Nawet po udzieleniu pożyczki Atenom i obietnicy wsparcia finansowego dla Lizbony obligacje greckie i portugalskie parzą w ręce inwestorów. Spadające ceny tych papierów sprawiają, że rentowności wyznaczające koszt rynkowej obsługi długów Grecji i Portugalii stale rosną. W przypadku Hellady jest to już ponad 13% rocznie, a Portugalia musiałaby zapłacić 8,9% (w przypadku obligacji 10-letnich).
Już nawet analitycy agencji Standard & Poor’s przyznają, że posiadacze greckich obligacji będą musieli liczyć się ze stratą 50-70% zainwestowanego kapitału. Takie mogą być skutki restrukturyzacji greckiego długu, którego koszty poniosą głównie francuskie i niemieckie banki. Z perspektywą takie scenariusza inwestorów próbował dziś oswajać niemiecki minister finansów Wolfgang Schauble. Kryzys wypłacalności PIIGS trwa więc w najlepsze, a najgorszą wiadomością jest 10-punktowy skok rentowności obligacji hiszpańskich.
W tej sytuacji nie dziwi fakt, iż najgorzej radziły sobie giełdy z południa Europy. W Atenach indeks ASE spadł o 2,8%, w Lizbonie PSI20 zaliczył spadek o 1,6%, a w Madrycie IBEX35 stracił 1,5%. Nieco lepiej było na głównych rynkach Starego Kontynentu: londyński FTSE100 spadł o 0,8%, paryski CAC40 obniżył się o 0,9%, a niemiecki DAX o 0,4%,
Nastrojów nie poprawiły najnowsze dane z targanych kryzysem budżetowym Stanów Zjednoczonych. W zeszłym tygodniu liczba noworejestrowanych bezrobotnych nieoczekiwanie wzrosła z 385 tys. do 412 tys. Analitycy w większości liczyli na stabilizację tego wskaźnika na poziomie 380 tys.
K.K.



























































