Dolarowy kurs złota wdrapał się na 3-miesięczny szczyt po tym, jak z amerykańskiej Rezerwy Federalnej napłynęły sygnały o możliwej obniżce stóp procentowych. Równocześnie za sprawą eskalacji wojny handlowej przez prezydenta Trumpa rośnie popyt na bezpieczne aktywa.


W środę rano kontrakty terminowe na złoto były notowane po kursie 1 338,70 dolarów za uncję, czyli o 0,6% wyżej niż dzień wcześniej.
W ciągu ostatnich pięciu sesji kurs żółtego metalu wzrósł już o 4,7%, podnosząc się o prawe 60 dolarów na uncji.
Zwyżka notowań złota zbiegła się w czasie z dwoma wydarzeniami. Pierwszym była eskalacja wojny handlowej przez władze USA, które zagroziły wprowadzeniem ceł na towary z Meksyku, zaostrzyły kurs w negocjacjach z Chinami oraz zapowiedziały zakończenie preferencji dla handlu z Indiami. To zwiększyło ryzyko dla wzrostu gospodarczego i wzmogło popyt na bezpieczne aktywa – czyli głównie obligacje skarbowe USA i w pewnej części także na złoto.
Ale w mojej ocenie istotniejsza była zmiana oczekiwań rynku wobec polityki Rezerwy Federalnej. Rynek terminowy wycenia już szansę na trzy obniżki stopy funduszy federalnych do końca grudnia – czyli łącznie o 75 pb. Co więcej, inwestorzy są niemal pewni, że Fed obniży stopy już we wrześniu! Taki ruch oznaczałby zmianę polityki monetarnej w USA o 180 stopni w ciągu 12 miesięcy. Przypomnijmy, że jeszcze pół roku temu rynkowy konsensus zakładał wzrost stóp w 2019 roku.

Rynkowe spekulacje znajdują odzwierciedlenie w retoryce przedstawicieli Fedu. W poniedziałek szef oddziału z St. Louis James Bullard powiedział, że cięcie stóp „może być wkrótce zapewnione”. A dzień później sam prezes Rezerwy Federalnej Jerome Powell ogłosił, że Fed będzie działał „odpowiednio”, aby podtrzymać ekspansję gospodarczą i utrzymać inflację w pobliżu 2-procentowego celu. Analitycy i inwestorzy dość zgodnie zinterpretowali tą wypowiedź jako gotowość Powella do obniżenia stóp procentowych.
Dlaczego to takie ważne? Otóż polityka Rezerwy Federalnej ma w ostatnich latach decydujący wpływ na przepływy kapitału w skali globalnej. Gdy Fed podnosi stopy, zwiększa wtedy atrakcyjność inwestycyjną obligacji skarbowych – kapitał płynie więc na rynek Treasuries i do dolara, co widzieliśmy w zeszłym roku. Ale gdy Fed obniża cenę pieniądza, to inwestorzy szukają wyższych stóp zwrotu poza Ameryką, co osłabia dolara.
W przypadku złota historia uczy, że dolarowe ceny kruszcu zwykle rosną w otoczeniu realnie ujemnych stóp procentowych w USA. Obecnie Fed utrzymuje neutralną politykę monetarną – stopa funduszy federalnych mniej więcej pokrywa się z bieżącą inflacją CPI. Ale jeśli Powell i spółka zaczną ciąć stopy, to przy założeniu braku spadku inflacji CPI realna stopa procentowa stanie się ujemna.
Przeczytaj także
Nie dzielmy jednak skóry na żywym – nomen omen – niedźwiedziu. Po zakończeniu wieloletniej bessy w grudniu 2015 roku rynek złota pozostaje w męczącej konsolidacji. Dolarowe notowania kruszcu od ponad trzech lat oscylują w przedziale 1120-1380 USD za uncję. Dopiero wybicie ponad 1400 USD/oz. pozwoliłoby mówić o powrocie hossy na rynek złota. A tak może się stać, jeśli Fed zacznie panicznie ciąć stopy procentowe i zdecyduje się wrócić do „ilościowego poluzowania” (QE) polityki monetarnej.





























































