W czwartek Bank Anglii zgodnie z oczekiwaniami większości analityków obniżył główną stopę procentową o 50 pkt. bazowych, sprowadzając ją do poziomu 1,50%. Jest to najniższy poziom stóp procentowych w od roku 1694, kiedy to założono Bank Anglii. Brytyjskie władze monetarne uzasadniły swoją decyzję „gwałtownym i zsynchronizowanym” spowolnieniem gospodarczym w głównych gospodarkach świata.
Równocześnie kierownictwo Banku Anglii przyznało, że przez dłuższy czas stopa inflacji będzie przewyższać dwuprocentowy cel i zarazem będzie wyższa od ceny pieniądza. Tak więc Zjednoczone Królestwo w ślad za Stanami Zjednoczonymi wchodzi w okres ujemnych realnych stóp procentowych.
„Do końca drugiego kwartału zejdą poniżej 1%. Kondycja gospodarki wciąż się pogarsza, co wymaga stymulacji ze strony polityki monetarnej” – powiedział agencji Bloomberga Philip Shaw, główny ekonomista w londyńskiej firmie Investec Securities. Zdaniem Shawa Bank Anglii pójdzie w ślady Rezerwy Federalnej i Banku Japonii i zacznie prowadzić politykę pieniężną za pomocą bezpośrednich interwencji na rynkach finansowych.
Niemniej jednak dzisiaj część handlujących walutami oczekiwała jeszcze większej obniżki stóp procentowych. Niektórzy mówili wręcz o cięciu o 100 pkt. bazowych. W rezultacie bezpośrednio po ogłoszeniu decyzji notowania funta ruszyły w górę.
O godzinie 14:50 funt był wyceniany na 1,5291 dolara, a więc o 1,1% więcej niż na zamknięciu wczorajszych kwotowań. Za jedno euro można było otrzymać 89,43 pensów, czyli o 1% mniej niż w środę. Względem złotego szterling umocnił się o 2,1% i był wyceniany na 4,5330 zł.
K.K.



























































