REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Gwiazdkowe życzenia w tym roku się nie spełnią?

2008-12-31 06:00
publikacja
2008-12-31 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Rok 2008 był przełomowy. Był to rok rządów nowej koalicji, rok światowego kryzysu finansowego, rok całkiem niezły, jeśli chodzi o rozwój polskiej gospodarki i dochody ludności, konsumpcję, czy napływ inwestycji do Polski. Ale też rok wyraźnych już sygnałów niepokojących, ewidentnych symptomów kryzysu, które w nadchodzącym 2009 r. ujawnią się z całą siłą. Ryzyko bardzo przykrych niespodzianek w naszej gospodarce jest więc coraz większe.

Kryzysu nie należy lekceważyć. Dotknie on wielu gospodarek, w tym również Polski. To niestety prawda, że we współczesnym świecie autorytet i popularność zyskują nie ci, których prognozy okazały się najbardziej trafne, ale ci najczęściej pokazywani w telewizji. Media czynią z nich ekonomiczne wyrocznie, choć rzeczywistość gospodarcza jest zaprzeczeniem głoszonych przez nich prawd. Dziś nawet prof. Leszek Balcerowicz przyznaje, że Polskę czeka trudny rok, choć niedawno przekonywał, że żadnego kryzysu w Polsce nie będzie.

Potrzebna roztropność

v Zamiast zwykłej racjonalności, roztropności, uczciwości sądów czy umiejętności wyczuwania zagrożeń i cywilnej odwagi w głoszeniu sądów, zwłaszcza niepopularnych, bardziej liczy się oglądalność, dyspozycyjność, nonszalancja i tupet w wygłaszaniu poglądów. Nic zatem dziwnego, że skala i tempo rozwoju kryzysu finansowego i ekonomicznego w Polsce, zaskoczyły większość. Jeszcze kilka miesięcy temu pojawiały się opinie, że należy kupować akcje na GPW, bo tańsze już nie będą, a były, są i będą.

Ulubieńcy mediów

Wmawiano społeczeństwu, że złoty to najsilniejsza waluta świata i będzie rosnąć w siłę w nieskończoność. Pamiętamy zapewnienia, że wystarczy wprowadzić podatek liniowy i zapowiedzieć wprowadzenie euro i gospodarka z dnia na dzień rozkwitnie, że dzięki sprywatyzowaniu sektora energetycznego, ceny energii spadną. Pamiętamy zapewnienia, że wystarczy systematycznie podnosić stopy procentowe, a gospodarka i finanse w Polsce będą pod kontrolą, PKB będzie rosnąć. Tymczasem kraje nadbałtyckie z podatkiem liniowym i walutami powiązanymi z euro, z całkowicie sprywatyzowanym sektorem bankowym stoją dziś na krawędzi bankructwa i proszą międzynarodowe instytucje finansowe o pomoc.

Drżą ze strachu

Czy tego typu zapowiedzi to tylko brak profesjonalizmu, czy bardziej niechęć do mówienia gorzkiej prawdy? Szefowie dużych spółek giełdowych, w tym deweloperskich, jeszcze niedawno byli pewni co najmniej dwucyfrowego zysku w 2008 r. i kilkuletniej koniunktury mieszkaniowej. Dziś stoją na krawędzi bankructwa i drżą ze strachu na myśl o skali ograniczeń produkcji, zwolnień grupowych, spadku zamówień eksportowych. Polski eksport w grudniu praktycznie się załamał. Motoryzacja, chemia, hutnictwo, przemysł meblarski, nie mają co liczyć na poprawę sytuacji i wcześniej czy później zwrócą się do rządu o pomoc.

Nie przewidziano

Nikt jakoś nie przewidział pod koniec 2007 r., że niecały rok później będzie można kupić w USA dom w cenie polskiego mieszania, albo że Polska pożyczy bogatym Irlandczykom 200 mln USD, że baryłka ropy będzie kosztować 40 USD a nie 140 USD, a stopy procentowe będą wynosić 0,5 proc. i w tym czasie w Polsce 5,75 proc. Były jednak też rzeczy łatwe do przewidzenia. Np. to, że TFI będą miały gigantyczne problemy, a bańka spekulacyjna na polskim rynku kapitałowym i walutowym musi pęknąć. Mimo zapewnień o doskonałej kondycji OFE łatwo można było zauważyć, że ta nieudana reforma wchodzi w fazę poważnych kłopotów. Rok 2009 i 2010 unaoczni nam skalę popełnionych błędów, rozmiar strat finansowych i rozczarowań.

Komu wierzyć

Nikt nie przewidział też ani takiego spadku WIG-u, ani skali deprecjacji złotego. Mało kto mówił o skali podwyżek cen prądu, które w 2008 r. przekroczyły 30 proc. To przecież było do przewidzenia. Nie można też poważnie traktować zapowiedzi Ministerstwa Finansów, że wzrost w 2009 r. wyniesie 3,75 proc. czy może ewentualnie 3 proc. Oby wyniósł 1 proc. Złoty nie będzie też wart 3,30 za euro a raczej 4,30 i to już wiosną, a nawet 4,70 pod koniec następnego roku. Bezrobocie nie spadnie tylko wzrośnie nawet do poziomu 12 – 14 proc. Wpływy z prywatyzacji nie wyniosą 12 mld zł, bo rząd będzie miał większe zmartwienie. Skoro nie można traktować poważnie zapewnień i zapowiedzi tak poważnych instytucji, jak Ministerstwo Finansów, jeśli chodzi o podstawowe wskaźniki makroekonomiczne przyjęte do budżetu państwa na 2009 r., w co jeszcze można wierzyć?

Będzie dobrze?

Wielu nadal nie wierzy w recesję w Polsce, w bankructwa, w słabą złotówkę, nowelizację budżetu i nową dziurę budżetową w skali 20 – 30 mld zł. Bo czy rok temu ktoś wierzył że Anglicy będą nacjonalizować banki, Francuzi dokładać 1 000 euro każdemu, kto zechce kupić samochód, w to, że włoski prezydent będzie apelował o robienie zakupów w święta, aby podtrzymać konsumpcję. U nas uparcie nie mówi się o potencjalnych zagrożeniach dla polskiej gospodarki i nikt nie chce słuchać złych wiadomości.

O kryzysie cicho

Wydaje się, że wystarczy nie mówić o kryzysie, a wtedy on nie dotrze do Polski. Ta dewiza na razie u nas dominuje. Przez ostatnie lata wmawiano skutecznie polskiej opinii publicznej, że nasza gospodarka i waluta są tak silne i zdrowe, że nic im nie grozi. Do dziś nie mamy ani diagnozy aktualnej sytuacji, ani tym bardziej rozwiązania na problemy jakie się pojawiają.

Konsumpcja na kredyt

Polski konsument w poczuciu konsumpcyjnego obłędu, najczęściej finansowanego na kredyt, nadal beztrosko przechadza się po centrach handlowych, przekonany o mocnych filarach polskiej gospodarki. Ten impuls konsumpcyjny gwałtownie wygaśnie po Nowym Roku. Coraz trudniej będzie o kredyt i nowe zamówienia. Dla wielu będzie to przykre zaskoczenie i rozczarowanie. Polacy bowiem nie doświadczyli jeszcze kryzysu o tej skali od co najmniej 20 lat. Rząd kurczowo trzyma się pomysłu na wprowadzenie euro w 2012 r., choć już po cichu przyznaje, że okoliczności mogą zmienić ten zbyt ambitny czy po prostu nierealistyczny plan. Bardzo złe dane za IV kw. powinny być poważnym ostrzeżeniem.

Pić i palić?

Jeśli akcja kredytowa zostanie zatrzymana z początkiem 2009 r., na co się wyraźnie zanosi, ucierpi cała gospodarka. Oparcie polskiego systemu finansowego na wirtualnych pieniądzach w ramach poręczeń i gwarancji oraz na podwyżkach akcyzy zbliża nas raczej do absurdu niż do krajów UE, które mają zupełnie odmienne sposoby na rozwiązanie kryzysu. Zgodnie z tą teorią powinniśmy w opinii polityków pić i palić więcej, by pomóc Polsce. Nadal modne jest wprowadzanie w życie kolejnych cięć budżetowych, ograniczanie wydatków, utrzymywanie wysokich stóp procentowych, wysokiego VAT-u i ZUS-u i schładzanie gospodarki, gdy ta choć na chwilę przyspieszy.

Potrzebna debata

Można przygotować się na dwa trudne lata. Trzeba stworzyć system wczesnego ostrzegania o potencjalnych problemach naszej gospodarki. Impuls konsumpcyjny może wywołać tylko państwo polskie, a zwłaszcza budżet państwa i budżety samorządowe. Najwyższy czas zatem podjąć poważną debatę na temat tego, jak poradzić sobie w sytuacji kryzysu. Przyjąć realny a nie wirtualny plan antykryzysowy. Ale nasze państwo nie bardzo się do tego kwapi. Recesji więc nie unikniemy.

Janusz Szewczak
Autor jest niezależnym analitykiem ekonomicznym

Źródło:
Tematy

Komentarze (3)

dodaj komentarz
~helmut345345
Dobrze że Tusk przykręca polaczkom śrubę zwiększając składkę zdrowotną obcinając ulgi i obcinając całkowicie dotacje na środowisko by przywalić rydzowi. Rydzowi trzeba znacjonalizować rurę i kasę dać Owsiakowi to będzie chodziarz wesoło.. Wole by przepadło całe dofinansowanie niżby czarni mieli zarobić. Zresztą Tusk ma rację że polaczki Dobrze że Tusk przykręca polaczkom śrubę zwiększając składkę zdrowotną obcinając ulgi i obcinając całkowicie dotacje na środowisko by przywalić rydzowi. Rydzowi trzeba znacjonalizować rurę i kasę dać Owsiakowi to będzie chodziarz wesoło.. Wole by przepadło całe dofinansowanie niżby czarni mieli zarobić. Zresztą Tusk ma rację że polaczki to pochleje i nieroby i trzeba sprowadzić wam chińczyków do pracy i Niemców do zarządzania nimi. he,he,he.
~J.K.
Teraz to sobie można mówic że euro będzie po 4,70 ale to taka sama przepowiednia jak w zeszłym roku że euro będzie po ileś tam czyli g. warta. A poza tym przy euro po 4,70 nasi eksporterzy bedą w stanie ulokowac swoje towary za granicą, wieć bedizemy mieli pracę, a nasz improt jest liczony głównie w dolarach i dotyczy głównie surowców.
~osw
a gdzie pan był panie wizjoner jeszcze pół roku temu ? Teraz to każdy jest mądralą.

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki