„Banki centralne samotnie nie są w stanie rozwiązać problemów gospodarczych świata” – zaczął swe wystąpienie Ben Bernanke, po czym dokonał oceny stanu amerykańskiej gospodarki. W tym fragmencie nie padło żadne odkrywcze zdanie. Urzędowy optymizm mieszał się z rozczarowaniem słabym wzrostem gospodarczym i niechęcią konsumentów do wydawania pieniędzy. Padły znane już frazy o „bardziej umiarkowanym” tempie wzrostu gospodarczego i niechęci pracodawców do zatrudniania ludzi.
„Komitet jest gotowy do dodatkowego złagodzenia polityki monetarnej, gdyby perspektywy gospodarcze uległy znaczącemu pogorszeniu” – powiedział szef Fed-u, co było dziś kluczowym wydarzeniem na rynkach finansowych. Bernanke powtórzył, że perspektywy dla gospodarki USA pozostają niepewne i bardziej koncentrował się na środkach stymulujących wzrost aktywności gospodarczej niż na tzw. strategii wyjścia ze skrajnie ekspansywnej polityki pieniężnej.
Dla inwestora oznacza to tyle, że Rezerwa Federalna pod kierownictwem Bena „Helikoptera” Bernanke znów jest gotowa zbombardować rynek setkami miliardów świeżo wydrukowanych dolarów. Bernanke dał jasno do zrozumienia, że nie zawaha się uruchomić prasy drukarskiej, jeśli tylko gospodarka zacznie objawiać tendencje recesyjne lub deflacyjne.
To zaś wzbudziło nadzieje na inflacyjną hossę cen akcji. Ta wypowiedź zatrzymała spadki wywołane negatywnymi informacjami z gospodarki. Piątek był bowiem dniem rewizji. W dół zweryfikowano sierpniowy odczyt indeksu nastrojów konsumenckich oraz dynamikę PKB za drugi kwartał. Co prawda w tym drugim przypadku wynik był lepszy od oczekiwań (1,6% wobec prognozowanych 1,4%), ale wyraźnie słabszy od danych pierwotnych (2,4%) oraz rezultatu z pierwszego kwartału (3,7%).
Wiosną amerykańska gospodarka rosła w tempie 0,4% kdk oraz 3% rdr. Ale po wyeliminowaniu cyklicznego wzrostu zapasów i wzrostu wydatków rządowych kwartalna dynamika wzrostu spadłaby w okolice zera. Nie do utrzymania jest też dynamiczny wzrost inwestycji, zwłaszcza w stymulowanym do niedawna przez ulgi podatkowe sektorze nieruchomości.
Mimo wszystko piątkowa sesja pozwoliła znacząco zniwelować straty z początku tygodnia, a główne indeksy nieco oddaliły się od kluczowych wsparć. Silnie odreagował też rynek długu, gdzie wyprzedawano obligacje skarbowe. Rentowność papierów 10-letnich podskoczyła aż o 17 punktów bazowych, odbijając się z najniższego poziomu od marca 2009 roku. Aż o 3,2% zdrożała też ropa naftowa, przewodząca zwyżkom na rynkach surowcowych.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl






























































