedpreparat, a w Rosji m.in. FSK EES, rosyjską sieć elektroenergetyczną oraz Novokuznetsk - największą oczyszczalnię ścieków na Syberii.
- Mamy już spore doświadczenie w prowadzeniu biznesu na terenie Europy Środkowej i Wschodniej, a w całym regionie obsługujemy ponad 200 klientów różnych branż - mówi Piotr Kozłowski, prezes IFS na Europę Środkowowschodnią. - Firmy decydujące się na inwestowanie w tej części świata muszą wkalkulować różnego rodzaju ryzyka w swoją działalność, wśród nich jest również ryzyko polityczne. Na chwilę obecną jest ono jednak na poziomie akceptowalnym przez naszą firmę.
Za wejściem polskich firm na wschodnie rynki teleinformatyczne przemawia przede wszystkim ich wielkość oraz „dziewiczość”; są one po prostu opóźnione w stosunku do aktualnej sytuacji np. w Polsce. Dzięki temu, produkty i usługi, które zostały przetestowane na rynkach europejskich, znajdują wciąż popyt na Wschodzie. Tak jest chociażby z biznesem internetowym i telefonią komórkową.
Na Ukrainie poszukiwani są chociażby polscy specjaliści, którzy przed kilkoma laty brali udział w tworzeniu rodzimych portali internetowych. Nadal jednak biznes na Wschodzie obarczony jest dużym ryzykiem, związanym z niestabilnością polityczną. Również przeszkodą jest tamtejsza biurokracja, która skutecznie utrudnia działalność i drenuje portfele wymuszając łapówki. Biurokratyczny dyktat idzie w parze z zagmatwanym i niestabilnym prawem. Na Ukrainie wciąż natomiast polscy inwestorzy mogą liczyć na tańszą siłę roboczą niż w kraju, co niestety skończyło się już jeżeli chodzi o rynek rosyjski.
Jarosław Maślanek


Dodaj komentarz