2005-03-11 06:31 Źródło: Inwestor Finansowy
Gospodarka światowa: Chiny narzucają tempo
W 2004 r. przyspieszenie wzrostu gospodarczego zanotowano w Stanach Zjednoczonych i Japonii, a Euroland zrobił tylko mały krok do przodu. W ubiegłym roku poważną rolę w światowej gospodarce odegrały Chiny, które odnotowały największy wzrost gospodarczy.
Miniony rok obfitował w wydarzenia nie tylko ekonomiczne, ale przede wszystkim polityczno-gospodarcze, które będą kształtowały światową gospodarkę w bieżącym roku. Do najważniejszych wydarzeń należały z pewnością: wojna w Iraku, rozszerzenie UE o kolejne 10 państw, reelekcja G. W. Busha, proces demokratyzacji na Ukrainie czy też niszczycielskie fale tsunami w Azji południowo-wschodniej.
Gwałtowne wahania cen ropy naftowej w największym stopniu spowodowane były sytuacją w Iraku. Dziś raczej nie grozi nam kryzys naftowy, który zszokował świat w latach 70., jednak utrzymywanie się wysokich cen tego surowca z pewnością zaszkodzi gospodarce w 2005 r. Jeśli utrzyma się tendencja deprecjacji dolara amerykańskiego, to Stany Zjednoczone będą w większym stopniu odczuwały negatywne skutki niż np. Euroland. W tym roku Unia nie będzie jeszcze w stanie w pełni odczuć korzyści z rozszerzenia. Otwarcie na nowych członków i integracja to proces długoletni. To młodsze pokolenie nowych członków UE ma zapewnić wzrost gospodarczy i utrzymywać w następnej dekadzie starzejące się państwa wspólnoty. Szacuje się, że liczba studentów w samej Polsce niemal równa jest sumie studentów wszystkich nowych państw członkowskich. Pod koniec ubiegłego roku, nagle pojawiła się szansa demokratyzacji Ukrainy. Ten ogromny kraj, bogaty w surowce naturalne i rolnictwo będzie powoli integrował się z Unią. Już dziś na Ukrainie działa wiele azjatyckich firm, a Unia musi dotrzymać kroku agresywnie atakującej Azji, która mimo ogromnej tragedii Tsunami, jaka ją dotknęła będzie z pewnością rozwijała się szybciej niż UE.
Deficyt piętą Achillesa
W pierwszej połowie 2004 r. nastąpiło ożywienie gospodarki Stanów Zjednoczonych. PKB szybko rósł, a mimo spowolnienia w drugiej połowie osiągnięto wysoki wzrost. Rynek pracy również zaczął się poprawiać. Dobry wynik osiągnięto najprawdopodobniej dzięki cyklom koniunktury, a nie polityce cięcia podatków, jak głosiła ekipa Busha podczas kampanii prezydenckiej. Inflacja pozostaje również pod kontrolą i to mimo znacznego osłabienia dolara. Fed jest przekonany, że w 2005 r. podtrzyma tempo wzrostu gospodarczego i stabilność inflacji. Konsekwencją tego jest stopniowe podnoszenie stóp procentowych, a taka polityka będzie najprawdopodobniej kontynuowana w 2005 r. Można spodziewać się nawet wzrostu do około 4 – 4,5 proc. (obecnie to 2,5 proc. po styczniowym posiedzeniu Fed-u). Korzyść odczuwają przede wszystkim przedsiębiorstwa (znaczny wzrost wartości indeksu giełdowego). By gospodarstwa domowe odczuły znaczną poprawę trzeba jeszcze poczekać na dalsze ożywienie, kiedy to przedsiębiorstwa zaczną inwestować wypracowane zyski. Wówczas na trwałe powstanie znacznie więcej miejsc pracy, a pracownicy mogą spodziewać się podwyżki.
Wszystkie analizy pokazują jednak, że w 2005 r. największa gospodarka świata zwolni tempo wzrostu. Głównym sprawcą takiego stanu jest rekordowy podwójny deficyt, który jest piętą Archillesową amerykańskiej gospodarki. Niewątpliwie napięta geopolityka w Iraku spowoduje znaczny wzrost wydatków budżetowych. Niestabilna sytuacja na Bliskim Wschodzie jest głównym czynnikiem rekordowo wysokich cen ropy naftowej (cena czarnego złota prawie podwoiła się w ciągu roku). Obecny poziom deficytu jest najwyższy nominalnie w historii, jeśli chodzi o jego udział w PKB to jest jeszcze niższy niż za kadencji prezydenta Reagana. Musimy jednak pamiętać, że na początku lat 80. Stany prowadziły wyścig podboju kosmosu z ZSRR. Wysoki wówczas deficyt budżetowy miał charakter przejściowy i pokrywał się z nadwyżkami bilansu handlowego (ZSRR nie wytrzymał wyścigu i przeżył kryzys gospodarczy, który doprowadził do reformy Gorbaczowa, a w konsekwencji do upadku ZSRR).
Uwolnić juana
Sytuacja obecna nie jest już tak bezpieczna jak 20 lat temu, ponieważ Stany Zjednoczone mają również bardzo wysoki deficyt handlowy, głównie z Chinami (koło 130 – 140 mld USD). Co gorsze, sytuacja nie wygląda na przejściową. Z czego więc USA miałyby pokryć deficyt? Zdaniem większości ekonomistów i dużych amerykańskich korporacji najlepszym rozwiązaniem jest uwolnienie chińskiej waluty (niedoszacowanej o ok. 5 – 10 proc.) i innych walut azjatyckich, co spowoduje mniejszą opłacalność chińskiego eksportu i zmniejszy deficyt. W krótkim czasie mniejszy eksport Chin do Stanów Zjednoczonych zmniejszy deficyt, jednak w dłuższym terminie na miejsce Chin z pewnością wejdą inne państwa rozwijające się, które mają zbliżone do Chin koszty robocizny.
Ze względu na rozwój własnej gospodarki Chiny będą z pewnością stopniowo uwalniać własną walutę. Stany Zjednoczone powinny skupić się raczej na tym, jak i czego mogą najwięcej sprzedawać na najlepiej rozwijającym się rynku świata, niż zmniejszać import z Chin na korzyść innych rozwijających państw. Uwolnienie chińskiej waluty spowoduje znaczne osłabienie dolara. Powinno to zwiększyć szanse amerykańskiego eksportu. Jednak rok 2004 pokazuje, że wysokość deficytu handlowego pozostaje w bardzo sztywnej relacji do kursu waluty amerykańskiej. Zdaje sobie z tego sprawę szef Fed-u Alan Greenspan, który nieustannie powtarza, że zarówno wysoka cena ropy (jest przecież jednakowa dla wszystkich mocarstw gospodarczych), jak i sztywny kurs chińskiej waluty nie są największymi przeszkodami dla amerykańskiej gospodarki. Stany Zjednoczone muszą wykorzystać szansę pojawienia się wielkiego chińskiego rynku. Poprzez podnoszenie podstawowych stóp procentowych Fed zwiększa atrakcyjność inwestycji na amerykańskie aktywa finansowe. Obecnie deficyt handlowy jest pokrywany z przepływów kapitałowych netto (głównie z Azji) do Stanów. Wydaje się, że taka sytuacja będzie utrzymywała się w 2005 r. Oprócz walki z deficytem USA muszą jeszcze stawić czoła reformie ubezpieczeniowo-emerytalnej.
Podobnie jak Stany Zjednoczone, tak i Japonia miała zdecydowanie lepszą pierwszą połowę 2004 r. Wzrost PKB szacuje się na poziomie 4 proc. Przebyło również najwięcej od kilku lat nowych miejsc pracy. Ten dobry wynik, jak można się domyślać, Japonia zawdzięcza głównie eksportowi do Chin. Korzystając z rozkwitu Państwa Środka sprzedano bardzo dużo ciężkich maszyn i urządzeń elektronicznych. Wraz z zapowiadanym schłodzeniem gospodarki Chin pogorszyła się sytuacja japońskiej gospodarki w drugim półroczu. Obecnie obserwujemy początek dobrego okresu w gospodarce Japonii. Gospodarstwa domowe zaczynają coraz więcej wydawać, a jest to najprawdopodobniej spowodowane konsumpcją skumulowanych oszczędności starszych Japończyków, którzy odpoczywając na emeryturze mogą cieszyć się ze skutku dawnego rozkwitu gospodarczego. Jeśli na trwałe zwiększy się konsumpcję wewnętrzną, to Japonia powinna spać spokojnie, nie martwiąc się o rozwój gospodarczy w 2005 r. Jeśli dalej utrzyma się dobra sytuacja i wzrośnie inflacja w 2005 r. to niewykluczone, że już pod koniec roku Bank of Japan zacznie zastanawiać się nad zmianą „zerowej polityki stóp procentowych”.
Na tle USA i Japonii najsłabiej wypada gospodarka Eurolandu, który może „pochwalić się” jedynie ok. 1,7 proc. wzrost PKB w 2004 r. Bezrobocie nadal utrzymywało się na wysokim poziomie. W niektórych państwach, np. Niemczech przekraczało niekiedy 10 proc. Koniec szczytu światowego cyklu inwestycyjnego i znaczne wzmocnienie euro szkodzi eksportowi, a polityka socjalna niektórych państw Eurolandu bardzo obciąża budżet. Podczas gdy największe państwa (Niemcy, Francja, Włochy) rozczarują, światełko nadziei dają mniejsze kraje, np. Irlandia. Największym plusem Eurolandu jest jednak niewątpliwie przejęcie 10 nowych członków, które jako młodsze i szybciej rozwijające się społeczeństwo zasila starzejący się Euroland. W krótkim okresie nie należy spodziewać się znacznego ożywienia gospodarczego (analitycy prognozują jedynie 1,3 proc. wzrost PKB w tym roku), jednak połączona Europa ma znaczny potencjał i pole do manewru niż rok temu. Pytanie tylko czy poszczególne państwa Unii potrafią rozsądnie koordynować politykę i wykorzystać szansę wspólnego wzrostu?
W ubiegłym roku poważną rolę w światowej gospodarce odegrały Chiny (9,3 proc. wzrostu PKB). Państwo Środka częściowo odpowiada za światową deflację niektórych dóbr konsumpcyjnych dwa lata temu, ale jednocześnie ubiegłoroczny wzrost cen podstawowych surowców również zawdzięczamy Pekinowi. Cena ropy nie wzrosła by tak gwałtownie, gdyby Chiny nie stały się drugim największym konsumentem tego surowca. Konieczność uwolnienia chińskiej waluty jest nieuchronna. Cieszy to większość państw na świecie, ponieważ Chiny stają się, po Stanach Zjednoczonych, największym rynkiem zbytu. Mówiąc o sukcesach Chin nie wolno zapominać, że Państwo Środka ma wciąż do rozwiązania dużo problemów wewnętrznych. Są to sprawy, których nie można rozwiązywać poprzez zagraniczne inwestycje. Konieczna jest seria reform polityczno-gospodarczych, by dopasowywać obecny ustrój społeczny do błyskawicznie zmieniającej się rzeczywistości. Temu ma służyć stopniowe schładzenia rozdmuchanej gospodarki.
ZHAONAN WEI
Warszawska Grupa Inwestycyjna SA
Miniony rok obfitował w wydarzenia nie tylko ekonomiczne, ale przede wszystkim polityczno-gospodarcze, które będą kształtowały światową gospodarkę w bieżącym roku. Do najważniejszych wydarzeń należały z pewnością: wojna w Iraku, rozszerzenie UE o kolejne 10 państw, reelekcja G. W. Busha, proces demokratyzacji na Ukrainie czy też niszczycielskie fale tsunami w Azji południowo-wschodniej.
Gwałtowne wahania cen ropy naftowej w największym stopniu spowodowane były sytuacją w Iraku. Dziś raczej nie grozi nam kryzys naftowy, który zszokował świat w latach 70., jednak utrzymywanie się wysokich cen tego surowca z pewnością zaszkodzi gospodarce w 2005 r. Jeśli utrzyma się tendencja deprecjacji dolara amerykańskiego, to Stany Zjednoczone będą w większym stopniu odczuwały negatywne skutki niż np. Euroland. W tym roku Unia nie będzie jeszcze w stanie w pełni odczuć korzyści z rozszerzenia. Otwarcie na nowych członków i integracja to proces długoletni. To młodsze pokolenie nowych członków UE ma zapewnić wzrost gospodarczy i utrzymywać w następnej dekadzie starzejące się państwa wspólnoty. Szacuje się, że liczba studentów w samej Polsce niemal równa jest sumie studentów wszystkich nowych państw członkowskich. Pod koniec ubiegłego roku, nagle pojawiła się szansa demokratyzacji Ukrainy. Ten ogromny kraj, bogaty w surowce naturalne i rolnictwo będzie powoli integrował się z Unią. Już dziś na Ukrainie działa wiele azjatyckich firm, a Unia musi dotrzymać kroku agresywnie atakującej Azji, która mimo ogromnej tragedii Tsunami, jaka ją dotknęła będzie z pewnością rozwijała się szybciej niż UE.
Deficyt piętą Achillesa
W pierwszej połowie 2004 r. nastąpiło ożywienie gospodarki Stanów Zjednoczonych. PKB szybko rósł, a mimo spowolnienia w drugiej połowie osiągnięto wysoki wzrost. Rynek pracy również zaczął się poprawiać. Dobry wynik osiągnięto najprawdopodobniej dzięki cyklom koniunktury, a nie polityce cięcia podatków, jak głosiła ekipa Busha podczas kampanii prezydenckiej. Inflacja pozostaje również pod kontrolą i to mimo znacznego osłabienia dolara. Fed jest przekonany, że w 2005 r. podtrzyma tempo wzrostu gospodarczego i stabilność inflacji. Konsekwencją tego jest stopniowe podnoszenie stóp procentowych, a taka polityka będzie najprawdopodobniej kontynuowana w 2005 r. Można spodziewać się nawet wzrostu do około 4 – 4,5 proc. (obecnie to 2,5 proc. po styczniowym posiedzeniu Fed-u). Korzyść odczuwają przede wszystkim przedsiębiorstwa (znaczny wzrost wartości indeksu giełdowego). By gospodarstwa domowe odczuły znaczną poprawę trzeba jeszcze poczekać na dalsze ożywienie, kiedy to przedsiębiorstwa zaczną inwestować wypracowane zyski. Wówczas na trwałe powstanie znacznie więcej miejsc pracy, a pracownicy mogą spodziewać się podwyżki.
Wszystkie analizy pokazują jednak, że w 2005 r. największa gospodarka świata zwolni tempo wzrostu. Głównym sprawcą takiego stanu jest rekordowy podwójny deficyt, który jest piętą Archillesową amerykańskiej gospodarki. Niewątpliwie napięta geopolityka w Iraku spowoduje znaczny wzrost wydatków budżetowych. Niestabilna sytuacja na Bliskim Wschodzie jest głównym czynnikiem rekordowo wysokich cen ropy naftowej (cena czarnego złota prawie podwoiła się w ciągu roku). Obecny poziom deficytu jest najwyższy nominalnie w historii, jeśli chodzi o jego udział w PKB to jest jeszcze niższy niż za kadencji prezydenta Reagana. Musimy jednak pamiętać, że na początku lat 80. Stany prowadziły wyścig podboju kosmosu z ZSRR. Wysoki wówczas deficyt budżetowy miał charakter przejściowy i pokrywał się z nadwyżkami bilansu handlowego (ZSRR nie wytrzymał wyścigu i przeżył kryzys gospodarczy, który doprowadził do reformy Gorbaczowa, a w konsekwencji do upadku ZSRR).
Uwolnić juana
Sytuacja obecna nie jest już tak bezpieczna jak 20 lat temu, ponieważ Stany Zjednoczone mają również bardzo wysoki deficyt handlowy, głównie z Chinami (koło 130 – 140 mld USD). Co gorsze, sytuacja nie wygląda na przejściową. Z czego więc USA miałyby pokryć deficyt? Zdaniem większości ekonomistów i dużych amerykańskich korporacji najlepszym rozwiązaniem jest uwolnienie chińskiej waluty (niedoszacowanej o ok. 5 – 10 proc.) i innych walut azjatyckich, co spowoduje mniejszą opłacalność chińskiego eksportu i zmniejszy deficyt. W krótkim czasie mniejszy eksport Chin do Stanów Zjednoczonych zmniejszy deficyt, jednak w dłuższym terminie na miejsce Chin z pewnością wejdą inne państwa rozwijające się, które mają zbliżone do Chin koszty robocizny.
Ze względu na rozwój własnej gospodarki Chiny będą z pewnością stopniowo uwalniać własną walutę. Stany Zjednoczone powinny skupić się raczej na tym, jak i czego mogą najwięcej sprzedawać na najlepiej rozwijającym się rynku świata, niż zmniejszać import z Chin na korzyść innych rozwijających państw. Uwolnienie chińskiej waluty spowoduje znaczne osłabienie dolara. Powinno to zwiększyć szanse amerykańskiego eksportu. Jednak rok 2004 pokazuje, że wysokość deficytu handlowego pozostaje w bardzo sztywnej relacji do kursu waluty amerykańskiej. Zdaje sobie z tego sprawę szef Fed-u Alan Greenspan, który nieustannie powtarza, że zarówno wysoka cena ropy (jest przecież jednakowa dla wszystkich mocarstw gospodarczych), jak i sztywny kurs chińskiej waluty nie są największymi przeszkodami dla amerykańskiej gospodarki. Stany Zjednoczone muszą wykorzystać szansę pojawienia się wielkiego chińskiego rynku. Poprzez podnoszenie podstawowych stóp procentowych Fed zwiększa atrakcyjność inwestycji na amerykańskie aktywa finansowe. Obecnie deficyt handlowy jest pokrywany z przepływów kapitałowych netto (głównie z Azji) do Stanów. Wydaje się, że taka sytuacja będzie utrzymywała się w 2005 r. Oprócz walki z deficytem USA muszą jeszcze stawić czoła reformie ubezpieczeniowo-emerytalnej.
Podobnie jak Stany Zjednoczone, tak i Japonia miała zdecydowanie lepszą pierwszą połowę 2004 r. Wzrost PKB szacuje się na poziomie 4 proc. Przebyło również najwięcej od kilku lat nowych miejsc pracy. Ten dobry wynik, jak można się domyślać, Japonia zawdzięcza głównie eksportowi do Chin. Korzystając z rozkwitu Państwa Środka sprzedano bardzo dużo ciężkich maszyn i urządzeń elektronicznych. Wraz z zapowiadanym schłodzeniem gospodarki Chin pogorszyła się sytuacja japońskiej gospodarki w drugim półroczu. Obecnie obserwujemy początek dobrego okresu w gospodarce Japonii. Gospodarstwa domowe zaczynają coraz więcej wydawać, a jest to najprawdopodobniej spowodowane konsumpcją skumulowanych oszczędności starszych Japończyków, którzy odpoczywając na emeryturze mogą cieszyć się ze skutku dawnego rozkwitu gospodarczego. Jeśli na trwałe zwiększy się konsumpcję wewnętrzną, to Japonia powinna spać spokojnie, nie martwiąc się o rozwój gospodarczy w 2005 r. Jeśli dalej utrzyma się dobra sytuacja i wzrośnie inflacja w 2005 r. to niewykluczone, że już pod koniec roku Bank of Japan zacznie zastanawiać się nad zmianą „zerowej polityki stóp procentowych”.
Na tle USA i Japonii najsłabiej wypada gospodarka Eurolandu, który może „pochwalić się” jedynie ok. 1,7 proc. wzrost PKB w 2004 r. Bezrobocie nadal utrzymywało się na wysokim poziomie. W niektórych państwach, np. Niemczech przekraczało niekiedy 10 proc. Koniec szczytu światowego cyklu inwestycyjnego i znaczne wzmocnienie euro szkodzi eksportowi, a polityka socjalna niektórych państw Eurolandu bardzo obciąża budżet. Podczas gdy największe państwa (Niemcy, Francja, Włochy) rozczarują, światełko nadziei dają mniejsze kraje, np. Irlandia. Największym plusem Eurolandu jest jednak niewątpliwie przejęcie 10 nowych członków, które jako młodsze i szybciej rozwijające się społeczeństwo zasila starzejący się Euroland. W krótkim okresie nie należy spodziewać się znacznego ożywienia gospodarczego (analitycy prognozują jedynie 1,3 proc. wzrost PKB w tym roku), jednak połączona Europa ma znaczny potencjał i pole do manewru niż rok temu. Pytanie tylko czy poszczególne państwa Unii potrafią rozsądnie koordynować politykę i wykorzystać szansę wspólnego wzrostu?
W ubiegłym roku poważną rolę w światowej gospodarce odegrały Chiny (9,3 proc. wzrostu PKB). Państwo Środka częściowo odpowiada za światową deflację niektórych dóbr konsumpcyjnych dwa lata temu, ale jednocześnie ubiegłoroczny wzrost cen podstawowych surowców również zawdzięczamy Pekinowi. Cena ropy nie wzrosła by tak gwałtownie, gdyby Chiny nie stały się drugim największym konsumentem tego surowca. Konieczność uwolnienia chińskiej waluty jest nieuchronna. Cieszy to większość państw na świecie, ponieważ Chiny stają się, po Stanach Zjednoczonych, największym rynkiem zbytu. Mówiąc o sukcesach Chin nie wolno zapominać, że Państwo Środka ma wciąż do rozwiązania dużo problemów wewnętrznych. Są to sprawy, których nie można rozwiązywać poprzez zagraniczne inwestycje. Konieczna jest seria reform polityczno-gospodarczych, by dopasowywać obecny ustrój społeczny do błyskawicznie zmieniającej się rzeczywistości. Temu ma służyć stopniowe schładzenia rozdmuchanej gospodarki.
ZHAONAN WEI
Warszawska Grupa Inwestycyjna SA
Gorące tematy
Narzędzia powiązane
Najnowsze
- 2012-05-29
-
- 08:28
- Ceny miedzi w Londynie spadają [PAP]
- 08:25
- Ceny ropy w Nowym Jorku rosną [PAP]
- 08:20
- Już 150 tys. internautów płaci kontem PayU? [PayU]
- 08:17
- DM BZ WBK podwyższył rekomendację dla TP SA do "trzymaj", cena docelowa 16,9 zł [PAP]
- 08:08
- Bandyci wejdą na Euro [IAR]


Dodaj komentarz