REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Gracze z Wall Street bawią się złotym

Krzysztof Kolany2009-09-26 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2009-09-26 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google
W codziennych komentarzach rynkowych często można znaleźć zdanie typu: „złoty umocnił się z powodu wzrostu notowań eurodolara lub zwyżki na Wall Street”. W tym momencie przeciętny czytelnik zaczyna się zastanawiać, czy rzeczywiście siła nabywcza jego pieniędzy zależy od przebiegu sesji w USA? Postanowiliśmy więc sprawdzić, czy istotnie cena euro w kantorze zależy od decyzji graczy z Nowego Jorku.

W krótkich i średnich terminach rynkami finansowymi rządzą pewne teorie, które mówią inwestorom, co robić, gdy zajdzie określone zdarzenie. I tak na przykład spadek cen domów w Kalifornii przekłada się na wzrost kursu EUR/PLN. Dlaczego tak się dzieje? Otóż mechanizm ten podobno jest banalnie prosty. Skoro maleją ceny nieruchomości w USA, to oznacza pogorszenie koniunktury gospodarczej, co pozwala spodziewać się przepływu kapitału z rynków akcji na rynki obligacji skarbowych.

Największą popularnością cieszy się wówczas dług emitowany przez rząd Stanów Zjednoczonych, niemal powszechnie uważany za najbezpieczniejszy na świecie (w Dziale Analiz Bankier.pl raczej nie podzielamy tej opinii). To z kolei oznacza zwiększony popyt na dolary (bo gotówka z całego świata płynie do USA) i w konsekwencji aprecjację amerykańskiego pieniądza wobec euro, funta oraz walut państw rozwijających się (w tym także Polski). Gracze z rynku walutowego starają się uprzedzić te przepływy kapitałowe, kupując bądź sprzedając amerykańską walutę.

Ta teoria tłumaczy dziwne z pozoru zachowanie dolara, który w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy osłabiał się pod wpływem dobrych danych makroekonomicznych z USA i rósł w siłę, gdy w amerykańskiej gospodarce działo się coraz gorzej. W ten sposób przez ostatnie miesiące na Forexie wyróżniły się dwie grupy walut, które można by nazwać „ofensywnymi” i „defensywnymi”. W tej drugiej grupie znalazły się waluty uważane za „bezpieczne”, czyli tradycyjnie już szwajcarski frank oraz przede wszystkim amerykański dolar i japoński jen. Głównymi przedstawicielami „ofensywnych” są euro, funt szterling, dolar australijski, południowoafrykański rand oraz wszystkie waluty rynków wschodzących (czyli także polski złoty) i państw eksportujących surowce (np. korona norweska). Stąd też na rynku powstały z pozoru niezbyt oczywiste zależności jak związek pomiędzy wzrostami na Wall Street a zwyżką notowań eurodolara.

Fakt ten potwierdza współczynnik korelacji, który od przeszło 12 miesięcy jednoznacznie wskazuje na silny (choć nie zawsze regularny) negatywny związek pomiędzy zmianami cen akcji amerykańskich spółek a wartością dolara wyrażoną w euro (czyli dodatnia korelacja kursu EUR/USD i indeksu S&P 500).


Powyższy wykres pokazuje, że związek pomiędzy koniunkturą na amerykańskim rynku akcji a kursem eurodolara rzeczywiście istnieje i statystycznie jest znaczący. Przy tym na podstawie tych danych nie można jednoznacznie określić, co jest przyczyną a co skutkiem. Przyjmuje się, że to jednak giełdy wpływają na waluty, choć faktycznie może być wręcz odwrotnie.

Teraz jednak wróćmy do naszego złotego, który po jesienno-zimowym załamaniu wiosną i latem wrócił do jako takiej formy. Związek pomiędzy notowaniami par euro-dolar a euro-złoty jest nieco mniej wyraźny i okresowo zmienny (na przykład w grudniu 2008). Jednak przewaga ujemnej korelacji pomiędzy kursami EUR/USD i EUR/PLN oznacza, że złoty umacnia się, gdy rosną notowania eurodolara i słabnie, gdy amerykańska waluta zyskuje wobec euro.


Ale jeszcze ciekawiej prezentuje się bezpośrednia korelacja pomiędzy rynkiem złotego a decyzjami nowojorskich inwestorów.


Patrząc na powyższy wykres rzeczywiście można dojść do wniosku, że przynajmniej w krótkim i średnim terminie losy polskiej waluty rozstrzygane są przy Wall Street. Zapomnijmy więc o danych o produkcji przemysłowej, sprzedaży detalicznej czy jedynej w Europie dodatniej dynamice PKB. Przestańmy się emocjonować spekulacjami przed decyzjami RPP – to wszystko przecież nie ma znaczenia. Zacznijmy za to patrzeć na sygnały płynące z Fed-u oraz zabierzmy się do lektur raportów dotyczących amerykańskich blue chipów.

Gdyby jeszcze ktoś miał jakieś wątpliwości, może spojrzeć na poniższy wykres:



Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl
k.kolany@firma.bankier.pl
Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy

Komentarze (16)

dodaj komentarz
~krzysiek0909
Super artykuł, naprawdę! Dziękuję za niego!
~rgap
Fajny artykuł.

Swoją drogą, ciekawe jak długo jeszcze amerykańskie obligacje będą uważane za najbezpieczniejsze na świecie. Pewnie tak długo, jak USA będą w stanie kogoś najechać, rozwalić, dać mu mldy dolarów kredytów z banku światowego na budowę infrastruktury przez amerykańskie firmy i kazać lennikowi używać USD w eksporcie
Fajny artykuł.

Swoją drogą, ciekawe jak długo jeszcze amerykańskie obligacje będą uważane za najbezpieczniejsze na świecie. Pewnie tak długo, jak USA będą w stanie kogoś najechać, rozwalić, dać mu mldy dolarów kredytów z banku światowego na budowę infrastruktury przez amerykańskie firmy i kazać lennikowi używać USD w eksporcie surowców mineralnych... (no bo jak nie ma surowców mineralnych, to po co marines wysyłać).

~wrrrrrr
Caly wall street nie ma co robic, tylko zlotym sie bawic ....
~bessa
Gracze z Wall Street bawią się złotym
Autor: ~Joe [95.50.107.*], 2009-09-26 10:51
Ja chyba skumałem. Autor, co prawda w dość zawoalowany sposób, ale jednak, chciał powiedzieć, że Złotym dowolnie manipuluje bankierska mafia, w zależności od realizowanych, własnych celów, politycznych oraz gospodarczych i że kurs Złotego nie
Gracze z Wall Street bawią się złotym
Autor: ~Joe [95.50.107.*], 2009-09-26 10:51
Ja chyba skumałem. Autor, co prawda w dość zawoalowany sposób, ale jednak, chciał powiedzieć, że Złotym dowolnie manipuluje bankierska mafia, w zależności od realizowanych, własnych celów, politycznych oraz gospodarczych i że kurs Złotego nie ma nic wspólnego z ekonomią. Natomiast inwestorzy indywidualni są bezmyślnymi baranami, podążającymi za trendem, który jest z góry znany bankierom, gdyż sami go kreują. Tak to czytam
nyse_inwestowanie
Nie wolno dopuścić aby czytali go szeregowi pracownicy polskich banków bo im się w głowach poprzewraca. Również dziennikarze z innych z innych portali bo jedynie co potrafią zrobić to a) nieprofesjonalnie komentować b) przerobić i opublikować jako własne.
Ludki z Polski. A co Wy chcieliście, że autor Wam wskaźe co macie kupować
Nie wolno dopuścić aby czytali go szeregowi pracownicy polskich banków bo im się w głowach poprzewraca. Również dziennikarze z innych z innych portali bo jedynie co potrafią zrobić to a) nieprofesjonalnie komentować b) przerobić i opublikować jako własne.
Ludki z Polski. A co Wy chcieliście, że autor Wam wskaźe co macie kupować ? Autor Wam dał wędkę a rybki to sobie sami możecie złowić. Ale ponieważ ludki z Polski potrafią jedynie kraść i kłamać to jedyne co potrafią to oczerniać i krytykować. A później się ludki z Polski dziwią, że wartość obrotu na warszawskiej giełdzie wynosi równowartość 4 500 mieszkań z warszawskiego blokowiska. Powodzenia i bawcie się dalej ludki z Polski
~filharmonik
Eurodolary to inaczej depozyty dolarowe poza granicami USA.
http://en.wikipedia.org/wiki/Eurodollar
Niechże się autor douczy, bo takie błędy rzeczowe dyskwalifikują tą analizę
drakula1
Takie karkołomne i zagmatwane hipotezy jakie stawia autor powyższego tekstu,dowodzą tylko tego jak niski jest poziom logicznego myślenia wśród wielu ,,bardzo" doświadczonych tzw.analityków,czy to rynku walutowego,czy innych rynków,na których obraca się codziennie setkami miliardów walut.Aby jeszcze bardziej nie gmatwać,należy Takie karkołomne i zagmatwane hipotezy jakie stawia autor powyższego tekstu,dowodzą tylko tego jak niski jest poziom logicznego myślenia wśród wielu ,,bardzo" doświadczonych tzw.analityków,czy to rynku walutowego,czy innych rynków,na których obraca się codziennie setkami miliardów walut.Aby jeszcze bardziej nie gmatwać,należy przeciętnemy Kowalskiemu wyłożyć ,,kawę na ławę" i po prostu napisać,że:wyceny większości instrumentów finansowych co prawda ustala rynek,ale główne trendy są ustalane przez pewną liczbę posiadaczy największych zasobów finansowych,czyli krótko mówiąc największe banki,fundusze hedgingowe etc.Cała reszta tylko,,podąża".No ale jak mają zarabiać pieniądze ci wszyscy ,,doświadczeni "analitycy,mający najcześciej po 25-30 lat?Pisaniem farmazonów oczywiście.
~Genek
Ludzie,to jest bardzo proste. Jak slonce swieci to Zloty jest mocny a jak deszcz pada to Zloty slabnie. Inni ogromnre Pieniadze za takie informacje kasoja ,a ja wam to za darmo mowie,tak ze patrzcie od Poniedzialku lepiej jaka bedzie pogoda.
~ja
bajdy wszystko zelzy od przedsiebirocow i tych z wiejskiej

~wtk
Na Blombergu zawsze piszą że Gold spot

Powiązane: Waluty

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki